Iwanow: Przykre, że Gandzasar jest w stanie stworzyć więcej sytuacji niż Lech

Piłka nożna

Trzy mecze, trzy zwycięstwa i to wszystkie odniesione bez straty gola. Patrząc tylko na „suche” wyniki można powiedzieć, że polska przygoda z eliminacjami do europejskich pucharów zaczęła się „palce lizać”. Przecież bywało już gorzej, że wspomnę tylko bolesne dla Wisły Kraków i Jagielloni Białystok takie nazwy jak Levadia Tallin i Irtysz Pawłodar.

Przy niezmiennie dość niskim rankingu klubowym UEFA – jesteśmy na 19-tym miejscu – i zmianie regulaminu rozgrywek tylko Jagiellonia Białystok rozpocznie grę o „prawdziwe” puchary, które przecież zaczynają się dopiero we wrześniu, od drugiej rundy. Legia musiała więc mierzyć się już w pierwszej z mistrzem Irlandii (miejsce 36.), Lech z trzecim zespołem ligi armeńskiej (45 lokata), a Górnik z przedstawicielem futbolu mołdawskiego (pozycja 35). Do Polski przylatują bądź przyjeżdżają (tak, Zaria wybrała się do Zabrza autokarem) coraz bardziej egzotyczne nazwy, bo kto z naszych czytelników przed losowaniem wiedział o Gandzasarze? I przykre jest to, że tenże Gandzasar jest w stanie w Poznaniu stworzyć więcej dogodnych sytuacji niż Lech, który potrafi wydać na jednego piłkarza milion euro.

 

Oczywiście, wynik 2-0 jest dla „Kolejorza” świetny, mogło się skończyć nawet 4-0, ale gdyby nie Jasmin Burić i nieskuteczność niejakiego Harutuniana na tablicy przy Bułgarskiej spokojnie mogły się pojawić i dwie dwójki. A „stranieri” zdobywców Pucharu Armenii w postaciach Zambijczyka Mudondy czy Haitańczyka Juniora wcale nie wyglądali gorzej od Mihaia Raduta, Nicklasa Barkrotha czy Darko Jevtića.

 

Do zabrzan o tylko 1-0 pretensji nie mam. Skoro Marcinowi Broszowi odeszła ze składu połowa znakomitych obrońców w postaciach Mateusza Wieteski i Pawła Bochniewicza oraz decydujących o grze na bokach słusznie docenianych przez Adama Nawałkę Rafała Kurzawy i Damiana Kądziora cudów trudno było oczekiwać. Zespół wykonał zadanie, Angulo znów pokazał, że wie gdzie znajduje się bramka rywala, poza tym dla ubiegłorocznego beniaminka Ekstraklasy występ w Europie to przyjemna nagroda. Nikt nie wymaga aby w sierpniu prezes Bartosz Sarnowski w Szwajcarii z wypiekami na twarzy oczekiwał na grupowych rywali podczas losowania.

 

Legia w Cork zrobiła co do niej należało i wiadomo, że nie zachwyciła, ale pamiętam dobrze jak kilka lat temu szczęśliwie zremisowała u siebie z Saint Patrick's Athletic FC, by na Wyspach rozbić go 5-0, a potem dwa razy nie dać jakichkolwiek szans Celtikowi Glasgow, choć jaki był epilog wygranych na boisku, każdy z nas doskonale pamięta.

 

Za tydzień cała trójka naszych „eksportowych” powinna się znaleźć w kolejnej fazie eliminacji. Ale wtedy swe rozgrywki rozpocznie już Ekstraklasa. Wiemy, jak często chęć przebicia się do następnej rundy wpływała na formę ligową. Podróże, mecze co trzy dni i tłumaczenia, że jeszcze „nie jesteśmy” do sezonu perfekcyjnie przygotowani”. Czy znowu usłyszymy słynne słowa Michała Probierza o „pocałunku śmierci”? Czy może w objęcia padać będą sobie piłkarze polskich klubów po kolejnych golach w drodze po jesień w pucharach…

W załączonych materiałach wideo skróty meczów Lecha Poznań oraz Górnika Zabrze.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie