ME Berlin 2018: Kontrowersje wokół programu. "Jest mocno krzywdzący, ktoś popełnił duży błąd"

Inne
ME Berlin 2018: Kontrowersje wokół programu. "Jest mocno krzywdzący, ktoś popełnił duży błąd"
fot. PAP

Niespełna dwie godziny przerwy między finałem biegu na 400 m kobiet i sztafetą 4x400 m oraz eliminacje pchnięcia kulą w mieście, a finał na stadionie – to wzbudza wśród lekkoatletów największe emocje przed rozpoczynającymi się w poniedziałek mistrzostwami Europy w Berlinie.

- Interweniowaliśmy w tej sprawie, bo program jest mocno krzywdzący. Po raz pierwszy chyba się zdarzyło, żeby dziewczyny musiały w tak krótkim odstępie czasu dwa razy biegać na 400 m i walczyć przy tym o medale. Nasze protesty jednak na nic się nie zdały - powiedział szef szkolenia PZLA Krzysztof Kęcki.

 

Jak dodał, European Athletics tłumaczyła się tym, że zatwierdzono już programy telewizyjne oraz bilety zostały wykupione.

 

- Nie ma żadnych racjonalnych powodów dla ułożenia takiego terminarza. Ktoś popełnił duży błąd – zaznaczył Kęcki.

 

Takiej postawy władz europejskiej federacji i organizatorów nie rozumieją też polskie 400-metrówki. Zdaniem ekspertów dwie, a nawet trzy mogą znaleźć się w finale biegu indywidualnego. Co by oznaczało, że trzy czwarte sztafety musiałoby rywalizować niespełna dwie godziny później o medale w biegu rozstawnym.

 

- Staram się o tym nie myśleć. Jeśli będę w finale, wtedy będę się tym martwić, ale nie ukrywam, że perspektywa biegania dwóch biegów w przeciągu niecałych dwóch godzin,, to nie jest łatwa sprawa. Wiąże się to z ogromnym wysiłkiem. Nie wyobrażam sobie na razie tego. Mam nadzieję, że jeśli do tego dojdzie w Berlinie, to ta fala euforii będzie mi towarzyszyła w biegu indywidualnym, poniesie mnie także w sztafecie – skomentowała liderka polskiej ekipy Justyna Święty-Ersetic.

 

Ona nie ma złudzeń i mówi wprost – to będzie wpływało na dyspozycję w biegu rozstawnym. „Ale wydaje mi się, że będzie też mobilizowało, bo jeśli pobiegniemy dobrze indywidualnie, to będziemy chciały osiągnąć jeszcze więcej w sztafecie” - uważa.

 

Święty-Ersetic jest najbardziej doświadczoną zawodniczką w ekipie Aleksandra Matusińskiego. Ma już doświadczenie biegania dwa razy 400 m w ciągu jednego dnia, ale nie z tak małą przerwą.

 

- Nie biorę na razie pod uwagę, że któregoś z finałów nie pobiegnę. Chyba, że czułabym się bardzo źle. Nie mam nawet pojęcia, co robi się w ciągu tych dwóch godzin przerwy. Pewnie człowiek leży, nic nie robi i się modli, żeby się wszystko skończyło. Raczej druga rozgrzewka nie jest potrzebna, ewentualnie parę rytmów - powiedziała.

 

Bieg na 400 m jest uznawany za jeden z najbardziej wymagających. Wielu zawodników trafia po nim do lekarza, nie jest w stanie wstać z bieżni, dochodzi do bardzo silnego zakwaszenia organizmu.

 

Program jest bardzo dla nas krzywdzący. Ktoś, kto ułożył terminarz chyba nie do końca to przemyślał. Bardzo dużo dziewczyn, nie tylko Polek, ale chociażby też Brytyjki, może być w finale. Wierzę jednak, że sobie poradzimy, bo jesteśmy bardzo waleczne i nie odpuścimy – zapewniła Małgorzata Hołub-Kowalik.

 

Podobnie jak Święty-Ersetic, także i ona uważa, że na decyzje przyjdzie jeszcze czas. Trzeba poczekać na to, ile Polek znajdzie się w finale 400 m i jak to dalej rozwiązać.

 

Wtedy będzie trzeba przeanalizować, w jakiej jesteśmy dyspozycji i jak się czujemy. Ja już byłam raz w takiej sytuacji – w halowych mistrzostwach Europy w Belgradzie podjęłam decyzję, żeby słabiej pójść w biegu indywidualnym, by potem móc się skupić w stu procentach na sztafecie. Myślę, że każda z nas, jeśli będzie czuła, że nie zdobędzie medalu, a raczej ma szansę na 7-8 miejsce, wtedy będzie się trochę oszczędzać – dodała.

 

Z trochę innym problemem będzie się zmagać trzech polskich kulomiotów: Michał Haratyk, Konrad Bukowiecki i Jakub Szyszkowski. Organizatorzy – podobnie zresztą jak i dwa lata temu w Amsterdamie – postanowili część konkurencji przenieść do miasta. Tak stało się też z eliminacjami pchnięcia kulą. Nie byłoby to kłopotliwe, gdyby nie samo koło. W mieście powstanie sztuczne, drewniane. A o medale zawodnicy powalczą na stadionie na betonowym. Różnica jest spora.

 

- Staram się tym nie przejmować. Myślę, że jestem w stanie pchnąć taką odległość, która da mi awans do finału. Na pewno jest to dziwne, że raz pchamy na drewnie, raz na betonie. Wydaje mi się, że jednak mistrzostwa powinny być rozgrywane na stadionie. Rozumiem mityng komercyjny, ale nie, kiedy jest walka o medale. One powinny być w normalnych warunkach. Czy to przeszkoda? Okaże się niebawem – powiedział Haratyk, który jest liderem europejskiej tabeli tegorocznych wyników.

 

Jaka jest różnica między pchaniem na drewnie, a na betonie?

 

- Na drewnie nie czuję się tak pewnie. Na betonie mi się dobrze pcha, bo jestem w stanie przyspieszyć, wszystko fajnie się układa. Na drewnie but mi wyjeżdża, mam specyficzne wejście i stąd się to bierze. Tracę przez to cały impet i całe pchnięcie – tłumaczył.

 

Jedyne co go martwi to fakt, czy organizator na pewno zadba odpowiednio o bezpieczeństwo.

 

- Mam nadzieję, że będzie przestrzeń po prawej i lewej stronie. Pchnięcie zawsze może nie wyjść i wtedy kula leci trzy-cztery metry za promień. To dla widzów staje się niebezpieczne - wspomniał.

 

Obaw związanych ze zmianą koła nie ma Bukowiecki.

 

- Lubię takie konkursy miejskie. Eliminacje to prosta rzecz, może nie do przejścia, ale jest minimum, które trzeba pchnąć, najlepiej w pierwszej próbie, spakować się do hotelu i odpoczywać na finał. Taki mam plan – powiedział.

 

Kęcki jest zdania, że europejska federacja powoli staje się przez takie pomysły ofiarą własnej popularności, ale jednocześnie nie jest wielkim przeciwnikiem takich rozwiązań.

 

- Wszyscy mają takie same warunki. Jak jeden zawodnik będzie miał problemy, to one będą dotyczyć wszystkich. Jeśli takie scenariusze będą się powtarzać, to po prostu będzie trzeba wprowadzić odpowiednią metodykę treningu. Trzeba po prostu się do tego przyzwyczaić - zaznaczył.

 

Mistrzostwa Europy rozpoczną się w poniedziałek i potrwają do 12 sierpnia. W Berlinie wystąpi 86 Polaków. To najliczniejsza reprezentacja w historii.

jb, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze