Maciej Turski: Dla Pana zbliża się chyba wyjątkowy moment – powrót Bartosza Fabińskiego. On mocno podkreśla pana rolę w powrocie do oktagonu oraz w jego całej karierze. Patrząc na karierę Bartka to wydaje się on – jeśli można tak powiedzieć – synem trenera na macie…

 

Robert Jocz: Jeden z wielu synów, bo staram się jak mogę traktować wszystkich w ten sam sposób. Jest pewna obawa o rdzę sportową, spowodowaną długą przerwą, jednak zapewniam, że Bartek ciężko przepracował okres przygotowawczy. Myślę, że powinniśmy być spokojni o przebieg tego pojedynku i zakończy go podobnie jak kończył poprzednie walki.

 

Przygotowania do powrotu różniły się w jakiś sposób od poprzednich walk? Za Bartkiem przecież ponad 900 dni rozbratu z zawodowymi występami.

 

Podstawowa różnica – MMA poszło do przodu. Trzy lata to naprawdę ogrom czasu, a wydarzyło się sporo. Sport ewoluował, a my postaraliśmy się te niuanse wprowadzić w życie. W taktyce oczywiście zmiany te zostały uwzględnione.

 

Bartek tak naprawdę na stałe nie rozstał się całkowicie z MMA, bo przecież widywaliśmy go na sali.

 

Tak, starał się trenować, pojawiał się w klubie i pomagał również innym chłopakom. Natomiast uleciała z niego wola walki, chęć rywalizacji na pełnych obrotach, nie widać było ochoty do powrotu. Przygotowania mieliśmy wystarczająco długie, bo trwały około trzech miesięcy. Nie chcę budować euforii wokół formy Bartka, żeby nie skończyło się jak z naszymi piłkarzami na mundialu w Rosji. Jestem jednak dobrej myśli i sam czuję, że jestem dobrze przygotowany na pracę w narożniki i każdą ewentualność.

 

Oglądając poprzednie walki doskonale wiemy w jaki sposób Bartek toczył swoje pojedynki – skuteczne zapasy, kontrola w parterze i brutalne łokcie, które stały się jego firmową akcją. Czy staraliście się zmieniać sprawdzony styl, a może zostaliście przy starym, sprawdzonym sposobie walki?

 

Wprowadziliśmy kilka modyfikacji i przygotowaliśmy kilka niespodzianek. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale mam nadzieję, że uda się je zrealizować w trakcie pojedynku. Skupiliśmy się jednak przede wszystkim na elementach, w których Bartek jest najlepszy. Wszyscy wiedzą przecież, w jaki sposób walczy.

 

Rywal Bartka, Emil Weber Meek, w organizacji UFC stoczył dwa pojedynki. Drugą walkę przegrał z Kamaru Usmanem, a Nigeryjczyk pokazał jak można pokonać Norwega. Dla Waszego sztabu ta walka okazała się pomocna przy układaniu planu taktycznego?

 

Nie zdradzę szczegółów, ale wiele wniosków udało się z tego pojedynku wyciągnąć. Zauważyliśmy kilka słabych i mocnych stron, dostrzegliśmy pewne aspekty defensywnej postawy Meeka. Postaramy się wykorzystać pewne elementy w naszej taktyce.

Norweg to odpowiedni przeciwnik na powrót po takiej przerwie?

 

W UFC nie można wybierać rywali, bo następny może okazać się zupełnie inny, znajdujący się w zupełnie innym momencie kariery. Nie blokowałem w żaden sposób tej walki i tej decyzji. Wzięliśmy ten pojedynek i jedziemy się bić.

 

Czuje Pan spokój przed nadchodzącą walką, a może jest niepewność?

 

Zawsze przed walkami moich zawodników są drobne obawy, zawsze może coś pójść nie tak. W sporcie każdy chce wygrywać, a w MMA tylko jeden może wyjść zwycięski z oktagonu. Niepewność pojawia się zawsze, ale jedziemy z dobrymi myślami i chcemy zwyciężyć.

 

Transmisja gali UFC w Hamburgu w niedzielę 22 lipca na sportowych antenach Polsatu!