Gol: Amkar zostawił mnie na lodzie. Teraz muszę szukać klubu

Piłka nożna
Gol: Amkar zostawił mnie na lodzie. Teraz muszę szukać klubu
fot. PAP

- Mój czas spędzony w Permie to była sinusoida. Mieliśmy fajne dwa sezony, zwłaszcza gdy naszym trenerem był Stanisław Czerczesow. Szkoda, że odszedł do Dynamo Moskwa. Ostatnie dwa lata były trudne. Klub borykał się z problemami finansowymi, co odbijało się na naszych wynikach” – mówi w rozmowie z Polsatsport.pl Janusz Gol, były piłkarz Amkaru Perm. Rosyjski klub dosyć niespodziewanie wycofał się z rozgrywek Premier Ligi, a polski pomocnik z dnia nadzień został na przysłowiowym lodzie.

Grzegorz Michalewski: Na początku czerwca okazało się, że Twój dotychczasowy klub Amkar Perm definitywnie wycofał się z rosyjskiej ekstraklasy. W tej sytuacji zamiast z rodziną planować wczasy musiałeś poszukać sobie nowego klubu. Ta decyzja była dla Ciebie dużym zaskoczeniem?

 

Janusz Gol: Ogromnym. Wszyscy w zespole liczyliśmy, że jak zwykle wszystko będzie dobrze. Miałem ważny kontrakt jeszcze przez rok, dlatego byłem spokojny o swój kolejny sezon. Tymczasem Perm zaskoczył nas wszystkich. Zrobili nam niezbyt fajnego psikusa.

 

Amkar zapewnił sobie utrzymanie w Premier Lidze dzięki wygranym barażom z FK Tambow. Nawet to nie pomogło klubowi wystartować w nadchodzącym sezonie?

 

Byliśmy przekonani, że gdy pozostaniemy w Premier Lidze to nie będzie żadnych kłopotów z przystąpieniem do rozgrywek. Baraże zakończyły się po naszej myśli, ale niestety to nie wystarczyło, by dalej występować na poziomie rosyjskiej ekstraklasy. Naszym głównym sponsorem jest Okręg Permski, czyli odpowiednik naszego województwa. Zmienił się gubernator, który nie był zainteresowany dalszym wspieraniem Amkaru.

 

Kiedy pojawiły się pierwszy przesłanki, że klub może wycofać się z rozgrywek?

 

Pod koniec maja. Administrator drużyny, czyli taki odpowiednik kierownika rozmawiał z dyrektorem sportowym Amkaru. Wtedy się pojawiły informacje, że klub ma bardzo duże problemy. Na początku czerwca było spotkanie na naszym stadionie. Wzięli w nim udział tylko miejscowi zawodnicy. Pozostali nie mieli żadnych oficjalnych informacji. Sami rozmawialiśmy między sobą nieoficjalnie. Ale z klubu nie było żadnych konkretów. Niektórym udało się dodzwonić do dyrektora sportowego. Ja tego szczęścia nie miałem.

 

Przed dwumeczem barażowym z FK Tambow klubowi działacze obiecywali wam jakieś dodatkowe premie?

 

Generalnie żadnych rozmów na ten temat nie było. Jedynie jeszcze przed ligowym meczem z Achmatem pod koniec sezonu pojawiły się nieoficjalnie informacje, że jeżeli zapewnimy sobie utrzymanie to dostaniemy z klubu jakiś dodatkowy bonus, czyli premię.

 

W styczniu wspominałeś, że klub wypłacił wam wszystkie zaległości. Jak to wygląda obecnie?

 

Na dzień dzisiejszy te zaległości sięgają trzech miesięcy. Po tym, gdy na początku tego roku klub uregulował nam wszystkie zobowiązania zaczęły się problemy z wypłatami. Nie płacono nam na przykład przez dwa miesiące, a później regulowano część tych zobowiązań, aby nie przekroczyć trzech miesięcy zaległości, bo wtedy zawodnicy mogliby rozwiązać kontrakt z winy klubu. Ostatnie pół roku w Permie, to już tylko wieczne problemy z otrzymywaniem wynagrodzenia.

 

Jesteś w stałym kontakcie z działaczami i kolegami z zespołu?

 

Z klubu żadnego telefonu nie było. Z chłopakami z drużyny jestem w stałym kontakcie. Każdy z nich na własną rękę szuka sobie nowej drużyny.

 

A Ty?

 

Tak samo. Były wstępne rozmowy z Wisłą Kraków, ale nie doszliśmy do porozumienia. Mam kilka zapytań z Rosji. Jedne bardziej, a drugie trochę mniej konkretne. Cały czas szukam nowego klubu, a z każdym dniem pozostaje coraz mniej czasu.

 

Plany na najbliższe dni?

 

Jestem w Polsce i cały czas trenuję indywidualnie, aby nie zaniedbać przygotowań. Niebawem planuję polecieć do Permu aby pozamykać wszystkie swoje sprawy. Chcę zabrać swoje rzeczy z mieszkania, które wynajmowałem. Dzwoniłem do właścicielki, aby poinformować ją o zaistniałej sytuacji. Na szczęście przyjęła to z wyrozumiałością i moje rzeczy mogę tam jeszcze trochę zostawić.

 

Dużo tego zostawiłeś w Permie?

 

Przez te pięć lat trochę się tego uzbierało. Wszystkiego na pewno nie dam rady zabrać ze sobą. Niektóre rzeczy zostawię w naszej bazie klubowej. Jak choćby gitary należące do Kuby Wawrzyniaka i Damiana Zbozienia. Przecież na plecach nie wezmę ich do samolotu (śmiech).

 

Pięć lat to sporo czasu. Będzie co wspominać?

 

Oczywiście. Mój czas spędzony w Permie to była taka sinusoida. Mieliśmy fajne dwa sezony, zwłaszcza gdy naszym trenerem był Stanisław Czerczesow. Szkoda, że odszedł do Dynamo Moskwa. Ostatnie dwa lata były trudne. Klub borykał się z problemami finansowymi, co odbijało się na naszych wynikach. A Amkar mniej lub bardziej musiał do samego końca walczyć o utrzymanie.


Te najmilsze?

 

Początki. Pod wodzą Czerczesowa graliśmy naprawdę bardzo dobrze. W zespole nie było wielkich nazwisk, ale za to byliśmy świetnie przygotowani. W każdym meczu niezależnie kto był naszym rywalem to walczyliśmy przez dziewięćdziesiąt minut. Oferta z Dynamo była dla niego z tych nie do odrzucenia. Dla nas gorzej, bo z nim mieliśmy wtedy realną szansę zająć miejsce premiowane grą w europejskich pucharach.

 

Najzabawniejszy moment?

 

Zdecydowanie gol strzelony przez Aleksandra Prudnikowa. Ciesząc się po tej zdobytej bramce podbiegł do ławki rezerwowej i z naszym drugim bramkarzem Dmitrijem Chomiczem zrobili sobie efektowne selfie. Obaj są wychowankami Spartaka, więc znali się bardzo dobrze, a całej drużynie i naszym kibicom sprawili dużo radości tym nietypowym zdjęciem.

 

Rezerwowy bramkarz na ławce z telefonem?

 

Sami nie wiedzieliśmy jak go tam przemycił. Każdy z nas już na przedmeczowej odprawie miał obowiązek wyłączyć i schować w telefon. Tym bardziej Chomicz ze schowanym telefonem na ławce rezerwowych był dla nas dużym zaskoczeniem. Ten moment mocno utkwił mi w pamięci.

 

Twój najlepszy mecz?

 

Na samym początku. To było spotkanie u siebie z Rubinem za czasów gdy naszym trenerem był Czerczesow. Bramki nie zdobyłem, nie miałem też asysty, ale to był pod każdym niemal względem bardzo dobry mecz w moim wykonaniu.

 

Mecz o którym chciałbyś zapomnieć?

 

Odpadnięcie w tym sezonie z Pucharu Rosji. Na początku tego roku walczyliśmy o awans do półfinału z pierwszoligowym Awangardem Kursk. Mecz był pod koniec lutego w Permie. Byliśmy faworytem, a tymczasem odpadliśmy po rzutach karnych. Szkoda, bo była duża szansa zagrać nawet w finale.

 

Zahartowałeś się do temperatur, które tam panowały?

 

Na początku trochę mi to przeszkadzało, ale z czasem można się było do tego przyzwyczaić. Na dwa, trzy tygodnie przyjeżdżała do mnie żona. Niedawno urodziła nam się córka Amelia, więc małżonka cały czas była w Polsce.

 

Co Cię najbardziej zaskoczyło w Rosji?

 

Odległości. Graliśmy derby z Uralem Jekaterynburg oddalonym od Permu o 400 kilometrów. Nawet mecze z Orenburgiem i Kazaniem zaliczane były jako derby, choć odległości między nimi a Permem były naprawdę spore. Na plus to przede wszystkim fajni ludzie. Można było z nimi porozmawiać na wszystkie tematy, a przy tym byli niezwykle życzliwi i pomocni. Mam cały czas z nimi naprawdę dobry kontakt.

 

Które miasto oraz stadion zrobiły na Tobie największe wrażenie?

 

Miasto to zdecydowanie Sankt Petersburg. Jeżeli chodzi o stadion to zaimponował mi obiekt w Krasnodarze. Niewiarygodnie nowoczesny i funkcjonalny.

 

Byli jacyś piłkarze, którzy w jakiś szczególny sposób utkwili Ci w pamięci?

 

Z tych zagranicznych to Brazylijczyk Ari i Holender Quincy Promes. Ten pierwszy jest w Rosji od wielu lat i widać u niego spokój i ogromne doświadczenie. Z kolei napastnik Spartaka jest bardzo produktywnym zawodnikiem. Nie tylko strzela dużo goli, ale również ma wiele asyst. Dużo widzi na boisku. Z rosyjskich zawodników podoba mi się styl gry Denisa Głuszakowa. Zwłaszcza przedostatni sezon miał naprawdę imponujący.

 

Z którym zawodnikiem w Amkarze miałeś najlepszy kontakt?

 

Zdecydowanie właśnie z bramkarzem Chomiczem. „Dima” wiele lat był zawodnikiem Spartaka Moskwa. W Permie był bodajże od czterech lat, a od dwóch mamy ze sobą fajny kontakt. Zresztą z pozostałymi chłopakami z drużyny te relacje też były bardzo dobre.

 

Jak radziłeś sobie z temperaturami w Permie. Zwłaszcza późną jesienią i wczesną wiosną.

 

Zdarzało nam się regularnie trenować przy minus piętnastu stopniach. W Permie nie dbano przesadnie o boisko, co zresztą potwierdziło się na wiosnę tego roku. Niestety, w klubie nie dbano o murawę. Arena Zwiezda ma podgrzewanie płyty na węgiel, ale w zasadzie tego nie używano. Być może przez kwestie oszczędnościowe. Po roku gry i treningów nie odczuwałem już specjalnie tych bardzo niskich temperatur.

 

Masz do kogoś żal o to, że licznik Twoich występów zatrzymał się tylko na ośmiu meczach?

 

Żalu nie mogę mieć do nikogo. Naprawdę! Był taki czas, że byłem w niezłym gazie i regularnie grałem w mocnej lidze. Gdzieś pojawiały się jakieś plotki o tym, że być może otrzymam powołanie do reprezentacji. Bodajże dwa razy na naszych meczach był Jarosław Tkocz, asystent trenera Adama Nawałki. Były jakieś rozmowy, ale zupełnie niezobowiązujące. Zresztą w tym czasie pod lupą trenerów był przede wszystkim Kuba Wawrzyniak, który w tym czasie grał w Amkarze. Szkoda, że się nie udało, ale nie robię z tego jakiejś tragedii.

 

Wkrótce rozpocznie się nowy sezon piłkarski. Wiadomo gdzie będziesz grał?

 

Cały czas szukam klubu, a czasu coraz mniej. Mam nadzieję, że niebawem zdołam podpisać kontrakt z nowym zespołem.

Grzegorz Michalewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze