Maciej Turski: Jesteśmy kilka dni po walce, po Twoim powrocie do UFC. Pierwszy raz gościsz chyba w klubie po swoim pojedynku, bo bardzo entuzjastycznie byłeś witany przez kolegów z maty. Dotarło do Ciebie, że udało się wrócić już do UFC na dobre?

Bartosz Fabiński: Nie musiało docierać, miałem już taką świadomość. Wizyta w klubie faktycznie pierwsza, ale niestety trenować nie mogę. Drobne kontuzje przydarzyły się w trakcie walki, ale mam nadzieję, że uda się jak najszybciej wrócić na matę i pomóc kolegom w przygotowaniach do ich kolejnych pojedynków.

Wspomniałeś o urazach, a na Twojej ręce widzimy gips. Czy to coś poważniejszego czy raczej drobna kontuzja?

Nie ma mowy o poważnym urazie. Nie ma żadnego złamania, pojawiło się tylko zerwanie więzadła i delikatny odprysk kostny. Dwa tygodnie, odpowiednie leki i powinienem być już sprawny na tyle, żeby móc wrócić do treningu.

Zanim przejdziemy do samej walki, to może słowo o tym, co działo się w szatni przed walką. Był entuzjazm zwiąany z powrotem po tak długiej przerwie, a może pojawiały się pewne obawy i negatywne emocje?

Nie będę oszukiwał, że była pewna trema związana z tym występem, ale już sam moment przyjazdu na halę, rozgrzewka w szatni... obyło się bez zbędnego myślenia. Chciałem wrócić, cieszyłem się tym pojedynkiem i bardzo długo na to czekałem.

Czy Emil Meek zaskoczył Cię tak bardzo eksplozywnym rozpoczęciem walki? Już po pierwszych akcjach pojawiło się drobne rozcięcie nad Twoim okiem, ale szybko wdrożyłeś swój plan na walkę...

Wiedziałem, że on tak będzie chciał zrobić i ruszy błyskawicznie. Tego się spodziewaliśmy i o tym wiedzieliśmy. Może zaskoczyła mnie nieco technika, którą wybrał. Sierpem oberwałem przy wejściu w nogi, ale nie pojawił się nawet przez chwilę moment, w którym czułbym się niepewnie.

Po pierwszym skutecznym obaleniu poczułeś, że stało się to, na co czekałeś? I dalej może być już tylko z górki?

Nigdy do końca pojedynku nie można być tego pewnym. Poczułem na pewno, że fizycznie jestem nad nim zapanować. Starał się kręcić i w pewnym momencie w końcu udało mu się wstać. Ja po prostu starałem się robić swoje, stosować do planu taktycznego i w taki sposób prowadzić pojedynek.

Obawialiśmy się przed tym pojedynkiem jak będziesz wyglądał pod względem kondycyjnym. Wiadomo, że po takiej przerwie zbudować odpowiednią bazę tlenową na pewno nie było łatwo. Pojawiały się drobne momenty kryzysowe, ale koniec końców i tak trzeba powiedzieć, ze pod tym względem i tak byłeś przygotowany bez zarzutu.

Przyznam się, że okres przygotowawczy do tej walki  nieco mi się skrócił - ze względu na pewne urazy i drobne problemy. Szczerze? Ta walka przyszła szybciej niż się spodziewałem. Rzeczywiście nie zdążyłem pełnego przygotowania tlenowego, kondycyjnego. Z tego powodu miałem tej walce pomysł na odchodzenie, kiedy będzie przyspieszał, a okazało się, że Meek wcale tej siły w ostatnim etapie walki nie miał więcej ode mnie. Szybko się zorientowałem, że dwie pierwsze rundy kosztowały go sporo zdrowia i nie będzie w stanie dać z siebie więcej.

Były momenty zagrożenia, w których poczułeś, że za chwilę może stać się niebezpiecznie?

Zdaję sobie sprawę jak wyglądała ta walka, bo ją oglądałem z odtworzenia. Nie było jednak w trakcie pojedynku momentu, w którym czułem się zagrożony. Dostałem kilka ciosów, ale one nie robiły na mnie większego wrażenia. Ślady na mojej twarzy to po prostu efekt uderzeń z pierwszej fazy pojedynku. Ciężko mi samemu ocenić walkę, bo moja perspektywa jest zupełnie inna. Odbieganie od niego, cofanie się było ustalone wcześniej przed walką, a on nie nadążał nad moim ruchem. Mam wrażenie, że wcale nie wyprowadziłem mniej ciosów od niego.

Po walce ruszyliście ze sztabem szkoleniowym do szukania kolejnych wyzwań. Błyskawicznie padło na Danny'ego Robertsa. Skąd taki pomysł? Z tego co widzimy w komentarzach, kibice z przyjemnością zobaczyliby takie zestawienie.

A to już pytanie nie do mnie, a do mojego menadżera oraz trenera. Ja też dowiedziałem się o tym w internecie...

Media społecznościowe przyniosły takie wieści? Czyli źródło podobne do naszego.

Tak, jest. Trener zasugerował, że to może być fajna walka i tyle. Nigdy nie wybieram sobie rywali, nigdy nie mówię z kim i kiedy. Biorę wszystkie walki, które mi oferują. Jeśli to ma być ciekawe zestawienie, to jestem na to gotowy.

Chcesz powrócić do klatki jak najszybciej to możliwe? Szkoda tracić niepotrzebnie czas?

Zdecydowanie.Chciałbym podleczyć kontuzję, szybko się wykurować i wracać na matę. W tym roku chcę stoczyć na pewno jeszcze jedną walkę i zobaczymy jakie będą możliwości.

 

Już w nocy z soboty na niedzielę do oktagonu powróci była mistrzyni UFC Joanna Jędrzejczyk. Polka w Calgary zmierzy się z Tecią Torres. Transmisja gali od godziny 2:00 w Polsacie Sport!