Spadkobierca sukcesów Amosa Mansdorfa, który skrzyżuje rakiety z turniejową "dwójką" na korcie centralnym, jest postacią w światowym tourze o bogatym bagażu doświadczeń. W tym przypadku słowo "bogaty" nasączone jest ludzkim dramatem, zakorzenionym w konflikcie izraelsko-palestyńskim. 33-letni Sela jako dziecko uczył się gry w tenisa w Kirjat Szemona, przy granicy Izraela z Libanem. Do dwunastego roku życia dorastał w mieście, gdzie ataki bombowe były codziennością, a konieczność skrycia się w schronie – obowiązkiem. Co czuł Sela wie Damir Dzumhur. Tenisista pochodzący z Bośni i Hercegowiny urodził się w maju 1992 roku w Sarajewie, w momencie konfliktu zbrojnego na Bałkanach.

 

Lepsze warunki do treningu czekały w Tel Awiwie, do którego Sela przeniósł się wraz z rodziną (mama i tata mają rumuńskie korzenie). Starszy o 13 lat brat Ofer również był tenisistą. Między 14. a 16. rokiem życia Sela trenował w Austrii pod okiem Güntera Bresnika. Tym samym osiągnął 9. pozycję w gronie najlepszych juniorów na świecie.

 

Tenis w Izraelu nie jest tak popularny, jak na przykład piłka nożna czy koszykówka. W latach 70. praktykowany głównie przez turystów. Zamożna grupa tenisowych miłośników ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i RPA zbudowała twardy kort w Ramat ha-Szaron, na przedmieściach Tel Awiwu. Tenis miał być oknem na świat dla dzieci. Jednych z młodzieńców, którzy uczyli się tenisa w Ramat był Mansdorf, 18. tenisista globu w listopadzie 1987 roku, którego dziadkowie wyemigrowali w 1930 roku z Polski. Gdy rodzice jechali na wakacje do Grecji, Mansdorf został w domu z babcią, ćwicząc namiętnie grę w tenisa. Po powrocie zapytał ich: - Martwię się, co będzie jak zagram na Wimbledonie. Jak zaadoptuję się do gry na trawie?

 

Historia pokazała, że nie najgorzej, IV runda w 1989 roku była niewątpliwym sukcesem. Mansdorf opracował do perfekcji sztukę posługiwania się bekhendem, podobnie karabinem maszynowym jako członek rezerwy izraelskiej armii. Dwadzieścia lat temu do dziennikarza "Sports Illustrated" Franza Lidza powiedział, że ewentualny półfinał Wimbledonu nie spowoduje powrotu do ojczyzny na wypadek wojny, gdyż jego dobra gra byłaby powodem wzrostu narodowej dumy.

 

W 1987 roku w rozgrywkach Pucharu Davisa Izraelczycy mierzyli się na wyjeździe z Czechosłowacją w I rundzie Grupy Światowej. Reprezentacja Izraela z Mansdorfem na czele pokonała rywali, którzy w szeregach mieli słynnego Miroslava Mecira. "The Jerusalem Post" nazwał zwycięstwo drużyny największą i najbardziej zaskakującą wygraną w historii izraelskiego sportu.

 

Sela próbował zbliżyć się do osiągnięć Mansdorfa, który był także w ćwierćfinale Australian Open w 1992 roku, a po drodze wygrał 6 zawodowych turniejów w singlu. Sela triumfował w 20., ale niższej, challengerowej rangi. Niestety po przejściu z kariery juniora do seniora tenisista z Izraela notował ciągłe wahania formy, raz był w pierwszej "setce" rankingu, a raz w "trzeciej". Bolesne złamanie łokcia w wieku 22 lat mogło zakończyć jego karierę. Sela spadł wówczas na 350. miejsce w rankingu i został sam. Nie miał sponsora, trenera i fizjoterapeuty. Pozbierał się. W 2009 roku podczas Wimbledonu dotarł do IV rundy, co pozwoliło mu zanotować skok na 29. miejsce w rankingu ATP. Aktualnie zajmuje 128.

 

Z osobą Seli wiążą się jeszcze kwestie religijne. Podczas zeszłorocznego turnieju ATP 250 w chińskim Shenzhen tenisista odmówił kontynuacji spotkania ćwierćfinałowego, ponieważ po zachodzenie słońca rozpoczęło się żydowskie święto Jom Kippur. Reprezentant Izraela zrezygnował z dalszej gry z Ukraińcem Ołeksandrem Dołgopołowem przy wyniku 3:6, 6:4, 0:1. Wszelkie przyjemności, uprawiane sporty są w tym przypadku zakazane.

 

Transmisja meczu Rafael Nadal - Dudi Sela w Polsacie Sport. Początek o godzinie 16:00. Komentuje Tomasz Tomaszewski.