O tym, że na boiskach piłkarskich emocji nie brakuje wiedzą chyba wszyscy. Rzadko jednak zdarza się, by prowadziły do sytuacji takich, jak ta, która miała miejsce w meczu Fortuna 1 Ligi między GKS 1962 Jastrzębie - Chojniczanka Chojnice.

Niespełna 10 minut przed końcem meczu między dwoma piłkarzami gospodarzy doszło do przepychanki. Prowodyrem był Skórecki, który w ferworze walki uderzył Spychałę w twarz, a to oznaczało dla niego koniec spotkania, bowiem arbiter bez wahania pokazał mu czerwony kartonik. Piłkarz beniaminka w rozmowie z Polsatsport.pl na chłodno wyjaśnił całą sytuację.

 

Marta Ćwiertniewicz: Dość głośno zrobiło się o panu po meczu z Chojniczanką, podczas którego uderzył pan swojego kolegę z drużyny. Co takiego wydarzyło się między panem, a Maciejem Spychałą?

Patryk Skórecki: Czytałem wiele wypowiedzi w mediach po meczu. Między mną a Maćkiem nie ma żadnego konfliktu. Nie chciałem go uderzyć, chciałem nim potrząsnąć, żebyśmy lepiej grali. Chodziło mi o to, żeby zareagować na całą naszą grę, bo mogliśmy wygrać ten mecz. Nie chciałbym, żeby ludzie myśleli, że uderzyłem go, bo jest zła atmosfera w klubie. Wszystko jest w jak najlepszym porządku i ja nie widzę tu żadnego problemu. Sędzia odebrał to tak, że ja uderzyłem go z premedytacją i tak opisał to po meczu. Ja nie mam z Maćkiem problemu, to młodszy chłopak. Na boisku weszła adrenalina, trochę mnie poniosło. To nie powinno się wydarzyć. Ja tylko chciałem wymóc na całym zespole trochę więcej energii, żebyśmy mogli strzelić bramkę, bo nie oszukujmy się - punkty są nam bardzo potrzebne. W każdym z dotychczasowych meczów byliśmy lepsi, ale nie potrafiliśmy tego przełożyć na zwycięstwo.

Na co dzień pana relacje z Maciejem Spychałą są poprawne?

Niedawno mieszkaliśmy razem w mieszkaniu, razem przechodziliśmy w okienku transferowym do tego klubu. Relacje między nami są bardzo dobre. To jest młody chłopak, który potrafi bardzo dobrze grać w piłkę. Wydawało mi się, że zwiesił głowę, więc chciałem nim potrząsnąć tylko i wyłącznie w dobrej wierze.

Jak zareagowała na pana zachowanie drużyna? W szatni koledzy zgotowali panu piekło, czy raczej wykazali się zrozumieniem?

Starsi zawodnicy zaczęli ze mną rozmawiać. Nie oszukujmy się, taka sytuacja nie powinna mieć miejsca w meczu, a nawet w szatni. Ja zawsze stronię od takiego zachowania, żeby się z kimś bić, bo nie o to tutaj chodzi. Powiedzieli mi, że osłabiłem zespół w bardzo ważnym momencie, bo to dziesięć minut było moim zdaniem kluczowe. Całe szczęście, że zespół nawet w dziesiątkę potrafił utrzymać wynik 0:0, gdzie tak naprawdę byliśmy lepsi. Koledzy z drużyny są wyrozumiali i myślę, że jakoś to przełkną. Przeprosiłem. My jakoś sobie z tym poradzimy, bo nie mamy żadnych problemów w zespole. Atmosfera jest naprawdę bardzo dobra. Nie myślę o sobie, ale myślę o klubie i kibicach, których mamy bardzo zagorzałych, prezesach i trenerach. Bardziej boli mnie to, że ta sytuacja uderzyła w klub.

Czy trener jakoś zareagował na tę sytuację?

Nie, trener nie chciał na gorąco ze mną rozmawiać. Podejrzewam, że będzie rozmowa na treningu w tygodniu. Na pewno nie jest zadowolony z tej sytuacji, bo byliśmy lepsi i powinniśmy wygrać, a ja osłabiłem zespół.

Zarząd klubu podjął jakieś działania? Będą wyciągnięte konsekwencje w stosunku do pana?

Po meczu rozmawialiśmy z Maćkiem i prezesem klubu. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Nigdy nie dostałem czerwonej kartki. Żadne decyzje jeszcze nie zapadły, nie wiem, jakie będzie zakończenie tej sprawy.

W meczu z Chojniczanką była jeszcze jedna sytuacja z pana udziałem. Pod koniec pierwszej połowy w polu karnym gości popisał się pan efektownym lotem, który dziennikarze określili mianem symulki sezonu. Został pan za to ukarany żółtą kartką. Co tam się wydarzyło? Skąd takie zachowanie?

Jak wyskakiwałem, to był lekki ruch ręką Seweryna Michalskiego, po prostu mnie pchnął. Ja dodałem za dużo od siebie i wyszła taka "jaskółka", co rzeczywiście było śmieszne. Wydaje mi się jednak, że gdyby mnie nie dotknął, a ja nie dodałbym od siebie to mógłbym tę piłkę trafić, bo ona była na idealnej wysokości. Wyszła komiczna sytuacja.

Od siebie chciałbym dodać, że czytałem artykuły, w których pisze się o moim rzekomym uderzeniu głową. To błąd. Nie wiem, dlaczego media potrafią tak dodać, jeżeli to wszystko widać na kamerach. Nie było żadnego uderzenia głową, tym bardziej, że chciałem złapać Maćka za brodę i nim potrząsnąć, ale omsknęła mi się ręka. To wyglądało jak uderzenie, ale wszystko było w ferworze walki.