Kantor (MKS Dąbrowa Górnicza) i Łosiak (Jastrzębie Borynia) to liderzy światowego rankingu. Najlepszym pod względem rezultatów okresem w tym roku był dla nich przełom czerwca i lipca, gdy zajęli drugie miejsce w turnieju World Touru w Ostrawie, a tydzień później triumfowali w kolejnej imprezie cyklu w Warszawie. Tuż przed ME startowali w Gstaad, gdzie - tak jak w czempionacie Starego Kontynentu - odpadli w 1/8 finału.

- Wyniki tak mówią, ale sama gra nie zmieniła się pod względem poziomu. Nie oceniam tego tak, że szczyt formy przyszedł za wcześnie, bo tak naprawdę w Warszawie przełom nastąpił po trzech meczach, więc nie można powiedzieć, że była forma od początku turnieju. Choć wynik był tam najlepszy, to rodził się on w bólach (Łosiak tuż przed turniejem zmagał się z kłopotami żołądkowymi) - argumentował Klimek.

Najlepsza obecnie polska para - walcząc o "ósemkę" ME - przegrała w sobotę w Apeldoornie z reprezentantami gospodarzy Christiaanem Varenhorstem i Jasperem Bouterem 1:2 (21:15, 16:21, 10:15).

- Bartek i Piotrek pierwszy raz przegrali z tą parą, choć grali z nią wielokrotnie. Przyczyn porażki upatruję w elemencie, który się do tej pory nie przytrafił i nas zaskoczył. Nie chodzi mi tutaj o grę przeciwników tylko o to, co nam się przytrafiło. To jest coś, z czym nie potrafiliśmy sobie poradzić. Nagła zmiana wydarzeń na boisku i nie byliśmy w stanie na to zareagować. Na gorąco, bez analizy statystyk i ponownego obejrzenia tego pojedynku, w tę stronę bym poszedł przy ocenie - zaznaczył, nie wdając się w szczegóły problemu.

Klimek przyznał, że już od pewnego czasu celem w pracy z tym duetem jest przygotowanie najlepszej dyspozycji na najważniejszą imprezę w sezonie. W tym roku były nią mistrzostwa Europy w Holandii.

- Dlatego teraz po powrocie przeanalizujemy, co mogliśmy lepiej zrobić, gdzie popełniliśmy błędy, a co zrobiliśmy dobrze i postaramy się w przyszłym sezonie to, co było dobrze jeszcze poprawić, a to, co było złe, zmienić - zapewnił.

Z ME, które rozgrywane są w czterech holenderskich parach, pożegnały się już wszystkie polskie duety. Walczący w tym samym czasie co Kantor i Łosiak w 1/8 finału, ale w innym mieście, Grzegorz Fijałek (UKS SMS Łódź) i Michał Bryl (RCS Czarni Radom) także zanotowali porażkę. Obecny na meczu liderów światowego rankingu Klimek nie miał okazji więc obejrzeć ich spotkania. W piątkowy wieczór na tym samym etapie zmagań odpadli Mariusz Prudel (TS Volley Rybnik) i Jakub Szałankiewicz (Stakolo Staszów).

- Początek udziału w tej imprezie nie był dla nich najlepszy, ale później już zaczęli grać równiej, lepiej. Wczoraj była szansa na wygraną, ale zabrakło zimnej krwi. Wyszło doświadczenie Łotyszy Aleksandrsa Samoilovsa i Janisa Smedinsa. Ale myślę, że z wyniku i gry w fazie pucharowej tej naszej pary nie można być niezadowolonym - ocenił szkoleniowiec.

Na fazie grupowej zatrzymali się Kacper Kujawiak (RCS Czarni Radom) i Maciej Rudol (MKS Zryw-Volley Iława), którzy do ME dostali się w ostatniej chwili dzięki rezygnacji Niemców Markusa Boeckermanna i Larsa Flueggena.

- Fajnie, że mieli okazję wystąpić, aczkolwiek nie zagrali najlepiej i nie wykorzystali swojej szansy. To jest temat do analizy - zastrzegł główny trener polskiej reprezentacji mężczyzn.

Jak dodał, po kilku dniach odpoczynku kadrowicze spotkają się na kilka dni treningu w Spale, a następnie wystąpią w turniejach WT w Wiedniu i Moskwie. Kantora i Łosiaka czeka potem udział w imprezie finałowej cyklu w Hamburgu. Szansę na zakwalifikowanie się do niej mają jeszcze Fijałek i Bryl.

- Ale by tak się stało, to musieliby bardzo dobrze zagrać i Austrii i w Rosji - zaznaczył Klimek.