Dwa z czterech pasów (WBO, WBC) należą do 31-letniego Usyka, pozostałe (IBF, WBA) do siedem lat młodszego Gassijewa. A przecież w puli będzie jeszcze prestiżowy pas magazynu The Ring oraz Puchar Muhammada Alego, który zwycięzca wzniesie do góry po raz pierwszy.
 
Pierwotnie finał pierwszego turnieju WBSS miał się odbyć 11 maja w Arabii Saudyjskiej, ostatecznie jednak Rosjanie podbili stawkę i najlepszych pięściarzy kategorii junior ciężkiej gości Moskwa. Ołeksandr Usyk początkowo protestował, nie bez racji argumentując, że taki pojedynek powinien odbyć się na neutralnym terenie, ale prawdę mówiąc miał niewiele do powiedzenia. Zresztą takiemu mistrzowi jak on miejsce walki nie robi większej różnicy. Warto przypomnieć, że pierwszy z pasów (WBO) zdobył  dwa lata temu na polskim ringu, wygrywając w gdańskiej Ergo Arenie z Krzysztofem Głowackim. Drugi (WBC) wywalczył już w trakcie turnieju WBSS, pokonując w półfinale rozegranym w Rydze, mistrza tej organizacji, Łotysza Mairisa Briedisa. A wcześniej, w ćwierćfinale, w Berlinie zmusił do poddania Niemca Marco Hucka.

Pochodzący z Władykaukazu Gassijew w turniejowej rywalizacji najpierw szybko znokautował Krzysztofa Włodarczyka w Newark (USA), a w półfinale w Soczi w 12 starciu zatrzymał Kubańczyka Yuniera Dorticosa. Teraz znów będzie walczył u siebie, ale przed laty Aleksander Powietkin też walczył u siebie w Moskwie i przegrał z Władimirem Kliczką.

W najbliższą sobotę faworyt nie będzie jednak tak jasno określony. Jeszcze rok temu byłby nim z całą pewnością Ukrainiec, ale nokauty które Gassijew zafundował Włodarczykowi i Doricosowi wyraźnie poprawiły jego i tak bardzo wysokie już  notowania. I jak najbardziej zasłużenie. 24 letni Rosjanin z Kaukazu jest bowiem lepszy z walki na walkę. I ma przy tym potężne uderzenie z obu rąk. Jeśli Usyk będzie za wszelką cenę chciał udowodnić, że jest równie mocny, to taka konfrontacja skończy się dla niego źle. Ale Ukrainiec jest bardzo inteligentnym pięściarzem, do tego w jego narożniku będzie stał Anatolij Łomaczenko, trener z czasów, gdy nie miał sobie równych na amatorskich ringach, więc z całą pewnością na żadne głupoty sobie nie pozwoli. A Usyk ostrożny, myślący, wykorzystujący perfekcyjnie odwrotną pozycję i pracę nóg, potrafi poradzić sobie z każdym.

Czy to oznacza, że 21 lipca na Stadionie  Olimpijskim w Moskwie, obejrzymy partię bokserskich szachów zamiast wielkiej wojny, którą dzięki większemu doświadczeniu Ukrainiec rozstrzygnie na swoją korzyść?

Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Usyk był wspaniałym amatorem, mistrzem świata, Europy i złotym medalistą igrzysk olimpijskich. Świetnie radził sobie też w  rozgrywkach WSB (World Series of Boxing), wygrywając chociażby z trzykrotnym dziś mistrzem świata kategorii superciężkiej Magomiedrasulem Medżidowem. Wtedy Azer miał za sobą pierwsze złoto mistrzostw świata i brązowy medal igrzysk w Londynie, gdzie przegrał w półfinale zaledwie jednym punktem (12:13) z broniącym tytułu Włochem Roberto Cammarelle. Ten zaś w finale został kontrowersyjnie uznany za pokonanego, przy remisie 18:18, z Anthonym Joshuą.

Myślę, że z Gassijewem Usyk będzie walczył tak jak wtedy z Medżidowem, a później z Głowackim. Polakowi odebrał mistrzowski pas w swojej zaledwie dziesiątej, zawodowej walce, bijąc rekord należący do Evandera Holyfielda, który po tytuł sięgnął w dwunastym pojedynku.

I pytanie, jakie antidotum na taką taktykę znajdą Gassijew i jego trener Abel Sanchez. Pierwsza faza walki z Dorticosem pokazała, że potrafią taktycznie zaskoczyć, Gassijew umie się bronić, wycofać na bezpieczne pozycje i cierpliwie czekać na okazję. A jak już dostanie szansę, to ją wykorzysta.

Sobotni finał nie ma zdecydowanego faworyta, każdy scenariusz jest w nim możliwy, choć moim zdaniem więcej argumentów, by wygrać ma jednak Ołeksandr Usyk. Jeśli Ukrainiec do końca pojedynku zachowa zimną krew i nie zawiodą go nogi, to wygra na punkty. Ale tacy jak Murat Gassijew, którego cenię i lubię szczególnie za jego postawę wobec rywali, zawsze mają szansę na zwycięstwo. Nikt w wadze junior ciężkiej nie bije tak mocno jak on, więc sprawa wydaje się prosta. Jak trafi, to Usyk będzie miał problem. Bardzo poważny problem. Tyle że Usyk jak mało kto potrafi unikać takich ciężkich, niebezpiecznych ciosów, więc Gassijew też może mieć trudny do rozwikłania problem.

Przed nami wielka, naprawdę smakowita, bokserska uczta.