Lewandowski i Abraham znają się z boisk Bundesligi od ponad pięciu lat. Do pierwszego spotkania Polaka z Argentyńczykiem doszło ponad pięć lat temu. Dokładnie 18 maja 2013 roku mierzyły się ówczesne zespoły nieprzepadających za sobą zawodników. Borussia Dortmund uległa u siebie TSG Hoffenheim 1:2. "Lewy" otworzył wynik meczu, ale to zespół o dwa lata starszego stopera z Ameryki Południowej był górą. Obaj stoczyli ze sobą mnóstwo pojedynków powietrznych.

 

Z kolei blisko trzy lata później (2 kwietnia 2016), gdy obaj grali już w nowych klubach (Bayern pokonał Eintracht 1:0), doszło miedzy nimi do rękoczynów. Konieczna była interwencja sędziego, który rozdzielał porywczych zawodników. Identyczna sytuacja miała miejsce w niedzielę. Po stracie czwartego gola złość 32-latka, który jest kapitanem Eintrachtu, sięgnęła zenitu w 70. minucie. Właśnie wtedy Abraham trafił Lewandowskiego łokciem w twarz, dając upust swojej frustracji.

 

Niemiecki dziennik "Bild" wspomniał w poniedziałkowym wydaniu o skandalicznym zdarzeniu. - Publiczności ta sytuacja mogła przypominać bardziej boks celebrytów, niż grę w piłkę nożną - pisali m.in. dziennikarze zza zachodniej granicy.

 

Po końcowym gwizdku kapitan reprezentacji Polski, rozmawiał zarówno z sędzią, jak i przeciwnikiem, który zranił go w policzek. Jednak Abraham nie wykazał skruchy. Zamiast przeprosić za swoje niesportowe zachowanie, dalej prowokował. Po spotkaniu żaden z graczy nie odniósł się do boiskowego incydentu.