Wspaniale zapowiada się wrzesień. 8.09. w Nowym Jorku Adam Kownacki zmierzy się z byłym mistrzem świata wagi ciężkiej Charlesem Martinem, 15.09 w Las Vegas hitowy pojedynek na szczycie Giennadija Gołowkina z Saulem Alvarezem, a w kolejną sobotę września, na wypełnionym Wembley emocje najcięższego kalibru: Anthony Joshua – Aleksander Powietkin. Wcześniej ”supermuchy” w Inglewood raz jeszcze udowodnią, że potrafią nokautować, w Birmingham na Wyspach Brytyjskich zobaczymy Amira Khana, a w Jastrzębiu Zdroju (21.09) niepokonanego Damiana Jonaka, który jak widać chce kontynuować karierę. I tak szybko dojdziemy do 8 października, do walki Tomasza Adamka z Jarrellem Millerem w Chicago, która już dziś budzi ogromne emocje.

 

Ale może na początek o tym, co za nami, czyli kolejna farsa autorstwa organizacji WBA. Na pytanie czemu ma służyć walka o pas interim wagi ciężkiej pomiędzy Trevorem Bryanem a B.J Floresem, który pada w niej na deski sześć razy i zostaje poddany w czwartej rundzie odpowiedź może być jedna: pieniądze i stary Don King, który wciąż chce mieć coś do powiedzenia w tym biznesie. A że zawsze miał dobre układy z WBA, to mamy to co mamy.


I w taki oto sposób World Boxing Association ma trzech mistrzów wagi ciężkiej: tego prawdziwego superczempiona (Anthony Joshua) i dwóch przyszywanych (zwykłego – Manuel Charr) oraz tymczasowego (Trevor Bryan).


A za chwilę, konkretnie 29 września w Kolonii walka Charra z Fresem Oquendo (zawodnik Kinga), którego nie widziano na ringu od kilku lat i zapewne znów przejdziemy nad tym do porządku. Może jednak czas z tym wreszcie skończyć, by zawodowy boks nie wystawiał się na pośmiewisko. A takim był przecież ten sobotni, „mistrzowski” pojedynek B.J. Floresa z Bryanem. I nie chodzi o to, że Flores przewracał się po każdym mocniejszym ciosie, problem w tym, że walczono o pas tymczasowy, gdy już wkrótce ta sama organizacja patronować będzie walce o zwykły pas w tej samej wadze. A tydzień wcześniej Joshua z Powietkinem bić się będą między innymi o pas superczempiona WBA. Gdzie tu logika, gdzie zwykła przyzwoitość biznesowa, chciałoby się zapytać. Ale jak znam życie, to ten cyrk będzie trwał jeszcze długo, bo nie chce mi się wierzyć, żeby boks zawodowy oczyścił się sam.


Cieszy natomiast fakt, że za sprawą Kownackiego i Adamka znów będzie głośno o polskich pięściarzach w USA. Obaj wprawdzie tam mieszkają, „BabyFace” od wczesnej młodości, zaś Adamek od dziesięciu lat, tam płacą podatki, ale co do ich polskości chyba nikt nie ma wątpliwości. Znacznie młodszego Kownackiego czeka trudny pojedynek z byłym mistrzem świata, a blisko 42 letniego „Górala” jeszcze cięższe starcie z potężnym krzykaczem z Brooklynu, który sam się już na mistrza namaścił. Do prawdziwych pasów (WBA, IBF, WBO należą do Joshuy, a WBC do Deontaya Wildera) wprawdzie daleka droga, ale pojedynek Adamek – Miller, co już zapowiedział promotor Eddie Hearn będzie oficjalnym eliminatorem do tytułu regularnego WBA.


Bez ryzyka można więc zapowiadać bokserskie upały. Ich pierwsza fala przyjdzie na początku września w Nowym Jorku, a kulminacja, z polskiego punktu widzenia oczywiście, spodziewana jest 6 października w Chicago.


Wcześniej, 15 września w Las Vegas, gdy wyjdą do ringu Gołowkin z „Canelo” Alvarezem też będzie piekielnie gorąco i burzowo. Grzmoty i pioruny gwarantowane, i to w cenie biletu.