Rosjanie są jedną z pozytywnych niespodzianek mundialu. Awans z grupy zapewnili sobie już po drugiej serii gier, a w 1/8 finału sensacyjnie odprawili po rzutach karnych faworyzowanych Hiszpanów.

 

Dziennikarze oraz kibice zastanawiają się, co jest powodem dobrej gry "Sbornej", która przed mistrzostwami, w meczach towarzyskich spisywała się słabo. Jednym z bohaterów meczu z Hiszpanią był Artiom Dziuba, który strzelił wyrównującego gola. Kamery wychwyciły na jego ręce dziwne znamię przypominające ślad po igle.

 

Od razu wywołało to dyskusje na temat dopingu, pamiętajmy, że Rosja od lat walczy z tym problemem, który dotknął zwłaszcza lekkoatletykę. Media przypominały m.in. statystykach biegowych Rosjan, którzy w każdym meczu przebiegają ogromne odległości. Atak na gospodarzy MŚ 2018 przypuścili Amerykanie wprost oskarżający ich o stosowanie dopingu.

 

- To kolejna wielka impreza organizowana przez Rosję. Wiemy, że system dopingu tam istnieje, nawet jeśli oni cały czas temu zaprzeczają. Wiemy też, że jest on powiązany z ich futbolem. Udowodnili, iż są gotowi zrobić wszystko, by wygrać. Byliśmy głupi myśląc, że coś się zmieniło od skandalu w Soczi - powiedział dyrektor generalny amerykańskiej agencji antydopingowej Travis Tygart.

 

 

Do sprawy odniósł się lekarz kadry naszych wschodnich sąsiadów. Stwierdził, że ślady po igle są normalne, gdyż zawodnicy przebywają pod stałą obserwacją specjalistów i często mają pobieraną krew. Warto też zauważyć, że selekcjoner reprezentacji Rosji, Stanisław Czerczesow znany jest ze swoich ciężkich treningów, a gra jego piłkarzy opiera się na świetnym przygotowaniu fizycznym.