"Z ciężkim sercem i po długich rozważaniach zdecydowałem, że nie będę więcej grał dla Niemiec na poziomie międzynarodowym z powodu poczucia rasizmu i braku szacunku" - napisał w długim oświadczeniu na Twitterze zawodnik Arsenalu Londyn, który rozegrał 92 mecze w drużynie narodowej i zdobył 23 gole.

 

"Czuję, że jestem niechciany, a to, co osiągnąłem z kadrą od mojego debiutu w 2009 roku poszło w niepamięć. Kiedyś nosiłem reprezentacyjny trykot z dumą i podekscytowaniem, których teraz nie odczuwam" - dodał.

 

 

Oezil podkreślił, że jego zdaniem został źle potraktowany przez niemiecką federację (DFB) i ostro zaatakował jej szefa Reinharda Grindela. "Nie będę z nim więcej rozmawiał, bo tego po prostu nie chcę. Nie będę dłużej służyć jako kozioł ofiarny osobie niekompetentnej i niezdolnej do prawidłowego wykonywania swoich obowiązków" - zaznaczył.

 

Poinformował, że po opublikowaniu zdjęcia z Erdoganem odwołano jego udział we wszelkich akcjach marketingowych i reklamowych, łącznie ze spotkaniem w szkole w Gelsenkirchen, do której kiedyś uczęszczał. "To naprawdę mnie zabolało" - napisał. Dyrektorka szkoły odpierała później jego zarzuty, tłumacząc, że problemem było zgranie terminów, a piłkarz wciąż jest w niej mile widziany.

 

Wcześniej Oezil wspomniał, że zdjęcie z Erdoganem nie miało charakteru politycznego, a wykonane zostało na imprezie charytatywnej w Londynie, gdzie obaj się spotkali. Jak tłumaczył piłkarz, nie chodziło o politykę czy wybory w Turcji, ale "znaczyło tylko tyle, że szanuje najwyższy urząd w kraju swojej rodziny".

 

"Gdybym odmówił, odciąłbym się od moich korzeni. Spotkałbym się z prezydentem niezależnie od tego, kto by nim był" - tłumaczył urodzony w Gelsenkirchen zawodnik.

 

Zwrócił też uwagę, że publiczna krytyka, jaka na niego spadła, spowodowała, że ataki dotknęły też jego rodzinę. "Jeśli wygrywamy, jestem Niemcem, gdy przegrywamy, uznaje się mnie za imigranta" - opisał swoją sytuację.

 

14 maja, dzień przed ogłoszeniem przez trenera Joachima Loewa wstępnej kadry na mistrzostwa świata w Rosji, media obiegło zdjęcie ze spotkania w Londynie mających tureckie korzenie Oezila i Guendogana z ubiegającym się wówczas o reelekcję Erdoganem. Obaj reprezentanci Niemiec wręczyli kontrowersyjnemu politykowi klubowe koszulki, a Guendogan napisał nawet na niej dedykację: "dla mojego prezydenta".

 

W Niemczech pojawiło się wiele głosów oburzenia. Niektórzy domagali się nawet usunięcia obu graczy z drużyny narodowej za udział w kampanii wyborczej i wspieranie polityka, któremu zarzuca się łamanie praw człowieka.

 

Zachowanie piłkarzy skrytykowała też niemiecka federacja, a później koledzy z drużyny i selekcjoner wielokrotnie byli pytani o tę sytuację. Kapitan reprezentacji Manuel Neuer przyznał w pewnym momencie, że "było przez to trochę problemów", a "temat był nieco stresujący i obciążający".

 

Thomas Mueller już po nieudanym występie w MŚ zauważył, że "być może wiele rzeczy zewnętrznych nas zajmowało i miało wpływ na to, co działo się wewnątrz zespołu". Z kolei menedżer reprezentacji Oliver Bierhoff po powrocie z Rosji przyznał, że Oezil powinien być usunięty z kadry, gdyż nie chciał publicznie wytłumaczyć się ze spotkania z Erdoganem. Później wycofał się ze swoich słów.

 

Obrońcy tytułu zajęli ostatnie miejsce w grupie i odpadli po pierwszej rundzie turnieju w Rosji.

 

Oezil przez wiele lat był podstawowym zawodnikiem kadry Niemiec, ale też symbolem integracji i asymilacji ludności pochodzenia tureckiego. To największa imigrancka społeczność w tym kraju, licząca 3,5 mln osób, z czego połowa zachowuje prawo do udziału w wyborach w Turcji.