Adam Sławiński: Czy przychodząc do Jagiellonii spodziewał się pan, że już pierwszy sezon będzie tak udany?

Ireneusz Mamrot: Moją dewizą jest to, by zawsze koncentrować się tylko na pracy. Wiadomo, że trzeba też uwzględniać plany sportowe, ale skupiałem się głównie na przygotowaniu zepołu do europejskich pucharów i sezonu. Po niezłej rundzie jesiennej pojawiły się pewne nadzieje i bardzo się cieszę, że udało nam się podtrzymać dobrą formę do końca rozgrywek.

Czy po dwóch wicemistrzostwach poprzeczka Jagiellonii została zawieszona znacznie wyżej?

Było to już widać po pierwszym meczu obecnego sezonu, w którym Lechia Gdańsk grała z nami bardzo defensywnie i mocno zagęszczała środek. Dla mnie istotne jest, aby zawodnicy nie popadli w stagnację i nie byli nasyceni wicemistrzostwem Polski. Nie mamy może ściśle określonego celu w postaci mistrzostwa, ale wiadomo, że jest to marzenie wszystkich w Białymstoku i zrobimy wszystko, by je spełnić.

Co sądzi pan o popularnym w ostatnim czasie wariancie gry z trójką obrońców?

Przede wszystkim system zawsze zależny jest od tego, jakich ma się piłkarzy. Moja wizja prezentuje się trochę inaczej, tym bardziej że przy zmianie taktyki na 3-5-2 musiałbym odwracać wszystko do góry nogami... Na pewno jestem bardziej skłonny do tego, by wprowadzać takie rozwiązanie w momencie, gdy moja drużyna przegrywa. W innym wypadku wolę postawić na system 4-3-3, 4-2-3-1 lub 4-4-2.

Czy zmiany taktyki u faworytów wyścigu o mistrzostwo Polski zwiększają szanse "Jagi"?

Sezon ma 37 kolejek, więc porażka w pierwszym meczu nie przesądza o niczym. Dobrym przykładem jest Legia, która w ostatnich latach regularnie zaliczała falstart, a mimo to konsekwentnie sięgała po tytuł mistrza. Na początku zawsze popełnia się błędy, ale z biegiem czasu jest ich coraz mniej i na koniec rozgrywek taki wariant może się Legii opłacić.

Cała rozmowa z Ireneuszem Mamrotem w załączonym materiale wideo.