Bożydar Iwanow: Jak się pan czuje?
 
Waldemar Fornalik: Bardzo dobrze. W miarę możliwości staram się biegać do 45 minut, z przerwą na gimnastykę. Możliwości są, moja trasa biegnie wokół Jeziora Paprocańskiego w Tychach. 
 
Ale pana piłkarze w czasie meczu przebiegają ciągle więcej niż pan w ramach joggingu?
 
Zdecydowanie. Ja robię to głównie dla swojego „serducha”. Ale przejdźmy do rzeczy (śmiech).
 
Gratulacje z okazji pozycji lidera w Ekstraklasie. Miał pan w roli trenera taką serię? Trzech zwycięstw z rzędu na początku sezonu?
 
Nie przypominam sobie. Na pewno będąc szkoleniowcem Ruchu Chorzów, bodaj w 2009 roku, po porażce w pierwszej kolejce z Wisłą Kraków, grającą wówczas gościnnie w Sosnowcu, wygraliśmy cztery kolejne spotkania. Ale takiego startu jak teraz nie potrafię znaleźć w pamięci.
 
W mojej opinii media i kibice często za szybko ferują wyroki. Kilka miesięcy temu poddawano pod dyskusję pracę pana i pana sztabu. Ale wiadomo, że trener potrzebuje czasu by odcisnąć piętno na budowie zespołu.
 
Na pewno. Przychodząc do klubu w trakcie sezonu bazuje się na tym, co zostało wypracowane wcześniej. Zarówno pod kątem przygotowania jak i składu. Inna sprawa, że w ubiegłym sezonie nasze wyniki były zdecydowanie gorsze niż nasza postawa na boisku. Złożyło się na to wiele przyczyn. Chociażby walkower w wygranym praktycznie spotkaniu z Górnikiem Zabrze, kiedy kibice wtargnęli na murawę. Potem szalony wirus przed meczem z Pogonią Szczecin. Piłkarze mdleli w szatni. Dodajmy do tego dużą liczbę niewykorzystanych podbramkowych sytuacji. To był najtrudniejszy sezon w roli trenera w Ekstraklasie. A trochę ich już było. Już zimowe transfery układaliśmy nie tylko z myślą o utrzymaniu ale i nowym sezonie. Oczywiście plany to jedno, a realia drugie. Szukaliśmy zawodników o określonym profilu. To, jakich dobierze się piłkarzy nie jest może kluczową sprawą. Treningiem można bowiem wiele zmienić, „podciągnąć”. Ale bez konkretnego materiału ludzkiego nie da się tego zrobić w stu procentach.
 
Oglądając sobotni mecz z Zagłębiem Lubin można było odnieść wrażenie, że to wam bardziej zależało na wygranej.
 
Takie panują opinie. Jest takie stwierdzenie, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala, a my nie pozwoliliśmy rywalowi na zbyt wiele. Plan był taki, żeby wyeliminować jego największe atuty. Nie chcemy czekać na to, co zrobi przeciwnik. Zawsze staram się, aby nasz zespół brał sprawy w swoje ręce.
 
Patryk Dziczek powiedział, że za półtora roku, może za dwa lata chciałby znaleźć się w reprezentacji. 
 
No i?
 
Podziela pan to zdanie? Jerzy Brzęczek także i jego oglądał z trybun.
 
Cieszę się, że stawia sobie tak ambitne cele. Trzeba dążyć do tego. Bo to jeden z istotnych czynników wpływający na rozwój zawodnika. Musi mieć cel, motywację. Będę go w tym wspierał.
 
Zrobił największy postęp z pana zawodników?
 
Nie ustawiałbym tego w kolejności, kto mniejszy lub większy. Czas pracuje na jego korzyść. W Piaście są piłkarze którzy mają po 100 czy 200 spotkań w lidze. Patryk ma ich niewiele, ale to może być atut. Nie popada w rutynę.
 
Wyłamuje się pan z powielanej w wielu miejscach tezy, że po selekcjonerzy po zakończeniu pracy z kadrą nie mogą już nic osiągnąć. Nie jest to do końca prawda, przecież Jerzy Engel z Wisłą Kraków był o krok od Ligi Mistrzów…
 
Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, w jakich okolicznościach selekcjonerzy polskiej reprezentacji żegnają się z kadrą. Albo po nieudanym turnieju albo po przegranych eliminacjach. I potem media przyglądają się im baczniej zadając pytanie czy są w stanie jeszcze coś z siebie wykrzesać. Mi praca w klubie ciągle sprawia przyjemność i daje satysfakcję. Nawet ten ubiegły sezon nie zabił tego entuzjazmu i wiary w to, co robię. 
 
Za tydzień Legia Warszawa, która będzie kilka dni po meczu eliminacji Ligi Europy. Wiadomo, że będzie teraz koncentrować się głównie na zatarciu „plamy” z pucharów”. Będzie łatwiej?
 
Nie. Za długo pracuje w tej lidze by bawić się w takie rozważania. Potrafię sobie wyobrazić, że są podrażnieni i będą chcieli coś udowodnić. Mecz pucharowy, tak i ten z nami będzie kolejną szansą na większe zgranie drużyny. Są przecież nowi piłkarze. Ich klasa plus upływający czas będzie przemawiał na ich korzyść. Legia to zawsze Legia. Mimo kiepskiego startu zawsze ma zawodników o wysokich umiejętnościach. I my i oni będziemy chcieli wygrać. I tylko w ten sposób podchodziłbym do tego spotkania.
 
Nie jest pan rozczarowany, że poszukująca trenera Legia Warszawa nie rozważała pana zatrudnienia? 
 
Nie. W ogóle się nie zaprzątałem sobie tym uwagi. Interesuje mnie tylko moja drużyna. I fakt, że Legia w niedzielę przyjeżdża do nas.