Pindera: Wielkie unifikacyjne wojny

Sporty walki
Pindera: Wielkie unifikacyjne wojny
fot. PAP/DPA

Ołeksandr Usyk z Muratem Gassijewem napiszą dziś w Moskwie w historię. Zwycięzca będzie miał pięć pasów: WBC, IBF, WBA, WBO, czyli te najbardziej prestiżowe oraz magazynu The Ring. W wadze junior ciężkiej nikt wcześniej nie stał przed taką szansą.

W erze czterech liczących się pasów posiadaczem ich wszystkich do tej pory było tylko trzech zawodników: Bernard Hopkins i Jermain Taylor w wadze średniej oraz Terrence Crawford w superlekkiej. Hopkins skompletował je nokautując Oscara De La Hoyę w 2004 roku, by stracić je rok później w starciu z Taylorem. A Crawford wywalczył wszystkie cztery pasy roku temu nokautując Juliusa Indongo z Namibii i zaraz potem je zwakował, gdyż przeszedł do wyższej kategorii.

 

W junior ciężkiej, to będzie pierwszy taki przypadek za sprawą turnieju World Boxing Super Series. Oczywiście tu mógłby protestować Rosjanin Denis Lebiediew, któremu jak pamiętamy po przegranej z Gassijewem zostawiono pas WBA (stracił wtedy tylko tytuł mistrzowski organizacji IBF), ale w zawodowym boksie nie takie rzeczy załatwiano przy zielonym stoliku. W pewnym momencie przestał być superczempionem WBA a został nim Yunier Dorticos, który później został znokautowany w półfinale WBSS przez Gassijewa i w taki oto sposób siłacz z Władykaukazu został posiadaczem tego tytułu.

 

Wcześniej w tej wadze największymi zdobyczami (trzy mistrzowskie pasy w posiadaniu) mogli się pochwalić tylko Evander Holyfield, który w 1988 roku walczył o taką stawkę z Portorykańczykiem Carlosem De Leonem i zatrzymał go w ósmej rundzie, oraz nieżyjący już były rywal Tomasza Adamka, O’Neil Bell. Jamajczyk w 2006 roku w dziesiątym starciu znokautował Jeana Marca Mormecka i podobnie jak 18 lat wcześniej Holyfield, mógł się cieszyć z trzech najcenniejszych pasów.

 

Do walki Holyfielda z De Leonem doszło 9 kwietnia 1988 roku w Caesars Palace w Las Vegas, a stawką były pasy International Boxing Federation (IBF), World Boxing Association (WBA) oraz World Boxing Council (WBC). 25 letni Holyfield mający wtedy rekord: 17-0, 13 KO, wniósł do ringu tytuły IBF, WBA, a do 34-letniego Carlosa De Leona (44-4, 30 KO) należał zielony pas WBC. Sędzią ringowym był Mills Lane, a punktowali: Dalby Shirley, Bob Watson i Larry O’Connell. Po siedmiu rundach Holyfield prowadził na kartach punktowych zdecydowanie: 70:61, 69:64, 70:63. W kolejnym ósmym starciu Lane uratował De Leona przed ciężkim nokautem zatrzymując po kolejnej serii Holyfielda pojedynek. Warto i teraz tę walkę zobaczyć z uwagi na umiejętności zwycięzcy, bo to był naprawdę pokaz wspaniałego boksu ze strony Holyfielda. I to jeszcze w starym limicie kategorii cruiser (190 funtów).

 

Sceną pojedynku 31-letniego O’Neil Bella (25-1-1, 24 KO) z dwa lata starszym Mormeckiem (31-2, 21 KO) była nowojorska Madison Square Garden. 7 stycznia 2006 roku działy się tu rzeczy wielkie, to była prawdziwa wojna, które kibice boksu na całym świecie lubią najbardziej. Sędzią ringowym był nieżyjący już Wayne Kelly (to on dziesięć lat wcześniej zdyskwalifikował Andrzeja Gołotę w pierwszej walce z Riddickiem Bowe, też w MSG), punktowali: Tom Kaczmarek, Tom Schreck i Steve Weisfeld. Po dziewięciu rundach u Kaczmarka i Weisfelda prowadził O’Neil Bell 87:84 i 86:84, ale Tom Schreck wyżej oceniał Mormecka – 86:85. W dziesiątym starciu wszystko było już jasne, a punktację sędziowie mogli wrzucić do kosza. Bell najpierw rozbił Francuza ciosami na korpus i skończył bombardując jego głowę.

 

Jak równie dramatyczna będzie dzisiejsza walka Usyka z Gassijewem? Nikt nie jest tego w stanie przewidzieć, co tylko dodaje pieprzu temu wydarzeniu bokserskiej. Coraz więcej ekspertów stawia na Gassijewa wierząc w zabójczą siłę jego ciosów. Atmosferę podgrzewa jeszcze jego trener Abel Sanchez mówiąc, że Usyk zostanie znokautowany najpóźniej do dziewiątej rundy. Nie wiem dlaczego właśnie do dziewiątej, a nie ósmej czy dziesiątej, ale wiem, że to tylko słowa. Oczywiście zgadzam się ze starym bokserskim określeniem, że puncher ma zawsze szansę, ale dla mnie wciąż lepszym bokserem jest Usyk. A już ich dorobek jest nieporównywalny na korzyść Ukraińca. Będę zatem obstawał przy swoim i postawię na Usyka, żałując jednocześnie, że walki nie pokaże żadna polska telewizja. A i na świecie praw do niej nie mają najwięksi potentaci, co jest niewątpliwie sporą porażką organizatorów tego bardzo ciekawego i cennego przecież przedsięwzięcia.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze