Najlepszy szkoleniowiec minionego sezonu Polskiej Ligi Koszykówki spędza wakacje z rodziną w Rovinj na półwyspie Istria i cieszy się, tak jak jego krajanie, z sukcesów piłkarskiej reprezentacji.

"Wszystko zaczęło się od meczu z Argentyną (3:0 dla Chorwacji). Istne szaleństwo, które potrwa co najmniej do niedzieli. Cała Chorwacja została postawiona na nogi. To prawdziwe wydarzenie w całym państwie. W restauracjach nie ma miejsc, trzeba rezerwować je z wyprzedzeniem. Samochody wymalowane są w tradycyjne szachownice. Wszyscy rozmawiają tylko o piłce. Oglądałem półfinał z przyjaciółmi w restauracji. Po golu Chorwacji - istna zadyma: fajerwerki i race na zewnątrz i w środku" - powiedział Milicic.

Trener, który w barwach Anwilu zdobył także złoty medal mistrzostw Polski jako zawodnik (2003 r.), podkreśla, że piłka jest sportem numer jeden w jego kraju. Przyznał, że wraz z synami kibicował Chorwacji o biało-czerwonym (ma polskie obywatelstwo).

"Widziałem tylko mecze Polaków i Chorwatów, więc specjalistą od mistrzostw nie jestem. Piłka nożna to sport numer jeden w Chorwacji. Sam jako chłopak kopałem, ale krótko, bo najpierw wciągnął mnie tenis stołowy i mam nawet jakieś mistrzostwo republiki, a potem koszykówka. Kibicowałem na mundialu oczywiście też Polakom. No cóż, w tym roku większą przyjemnością było oglądanie spotkań Chorwacji... Polacy mogą zazdrościć piłkarzom chorwackim tego co osiągnęli. Niezależnie od tego, jaki będzie finał - to wielki, historyczny sukces" - ocenił.

Chorwacja po raz drugi sięgnie po medal mistrzostw świata. Jako niezależny kraj uczestniczy w światowej rywalizacji dopiero od 20 lat. W debiucie właśnie na mundialu we Francji w 1998 r. zdobyła brąz. W półfinale przegrała wtedy z "Trójkolorowymi" 1:2.

"Atmosfera jest taka, jaką pamiętam sprzed 20 lat. Mamy teraz strefy kibica w każdym mieście, miasteczku. Przyznam się, że półfinał z Anglią wygrany 2:1 po dogrywce wywołał u mnie większe emocje niż losowanie grup w Lidze Mistrzów koszykarzy. Ale o budowie drużyny na nowy sezon też myślę. Nawet nie chcę oceniać wyników losowania, bo nie wiemy nic o składach rywali. My też dopiero budujemy. Na pewno słabych drużyn tu nie ma. Odpoczywam intensywnie, a treningi na parkiecie z synami to czysta przyjemność, na którą nie mam czasu w trakcie sezonu" - zdradził.

Bałkańscy piłkarze zdaniem 42-letniego Milicica grają znakomicie taktycznie. Są też konsekwentni i zdeterminowani.

"Siłą reprezentacji jest gra ułożona, taktyczna. Nie ma +wariactwa+, coś podobnego do Anwilu w minionym sezonie. Każdy zawodnik daje bardzo dużą energię drużynie, szczególnie w obronie. Wszyscy starają się zacieśniać pole, grają bardzo odpowiedzialnie i starają się szukać swoich szans. To prawda, że w pierwszej połowie Anglia wyglądała lepiej, ale w drugiej byliśmy bardzo zdeterminowani. Była jeszcze lepsza defensywa i to ona stworzyła przewagę i pozwoliła wykorzystywać kontrataki. Najważniejsze, że po wyrównującej bramce Chorwaci "nie stanęli" tylko atakowali dalej" - podkreślił.

Chorwacja w grupie szła jak burza. Wygrała z Nigerią (2:0), z Argentyną, w składzie z gwiazdą światowego futbolu Lionelem Messim (3:0), Islandią (2:1). W 1/8 finału była lepsza po karnych od Danii (1:1, karne 3-2), a w ćwierćfinale od gospodarza - Rosji także po rzutach karnych (2:2, karne 4-3). Zwycięską bramkę w spotkaniu z Anglikami zdobył w 109. minucie Mario Mandzukic.

"Nasza reprezentacja osiągnęła już i tak największy sukces wszechczasów. Jestem pewien, że chłopaki w finale z Francją dadzą z siebie wszystko. W meczu o taką stawkę nie ma faworyta. Jest ogromna presja i to ona decyduje" - dodał.