Polska Agencja Prasowa: Czy to pański ostatni sezon w zawodowym peletonie?

 

Przemysław Niemiec: W najbliższym czasie podejmę ostateczną decyzję, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tak. Po 17 latach zawodowstwa jest to dobry moment, żeby powiedzieć: dość. Podczas de Pologne mieszkam w pokoju z Edwardem Ravasim, młodszym ode mnie o 14 lat. Gdy on się urodził, ja już się ścigałem. Do głosu dochodzą młodzi kolarze i taka jest kolej rzeczy. Trzeba im ustąpić miejsca.

 

Kolarstwo to był dobry wybór drogi życiowej?

 

Absolutnie nie żałuję tej decyzji. Miałem szczęście, że wyjechałem do Włoch w wieku 19 lat. Pomogli mi bracia Kohutowie ze Skoczowa, Sławomir i Seweryn, którzy ścigali się już w tym kraju. Znałem ich dobrze i na jednym z wyścigów zapytałem, czy byłaby możliwość wyjazdu do Włoch. Dzięki Sewerynowi udało się podpisać kontrakt, na razie amatorski. Po dwóch latach zostałem zawodowcem w drużynie Amore e Vita. Połowę życia spędziłem we Włoszech, mam tam wielu przyjaciół.

 

Jednym z nich był Michele Scarponi, który rok temu zginął na treningu, potrącony przez samochód…

 

Tak, Michele był moim przyjacielem. Z roku na rok jest coraz bardziej niebezpiecznie. Samochodów jest coraz więcej. Gdy jadę na trening, to szukam dróg, na których jest mniejszy ruch. Jestem doświadczonym kolarzem, ale nigdy nic nie wiadomo.

 

Co najbardziej zapamiętał pan ze swojej kariery?

 

Było wiele takich momentów: zwycięstwo etapowe we Vuelta a Espana w 2014 roku, rok wcześniej szóste miejsce na Giro d’Italia. Trzynaście zwycięstw, trochę tego się uzbierało. Na Giro del Trentino wygrałem dwa etapy. W 2009 roku w Alpe di Pampeago odjechałem kilometr przed metą towarzyszącemu mi w ucieczce Ivanowi Basso. Cztery lata wcześniej zwyciężyłem w Chienis, wyprzedzając na finiszu Gilberto Simoniego i Francesco Casagrande. Wielkie nazwiska. We Włoszech triumfowałem też w Dookoła Toskanii, na etapie wyścigu Coppi-Bartali i w kilku innych.

 

Z czasem stał się pan specjalistą od wielkich tourów.

 

Przejechałem ich dwanaście - sześć razy Giro d’Italia, pięć Vuelta a Espana i raz Tour de France. Koronę wielkich tourów mam odhaczoną. Ale te wypalają. Zacząłem je jeździć w 2011 roku i muszę przyznać, że trzy tygodnie ścigania to ogromny wysiłek. Ślad zostaje w organizmie, czuję to z każdym rokiem. Mam jednak satysfakcję, że kończę karierę z podniesioną głową, a nie z uczuciem niedosytu.

 

W Tour de Pologne najlepszym pana wynikiem było piąte miejsce w 2014 roku.

 

Zgadza się. Do tego dochodzi wygrana klasyfikacja górska w 2004 roku. Startowałem w tym wyścigu 12 albo 13 razy, debiutowałem w 2002.

 

W jakiej jest pan dyspozycji przed górskimi etapami? Co chciałby pan osiągnąć w ostatnim starcie w Tour de Pologne?

 

Przygotowywałem się prawie trzy tygodnie na zgrupowaniu w Sestriere. Złapałem rytm wyścigowy w Belgii na Dookoła Walonii, gdzie tempo było bardzo szybkie. Z moją dyspozycją nie jest źle, ale na Tour de Pologne własne ambicje muszę odłożyć na bok. Fabio Aru chce się odkuć po nieudanym Giro d’Italia, a my mu w tym pomagamy.

 

We wtorek na etapie do Szczyrku wyścig ponownie odwiedzi pańskie rodzinne strony. Pewnie znów wyjdą na trasę kibice, rodzina.

 

Akurat w tym roku wyścig nie będzie przejeżdżać dokładnie przez Pisarzowice. Skręcimy kilometr przed granicą naszej wsi w lewo w kierunku Wilamowic. Moi kibice przyjdą na pewno. Będzie rodzina - żona Beata i troje dzieci: Olivier, Mikołaj i Wiktoria. Szczyrk i okolice znam jak własną kieszeń, bo tam często trenuję. Moim zadaniem będzie ostrzegać kolegów z drużyny, gdzie muszą zachować ostrożność, na co zwrócić uwagę. Myślę, że te wskazówki im pomogą.

 

W których wyścigach jeszcze pan wystartuje?

 

Po Tour de Pologne będę miał przerwę, a we wrześniu pojadę wyścigi jednodniowe we Włoszech. Sezon zakończę w październiku wyścigiem Dookoła Turcji, gdzie dwa lata temu wygrałem etap.

 

Czy po zakończeniu kariery chce pan zostać przy kolarstwie?

 

Myślę, że tak. Połowę mojego życia spędziłem na rowerze, mam wiedzę i doświadczenie, więc chyba będę się kierował w tę stronę. Zobaczymy. Mam czas na zastanowienie.