Na takim etapie rozgrywek nie ma już słabych meczów. Można było się więc spodziewać, że starcie Francji z Brazylią będzie stało na bardzo wysokim poziomie. Początek seta pierwszego mógł jednak przywiać do głów francuskich kibiców wątpliwości, bowiem gospodarze podeszli do starcia wyraźnie spięci pozwalając rywalom na uzyskanie wysokiego prowadzenia. "Trójkolorowi" stopniowo odrabiali siedmiopunktową stratę i niewiele brakowało, by w końcówce dopadli "Canarinhos". W ich grę wdarło się jednak sporo błędów i niedokładności, które zadecydowały o porażce.

Po przerwie Francuzi zaczęli prezentować się tak, jak do tego przyzwyczaili. Grali swobodniej, lepiej rozkładali atak, co od razu przeniosło się na zdobycz punktową. Earvin N'Gapeth nareszcie dostał więcej wsparcia od swoich kolegów. Podopieczni Laurenta Tillie już na początku uzyskali przewagę i nie oddali jej do samego końca. Dobrą grę kontynuowali w secie trzecim, którego rozpoczęli od stanu 3:0. Z czasem jednak Brazylijczycy dochodzili do głosu i po zaciętej końcówce wrócili na prowadzenie mimo, że musieli radzić sobie bez podstawowego przyjmującego Mauricio, który doznał poważnej kontuzji.

Początek czwartej odsłony był najbardziej wyrównanym fragmentem meczu. Od tego momentu "Canarinhos" zacięli się, przez co o zwycięstwie musiał zadecydować tie-break. Rozstrzygnął się on wyraźnie na korzyść gospodarzy.

 

Francja - Brazylia 3:2 (22:25, 25:20, 21:25, 25:22, 15:13)

 

W czwartek do gry włączą się Serbowie, którzy zmierzą się z Brazylią. Będzie to mecz o być, albo nie być dla reprezentacji "Canarinhos". Transmisja od godz. 20.30 w Polsacie Sport.