Każda z sześciu drużyn (są jeszcze Serbowie i Amerykanie), które zagrają w Lille ma na koncie wielkie sukcesy. Polska chociażby, to wciąż aktualny mistrz świata, choć oczywiście jej skład tylko szczątkowo będzie przypominał ten sprzed czterech lat. Mógłby oczywiście przypominać w większym stopniu, gdyby Piotr Nowakowski, Michał Kubiak, Mateusz Mika i Dawid Konarski nie zostali w domu.

 

Zmagający się z rehabilitowanym kolanem Mika kuruje się teraz po operacji wyrostka robaczkowego, a pozostała trójka odpoczywa, co daje szanse tym, którzy wciąż walczą  o miejsce w reprezentacji na wrześniowe mistrzostwa świata.

 

Vital Heynen, belgijski trener polskich siatkarzy mówi wprost, że awans do Final Six nie był najważniejszy, ale dobrze się stało, że będzie okazja sprawdzić się w tak zacnym, mistrzowskim gronie. Pierwszy mecz zagramy w Lille w środę z Rosją, a w czwartek z USA. W fazie interkontynentalnej pokonaliśmy Rosjan i przegraliśmy z Amerykanami, ale teraz jest nowe rozdanie i tamte wyniki, to już historia.

 

W drugiej grupie rywalizować będą Francja, Brazylia i Serbia. Do półfinałów awansują po dwa najlepsze zespoły i to one walczyć będą o prawo gry w wielkim finale. Zwycięzca Ligi Narodów otrzyma czek na milion dolarów.

 

Polska nie jest faworytem, co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Heynen dalej szuka optymalnego składu i chociażby z tego powodu lepiej by było, gdyby miał więcej okazji, by mógł te poszukiwania kontynuować. Ideałem byłoby więc wyjście z grupy, bo to oznacza cztery mecze w Lille.  Wcześniejszy powrót do domu skróci poszukiwania do dwóch spotkań.

 

Obecność w naszej drużynie Grzegorza Łomacza i Fabiana Drzyzgi świadczy o tym, że na pozycji rozgrywającego  sprawa jest jasna. Belg stawia na doświadczenie. Z Pawłem Zatorskim, naszym niezastąpionym libero, zespół gra najlepiej, więc nie ma dyskusji. Ale gdyby odpukać coś się wydarzyło, to zastępcą będzie Michał Żurek.

 

Środkowych mamy w Lille trzech: Jakuba Kochanowskiego, Mateusza Bieńka i Bartłomieja Lemańskiego. I chyba w takiej kolejności można ocenić ich dotychczasowe (tegoroczne) zasługi. Jeden z nich prawdopodobnie obejrzy MŚ w telewizji, ale za wcześnie na takie dywagacje.

 

Jeszcze ostrzejsza rywalizacja jest wśród atakujących i przyjmujących. Łukasz Kaczmarek poczuł już jej gorzki smak. Fakt, że Heynen właśnie jemu podziękował po fazie interkontynentalnej Ligi Narodów dla wielu jest zaskoczeniem, ale to trener podejmuje decyzje. Teraz o jego uznanie walczyć będą Bartosz Kurek, Maciej Muzaj i Damian Schulz. I wygląda na to, że na dziś, w takiej kolejności rozkładają się sympatie Heynena.

 

A wśród przyjmujących? Pozycja Kubiaka, który dostał wolne wydaje się być niezagrożona. Podobnie byłoby z Miką, gdyby był zdrowy, ale tu jest poważny problem. We Francji zagrają Artur Szalpuk, Bartosz Bednorz, Aleksander Śliwka i Bartosz Kwolek. I każdy z nich będzie miał okazję się wykazać.

 

Co do szans Polaków w tym turnieju chyba nie ma sensu się nad nimi rozwodzić. Jeśli w pierwszym meczu pokonają Rosję, to wszystko jest możliwe, ale następnego dnia będą jeszcze Amerykanie.  Jednego chyba możemy być pewni, naszych siatkarzy stać na dobrą grę i ambitną walkę, bez względu na to kto pojawi się na boisku.

 

Najważniejsze, że po męczącej podróży dookoła świata (Japonia, USA, Australia) zdążyli już odpocząć. Z informacji, które dochodzą z Lille wynika, że tryskają energią i w pięknej, stadionowej scenerii zechcą się pokazać z jak najlepszej strony. Będziemy im kibicować.

 

Transmisje turnieju Final Six Ligi Narodów siatkarzy na sportowych antenach Polsatu.