Dlaczego Lille? Otóż w ostatnich latach organizowano tam m.in. finał Pucharu Davisa, Mistrzostwa Świata w piłce ręcznej czy mistrzostwa Europy w koszykówce. W meczach Francji w piłce ręcznej, w 2017 roku, pobito rekord świata frekwencji w tej dyscyplinie, dwukrotnie na trybunach zasiadło ponad 28 000 widzów. Czy tym razem będzie podobnie, trudno powiedzieć mimo, że francuska siatkówka to najwyższy światowy poziom, nie przyciąga wielkich tłumów na trybuny. Organizatorzy spodziewają się, że na meczach zasiądzie po 15 000 widzów.

 

Ważniejszy od frekwencji jest poziom sportowy Trójkolorowych. W eliminacjach Francja zajęła pierwsze miejsce z dwunastoma zwycięstwami i tylko trzema porażkami. To dało jej pierwsze miejsce w klasyfikacji grupowej. Jednak Laurent Tillie, trener zespołu gospodarzy wcale nie uważa aby Francja była zdecydowanym faworytem.

 

 - To fakt, że mieliśmy bardzo udane mecze grupowe, zdecydowanie powyżej naszych oczekiwań. Potraktowaliśmy poważnie naszych przeciwników. Dokonaliśmy sporo roszad w zespole. Jestem świadomy jednak, że poziom w fazie finałowej będzie zdecydowanie wyższy. Podczas meczów grupowych odnosiłem wrażenie, że niektóre zespoły szybko spasowały, jakby nie grały z pełnym zaangażowaniem. Nas to nie dotyczyło, zawsze graliśmy na pełnych obrotach. Jestem przekonany, że od jutra nie będzie się już odczuwało tego fatalizmu u przeciwników, na pewno każdy mecz będzie zacięty od początku do końca – powiedział.

 

Tadeusz Fogiel: Przeprowadził Pan dużo roszad w eliminacjach, czy to miało aż tak duże znaczenie w perspektywie turnieju finałowego?

 

Laurent Tillie: Nie ma lepszego przygotowania, jak dać szansę wszystkim  i wygrywać. Jednak aby zachować pewne automatyzmy, to lepiej pracować z szóstką niż z czternastką zawodników. Wszyscy jednak czują się gotowi fizycznie, dobrze przygotowani. Mam nadzieję, że to przyniesie efekt w turnieju finałowym.

 

Pana zespól ma już duże doświadczenie w turniejach finałowych, bo to już czwarty kolejny udział. Graliście w Final Four nieprzerwanie od 2015 do 2017 roku. Czy to może mieć wpływ na postawe w tej nowej edycji rozgrywek?

 

Owszem, ale dotyczy to również stałych bywalców imprezy jak Stany Zjednoczone, Rosja, Brazylia, Polska czy Serbia. To pokazuje wysoką jakość tych zespołów. Każdy z nich jest faworytem do zdobycia tytułu, nie wyłączając nas.

 

Mimo, że jako gospodarze, mieliście zapewniony udział w turnieju finałowym, skończyliście fazę grupową na pierwszym miejscu, czy to tak ważne, aby zmazać niepowodzenie z Euro 2017?

 

Sport w wielkim wydaniu to właśnie to: możesz przegrać z każdym, ale możesz również wygrać z każdym. Trzeba mieć świadomość, że nie trwa się wiecznie w zwycięstwie, że porażki mogą cię spotkać w każdej chwili. Najważniejsze jest to, że udało się szybko wrócić do równowagi podczas turnieju grupowego, teraz przystoi iść za ciosem.

 

Spotkacie się kolejno z Brazylią i Serbią, z którymi niedawno wygraliście. Czy to stanowi jakąś przewagę?

 

To nie jest żadna gwarancja sukcesu, to że wygrałeś wczoraj możesz i wygrać nazajutrz. Zarówno Brazylia, jak i Serbia to świetne zespoły. Oba są doświadczone i posiadają duży potencjał. Gra przeciwko nim to zawsze stanowi duże wyzwanie. To będą piękne szlagierowe mecze.

 

Zagracie w pięknym kontekście stadionu Pierre-Mauroy, jaki to może mieć wpływ na zespół?

 

To znacząca różnica z tym, co nas spotkało ostatnio. Gra na wielkim stadionie, wobec naszej publiczności i na pewno gorącej atmosferze. Odczuwamy wszyscy lekką tremę, bo chcemy sprostać oczekiwaniom naszych kibiców. Staraliśmy się przygotować jak najlepiej do turnieju i trzeba zapomnieć o całej otoczce i skoncentrować się wyłącznie na grze.