Sprawa wypłynęła w niedzielę, opisał ją brytyjski "Sunday Times". Katarczycy, chcąc pozbyć się Australii i USA jako kandydatów do organizacji piłkarskiego mundialu w 2022 r., mieli wynajmować byłych agentów CIA oraz wielkie agencje dyskredytujące przeciwników. Dziennikarze zdobyli na to dowody, ujawnili kwoty, jakie płacono zleceniobiorcom, oraz korespondencję. Z drugiej strony to nie pierwsze ciosy, jakie spadają na Katar, którego wybór nie spodobał się wielu na świecie. Zgodnie z zapowiedzią, prezentujemy rozmowę ze znawczynią Kataru, naukowcem Akademii Leona Koźmińskiego.

 

Sprawa, którą upublicznił brytyjski "Sunday Times", to wizerunkowy strzał w stopę Kataru, który chce poprzez mundial zbliżyć do siebie ludzi z innych zakątków świata.

 

Prof. Adriana Łukaszewicz: Trudno mi się do tego ustosunkować, ponieważ przejrzałam doniesienia na ten temat i wolałabym się wstrzymać z podejrzeniami wobec Kataru. Zdecydowanie lepiej umieścić ten problem w szerszym kontekście. Pamiętajmy, że obecnie państwo to jest w stanie swego rodzaju wojny z krajami ościennymi, więc Arabia Saudyjska i Emiraty Arabskie mają ogromne ambicje, by za wszelką cenę Katarowi zaszkodzić, a najchętniej odebrać przywilej gospodarza piłkarskich mistrzostw świata. Mówiąc wprost, sprawa ta stała się punktem ich honoru. Jeśli spojrzymy na doniesienia medialne, dość zaskakująco okaże się, że najszerszy przekaz w tej sprawie płynie, głębokie analizy płyną ze wspomnianych przeze mnie krajów. To dość symptomatyczne. Szukałam również głosów oburzenia w mediach australijskich oraz amerykańskich, a przecież kraje te miały być dotknięte rzekomymi działaniami Kataru, i znalazłam jedynie wzmianki w prasie australijskiej.

 

Z drugiej strony wiemy, co dzieje się w sporcie, szczególnie w piłce nożnej. Wokół wyborów gospodarzy wielkich imprez krążą rozmaite opinie. Ale dopóki nie znajdziemy dowodów na działanie opisywane przez Brytyjczyków, nie możemy ferować wyroków. Twierdzę, że równie dobrze może to być fake news, podobnie jak szereg wcześniej sfabrykowanych informacji przez kraje, które chcą Katarowi za wszelką cenę zaszkodzić.

 

Widzę natomiast jedną dziwną rzecz: ogromne nagłośnienie tej sprawy w Wielkiej Brytanii. Tam znajdziemy całe spektrum form dziennikarskich na ten temat wraz z informacją, że w razie czego Brytyjczycy są w stanie przejąć tę imprezę. Nie do końca rozumiem więc, o co chodzi.

 

Jak Katarczycy zareagowali na te publikacje?

 

Tak, jak należało się tego spodziewać. Ogłosili, że wszystko zostało sfabrykowane i w niczym się nie zgadzają. Reakcja jest oczywista, nie oczekujmy, że wyjdą, uderzą się w piersi i będą mówić: tak, to my… Tak to działa, nawet przestępca złapany na gorącym uczynku, powie: to nie ja.

 

Przy tej okazji chciałam przypomnieć, że przecież Katar był oskarżany o korupcję w momencie przyznawania mistrzostw. Śledztwo toczyło się przez dwa lata w Stanach Zjednoczonych i nikomu niczego nie udowodniono. Czy to śledztwo było w takim razie sfabrykowane, skoro nie ma winy Kataru? Zalecałabym ostrożność.

 

A może nie podoba nam się w ogóle, że Katar dostał mundial. Nie podoba nam się, że turniej ma być zimą. Może to jest powód, dla którego wszędzie wietrzymy spisek. Owszem, Katar organizował sobie głosy poparcia, ale była to bardzo sprytna polityka w ramach dojść przejrzystej i dozwolonej metody lobbowania. Była to kolosalna inwestycja w Afryce czy Azji. Wyszukiwano talenty różnej branży w krajach, które miały głosy w procesie wyboru, fundowano młodym stypendia, rodzinom, zapraszano do nauki w Katarze. W poczuciu olbrzymiej wdzięczności oddawano głosy na ten kraj. Przecież tak samo mogli robić Amerykanie i Australijczycy starający się o mundial. Wymyślili sobie taki sposób na zdobycie mistrzostw…

 

Za Katarem ciągnie się jednak szereg innych historii, także ta, że zatrudniani do budowy stadionów robotnicy są wyzyskiwani, pracują w skandalicznych warunkach, a zdaniem „Washington Post” do pierwszego meczu zginie ich aż cztery tysiące.

 

Trochę bym chciała odegrać rolę adwokata diabła. Oczywiście w sprawie budowy stadionów jest to prawda, ale kij ma dwa końce. Można spojrzeć na ogromne nadużycia i warunki, w jakich żyją ci ludzie, ale może spojrzeć inaczej, jak mistrzostwa przyczyniły się do normalizacji i ucywilizowania katarskiego rynku pracy. O ile punkt startu był tragiczny, nagłośniono problemy katarskiego rynku pracy przy budowie infrastruktury, niektórzy wołali o odebranie mundialu, o tyle po kilku latach wydarzyło się naprawdę wiele dobrego. Wprowadzono regulacje prawne, kontrolowali to i monitorują przedstawiciele FIFA. Jeśli się mimo to nie godzimy, nie przyznawajmy imprez krajom, które nie spełniają standardów. Tyle że wtedy połowa chętnych, czy do mistrzostw piłkarskich, czy igrzysk olimpijskich, się wykruszy.

 

Jak w każdej sprawie możemy oglądać tylko negatyw, widzieć łamanie praw pracowniczych, czy nawet niewolnictwo, a możemy powiedzieć, że te mistrzostwa choć wyszły ze złego punktu, zmieniły wiele na korzyść, dramatycznie przebudowały rynek pracy. To, co jest dziś, z zabezpieczeniem warunków prawnych, wypłatą wynagrodzeń, zapewnieniem czasu wolnego, to wielki bonus mistrzostw świata. Nigdy by się to nie wydarzyło, gdyby nie ustające kontrole FIFA, czy także śledztwa dziennikarskie i czarny PR, który skierowany jest przeciwko Katarowi.

 

Jeszcze jedno: kiedy Arabia Saudyjska i Emiraty Arabskie nakładały sankcje na Katar, włożyły do sieci rzekomą wypowiedź emira Kataru, który miał mówić przyjaźnie o Izraelu i Iranie. To miał być powód sankcji. Okazało się, że emir nie wypowiedział słowa na ten temat. Jeśli na poziomie władz można sfabrykować wypowiedzi, to można zrobić to na niższych poziomach. Możliwe, że w omawianej sprawie działali byli agenci CIA, ale na dziś nie mamy na to twardych dowodów.