Druga drużyna z eliminacji strefy południowoamerykańskiej (dała się wyprzedzić tylko Brazylii) dyskretnie rozpoczęła rozgrywki od dwóch minimalnych zwycięstw nad Egiptem i Arabią Saudyjską. Aż na koniec fazy grupowej wybiła gospodarzom nadzieję, że Rosja może stać się jakąś rewelacją rozgrywek. 3:0 bez wielkiego napinania się i przesadnego wysiłku.

Podopieczni Oscara Washingtona Tabareza spokojnie wygrali grupę bez straty gola i chyba niezmęczeni czekają na początek prawdziwego turnieju, czyli fazę pucharową. Są tak wyrachowani, konsekwentni, cwani po prostu, że można spodziewać się po nich rzeczy wielkich. Jak prawdziwy mistrz, z meczu na mecz grają coraz lepiej, rozkręcają się. Taktyka Tabereza jest znakomita. Nie silą się na przesadne popisy, choć mają graczy do tego zdolnych (Luis Suarez - 31 goli dla Barcelony w minionym sezonie i 18 asyst, Edinson Cavani - 40 goli dla PSG i 12 asyst).

Jakby przygotowywali się do tego, aby pokazać prawdziwy show. 71-letni selekcjoner, który prowadzi drużynę już dwanaście lat, zajmując z nią m.in czwarte miejsce na mundialu w 2010 roku i wygrywając Copa America 2011 jest kapitalnym strategiem. Dobiera taktykę i ustawienie do bieżących potrzeb i widać, że różne warianty ma po prostu przećwiczone. Tabarez przez lata był przywiązany do swoich ulubionych zawodników i nie robił praktycznie żadnych zmian za co był krytykowany, ale jak już wycisnął z poprzedniego układu wszystko, to go zmienił. Jednak nie na rympał. Zostawił tych co mogą jeszcze dać drużynie i odważnie wstawił młodych. Zwłaszcza w środkowej strefie boiska.  Rodrigo Bentancur, rezerwowy Juventusu, który pełni w drużynie bardzo ważną rolę, ma ledwie 20 lat, Lucas Torreira (Sampdoria) i Nahitan Nandez (Boca Juniors) po 22, a tylko niewiele starsi są świetni Diego Laxalt (Genoa) i Giorgian Arrascaeta (Cruzeiro), który dostał zaszczytny numer 10.

Banał o mieszance rutyny z młodością w przypadku Urugwaju zyskuje jednak swój wyjątkowy wymiar. Tutaj po prostu naprawdę tak to wygląda i obie grupy (aż 11 zawodników w szerokim składzie, którzy byli wcześniej przynajmniej na jednym mundialu) oraz debiutanci mają równy wpływ na zespół.

Nie ma wątpliwości, że te urugwajskie klocki poukładał na nowo El Maestro, czyli Tabarez. Trener, który z zawodnikami lubi rozmawiać nie tylko o sporcie, ale także historii, filozofii czy poezji. Niby zapowiedział, że z powodów zdrowotnych po mundialu przechodzi na emeryturę, ale piłkarskich pomysłów i świeżego spojrzenia na futbol mogą mu zazdrościć dużo młodsi.

Jak sam mówi, jego marzeniem jest, aby Urugwaj, czyli ledwie trzymilionowy kraj, po raz trzeci stanął na podium mundialu. Jeśli nie na najwyższym do czego w 1930 roku doprowadził drużynę Alberto Suppici, a w 1950 Juan Lopez, to chociaż ich niższym stopniu.

Droga do celu prowadzi przez Soczi, gdzie w niedzielę Urugwaj zmierzy się z Portugalią, mistrzem Europy, który omal nie odpadł z rozgrywek za sprawą... Iranu.