Adrian Brzozowski: Do pierwszego meczu z Kamerunem jeszcze trochę czasu. Teraz czas na szlifowanie formy i wylewanie potów na hali oraz siłowni. Pół żartem, pół serio, całe szczęście, że po górach nie musicie chodzić...
 
Aleksander Śliwka: Pewnie w wolnym dniu wybierzemy się na dłuższy spacer, nasz trener bardzo lubi spacerować, może gdzieś wyżej... Dostaliśmy trochę w kość, ale to wszystko ma przynieść efekt. Treningi są ciężkie z akcentem wytrzymałościowym, więc jesteśmy mocno eksploatowani. Na mistrzostwach świata będzie to jednak widać.
 
Wszyscy są uśmiechnięci, kogo się nie zapyta z waszego sztabu potwierdzają, że atmosfera jest naprawdę dobra. Żadnych konfliktów w zespole nie ma. Czujesz się jednym z wybrańców, czujesz ciężar MŚ na plecach?
 
Atmosfera jest świetna. Budujemy tę drużynę jak najlepiej umiemy, to zespolenie może nam tylko pomóc. Może nam dodać trochę umiejętności, walka o każdą piłkę przyniesie efekty.
 
Oglądać Wilfredo Leona w telewizji to jedno, jednak móc z nim obcować w szatni i na parkiecie to zupełnie co innego. Co wyciągnąłeś od Leona w trakcie ostatnich dni?
 
Przede wszystkim przekonałem się, że jest to normalny, fajny człowiek. Nie jest wysoko w chmurach, tylko stąpa twardo po ziemi. Złapał z nami fajny kontakt, mówi coraz lepiej po polsku, jest profesjonalistą. W przyszłym roku do nas dołączy i mam nadzieję, że będziemy razem z Wilfredo jako reprezentacja Polski osiągać najwyższe cele.
 
Cała rozmowa z Aleksandrem Śliwką w załączonym materiale wideo.