Zawodniczka Bałtyku Koszalin nie dała się na ostatnich metrach wyprzedzić faworytce, a prywatnie swojej przyjaciółce, Justynie Święty-Ersetic – 51,26. Znakomity czas miała też trzecia na mecie Iga Baumgart-Witan – 51,73.

- Wiedziałam, że jestem bardzo dobrze przygotowana, ale nie spodziewałam się aż takiego wyniku. Poprawiłam rekord życiowy sprzed dwóch lat o prawie pół sekundy. Bardzo się cieszę, że wygrana w Lublinie daje mi też przepustkę do indywidualnego startu w mistrzostwach Europy – powiedziała.

Na zawiedzioną wyglądała Święty-Ersetic, ale zapewniła:

- Gosia to moja przyjaciółka i bardzo się cieszę z jej sukcesu. Drugie miejsce też nie jest złe, więc na pewno jestem zadowolona.

Niespodzianki nie było na 400 m mężczyzn. Wygrał lider tegorocznej tabeli Zalewski (AZS AWF Katowice) – 45,53.

- Gdy przyjeżdżałem na mistrzostwa Polski do Lublina wiedziałem, że czekają mnie starty na trzech dystansach, najbardziej zależało mi na tym, żeby wywalczyć złoto na 400 m. Tym bardziej jestem zadowolony, że się udało – przyznał.

Czwarty wynik w historii polskiej lekkoatletyki uzyskała w skoku o tyczce Justyna Śmietanka (AZS AWF Warszawa). Zawodniczka trenująca z Anną Rogowską zaliczyła 4,50, co jest rekordem życiowym.

- To nie jest jeszcze szczyt jej możliwości. Jestem bardzo zadowolona z jej występu, ale na 4,55 już bardzo się spięła. W stresie startowym często wracają jeszcze stare nawyki, bo nowe jeszcze się nie zakorzeniły – skomentowała w rozmowie z Anna Rogowska.

Do końca zadowolona nie była Śmietanka.

- Ten konkurs nie był wcale dobry w moim wykonaniu. Ani technicznie nie wyglądało to dobrze, ani też dobrze się nie czułam. Bywało 100 razy lepiej, a mimo wszystko skończyło się rekordem życiowym. To tylko pokazuje, że jestem bardzo dobrze przygotowana – powiedziała.

Do formy powoli wraca Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław). Wicemistrz olimpijski rzucił dyskiem 65,78, co jest jego najlepszym wynikiem w sezonie.

- Czułem, że jestem już w stanie tutaj osiągnąć taki rezultat, rezerwy jeszcze jakieś są, ale nie jest łatwo, bo boli mnie dużo rzeczy – kręgosłup, biodro, kolano. Walczę z tym i sobie radzę, ale bywa różnie – skomentował.

Nie było niespodzianki w finałach 400 m ppł. Wśród mężczyzn po raz piąty w karierze triumfował Patryk Dobek (SKLA Sopot) – 49,16, a u kobiet szósty raz na najwyższym stopniu stanie Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław) - 56,21. W tym biegu trzecia Natalia Wosztyl (RLTL ZTE Radom) wynikiem 57,10 poprawiła rekord Polski do lat 20.

- Bardzo dobrze się tu biega, organizacja też bardzo dobra, brakuje jedynie beczki z lodem. Nie wiem, na co mnie w tym sezonie stać i czy jeszcze z tego coś urwę – przyznał Dobek.

Bardzo niski poziom miał konkurs skoku wzwyż i rzutu dyskiem kobiet. Pierwszą konkurencję wygrała Michalina Kwaśniewska (ZLKL Zielona Góra) z najsłabszym od dwunastu lat wynikiem 1,84, a drugą Lidia Augustyniak (MKL Toruń) – 55,84.

Nie zaimponowali także skoczkowie wzwyż. Niespodzianką jest przegrana Sylwestra Bednarka (RKS Łódź), który wprawdzie osiągnął taki sam wynik 2,21 jak zwycięzca Maciej Grynienko (OKS Orlica Domaniów), ale zaliczył zrzutkę na 2,17 i został sklasyfikowany na drugiej pozycji.

W eliminacjach 200 m minimum PZLA na mistrzostwa Europy wynikiem 20,60 wypełnił Dominik Kopeć (Agros Zamość), który dzień wcześniej został mistrzem Polski na 100 m.

Po raz pierwszy od kontuzji kolana pojawiła się na starcie Angelika Cichocka (SKLA Sopot). Mistrzyni Europy na 1500 m w samotnym biegu eliminacyjnym na 800 m uzyskała 2.01,55 i wypełniła wskaźnik PZLA na ME.

- Dochodzę do siebie i chciałam się od razu sprawdzić. Sama nie wiedziałam za bardzo, na co mnie stać. Miałam początkowo startować na 1500 m i 800 m, ale zdecydowałam, że na wzgląd na kolano nie będę ryzykować dwóch konkurencji – powiedziała Cichocka, która w Berlinie może wystąpić na obu dystansach. Który wybierze, na razie nie wie.

Zawody w Lublinie zakończą się w niedzielę.