Igor Marczak: Jaki był twój najpiękniejszy moment w organizacji KSW?

Mateusz Gamrot: Na pewno pięknym momentem był mój debiut z Mateuszem Zawadzkim na KSW 23. Wygrałem tę walkę dość mocno dominując nad rywalem, w drugiej rundzie przed czasem. Także bardzo fajnie otworzyła mi się droga w federacji KSW.

Jak to wszystko się zmieniało przez ostatnie pięć lat?

Przede wszystkim KSW robi niesamowity show. Z gali na galę mamy coraz więcej ulepszeń, a jestem przekonany, że włodarze KSW nie wykorzystali do końca swojego potencjału. Zrobili mnóstwo pięknych rzeczy, ale na pewno mają jeszcze jakiegoś asa w rękawie. A co się zmieniło dla mnie? Wcześniej walczyłem w ringu, nie było łokci. Ewoluuje to w pięknym kierunku.

Kiedy twoja kolejna walka?

Na pewno w drugiej połowie roku. Sam dokładnie nie wiem, jaki to będzie termin. Ale jestem w treningu i na pewno to zaowocuje. Będę w super sztosie.

Po tym jak wyczyściłeś tę kategorię, ciężko jest znaleźć dla ciebie rywala...

Ciężko mi jest na ten temat coś powiedzieć, to jest zagwozdka włodarzy. Podejmę każdą rękawicę. Mam jednak nadzieję, że wykreują jakiś fajny fight, że to będzie coś niesamowitego, jakaś niespodzianka.

Przeniesiesz się do wagi piórkowej czy jednak śrubujesz rekord w kategorii lekkiej?

Ogólnie ważę około 80 kilogramów na co dzień, jak jem pizzę, kurczaki i wszystko dookoła. Także waga piórkowa nie byłaby dla mnie nieosiągalna. Mógłbym też zrobić 77 kilogramów, ale to nie chodzi o kategorię wagową. Chodzi o to, żeby znaleźć fajnego przeciwnika i zrobić dobrą walkę.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.