Bój o Semenyę, bój o kobiety. Teraz to już prawdziwa wojna

Inne
Bój o Semenyę, bój o kobiety. Teraz to już prawdziwa wojna
fot. Cyfrasport

Lekkoatletka z RPA Caster Semenya znów podzieli świat. Wprowadzone za jej przypadkiem przez IAAF regulacje, wskazujące normy dopuszczalne testosteronu, są zdaniem wielu organizacji dyskryminujące. Niektóre rywalki biegaczki są zadowolone, że wreszcie będą mogły walczyć o medale w zdrowej rywalizacji.

Semenya ma 27 lat i jest zdecydowaną faworytką wszystkich biegów na 800 m, w których startuje. Nie była jeszcze pełnoletnia, kiedy przed blisko dekadą sięgnęła w Berlinie po pierwsze mistrzostwo świata. Powtórzyła ten sukces w 2011 r. w Daegu oraz przed rokiem w Londynie. Na igrzyskach w Rio de Janeiro nie miała konkurencji, cztery lata wcześniej w Londynie niespodziewanie wyprzedziła ją Rosjanka Marija Sawinowa, której później odebrano tytuł za stosowanie dopingu. Po wszystkie te sukcesy Semenya sięgała w atmosferze podejrzeń, czy aby na pewno jest kobietą.

 

Jej fizjonomia, a także styl budzą wątpliwości od lat. Ma właściwie niezauważalne piersi, jest bardzo muskularnie zbudowana, udziela wywiadów tubalnym głosem, a przede wszystkim ma wielką przewagę fizyczną nad przeciwniczkami. W biegach z jej udziałem właściwie nie potrzeba tzw. zająców (zawodniczek dyktujących tempo), Semenya najczęściej prowadzi od startu do mety walcząc jedynie z czasem. W licznych reportażach z Polokwane, skąd pochodzi biegaczka, przywoływane są wspomnienia dalszych bądź bliższych znajomych. Że od małej nosiła się jak chłopak, nigdy nie założyła sukienki, zajmowały ją typowe dla chłopców zajęcia, jak np. piłka nożna (miała być zbyt silna wobec koleżanek i podziękowano jej za udział w treningach). Potwierdza to także ojciec Semenyi, ale zaznacza, że ma pewność, że jego córka jest kobietą.

 

Pierwszą wielką imprezą, na której wystartowała, były mistrzostwa świata juniorów w Bydgoszczy w 2008 r. Wówczas to Semenya nie wzbudzała dyskusji, bo nawet nie zakwalifikowała się do fazy finałowej. Rok później w Berlinie dyskutowali już o niej wszyscy, bo zdobyła złoto seniorek z czasem 1:58,66. Wyczyn Semenyi zaczęli kwestionować niemal wszyscy – od oficjeli IAAF (światowej federacji lekkoatletycznej) po rywalki, które czuły, że nie mają żadnych szans. Przez kolejny rok trwały badania nad ustaleniem płci Semenyi (przypomnijmy, że kiedy werdykt w podobnych sprawach wydawali jurorzy oglądający nagie zawodniczki), orzeczono w końcu, że może ona startować razem z kobietami. Choć nie potwierdzono tego wprost, u biegaczki stwierdzono cechy obu płci (hermafrodytyzm).

 

Semenya startowała przez lata i wygrywała, ale dopiero teraz IAAF wystosował przepis, który opublikowano w kwietniu tego roku. Według niego odmawia się prawa startu na dystansach od 400 m do mili kobietom o podwyższonym poziomie testosteronu (na krótszych i dłuższych dystansach nie zaobserwowano dominacji kobiet z podwyższonym testosteronem). Odstępstwo stanowi poddanie się przez zawodniczkę testom i terapii hormonalnej.

 

Przepis ma obowiązywać od 1 listopada i wzbudza wiele kontrowersji. Sama Semenya zaskarżyła go do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) upominając się o prawa kobiet. Przeciwnicy wprowadzenia zapisu odwołują się również do sprawy sprzed kilku lat, kiedy IAAF przegrała przed CAS w sprawie biegaczki z Indii Dutee Chand, której także nie pozwolono startować.

 

Tym razem jednak federacja przygotowała – tak twierdzi – przepis bardzo precyzyjnie i nie do obalenia. Ale przedstawiciele światowych organizacji już kwestionują zakaz. Np. Dainius Puras, litewski psychiatra i obrońca praw człowieka, sprawozdawca specjalny ONZ ds. Prawa do Zdrowia. Jego zdaniem istnieją niewystarczające dowody kliniczne potwierdzające, że kobiety z podwyższonym testosteronem mają znaczną przewagę nad rywalkami. Nie ma więc przesłanek nakazujących wykluczenie.

 

W sprawie zabrał stanowisko również Human Rights Watch, organizacja zajmująca się ochroną praw człowieka. „Dyskryminujące traktowanie sportowców płci żeńskiej z cechami płci męskiej podczas imprez sportowych w podobny sposób narusza ochronę podstawowych praw” – czytamy w stanowisku HRW.

 

- Przepisy dotyczące kwalifikowania sportsmenek do zawodów dyskryminują kobiety ze względu na płeć i cechy płciowe – dodaje Liesl Gerntholtz, dyrektorka ds. Praw kobiet w Human Rights Watch. - Przepisy, które wymagają kontroli naturalnie występujących hormonów u kobiet, są u podstaw pewną formą osądu i kwestionowania płci oraz tożsamości płciowej kobiet.

 

Sama Semenya w skardze odwołuje się do haniebnych jej zdaniem praktyk. - Zostałam poddana nieuzasadnionej i inwazyjnej analizie najbardziej intymnych i prywatnych szczegółów – twierdzi biegaczka. Rywalki Semenyi na razie milczą, choć np. Brytyjka Jennifer Meadows mówiła wprost, że nie wszystkie biegaczki mają ochotę startować w jednym biegu z reprezentantką RPA.

 

Wiele wskazuje, że szykuje się gorąca dyskusja w tej sprawie, a zarazem rozstrzygająca batalia proceduralna. I nie będzie to tylko spór na niwie sportowej, teraz to już prawdziwa wojna o kobiety w sporcie.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze