Gilbert ze zbyt dużą prędkością wszedł w zakręt i uderzył w mur, następnie koziołkując i lądując w dwumetrowym dole. Szybka pomoc służb medycznych sprawiła, że sam zainteresowany podjął decyzję o kontynuowaniu wyścigu i ucieczce od goniącego go peletonu.

 

Niestety nie udało mu się przekroczyć linii mety jako pierwszy, ale sam fakt pokonania dystansu 60 kilometrów z kontuzją można uznać za wielki wyczyn. – To mały cud, że udało mu się dokończyć wyścig. Philippe ma krwawiące kolano, a także ucierpiały jego ścięgna. Tuż po zakończeniu etapu doznał krwotoku, mimo że poważne urazy zostały wykluczone – stwierdził lekarz.

 

Gilbert przejechał 60-kilometrowy dystans na pełnej adrenalinie. Kontuzja dała się we znaki później, toteż Belg postanowił wycofać się z dalszych zmagań na Tour de France. Przy każdym kroku towarzyszył mu niesamowity ból, a w rozmowie z dziennikarzami płakał. Nie omieszkał jednak zamieścić zdjęcia, na którym widać jego obolałe kolano.

 

„Kiedy masz złamaną rzepkę, a mimo to decydujesz się jechać kolejne 60 km” – napisał.