Trener Jagiellonii opowiada o transferach: Dałem prezesowi listę, na której...

Piłka nożna

- W tym roku dałem prezesowi Kuleszy listę, na której znaleźli się sami Polacy i jeden obcokrajowiec, ale z polskiej ligi - mówi trener Jagiellonii Białystok Ireneusz Mamrot. W rozmowie z Romanem Kołtoniem opowiedział o trudnym rynku transferowym w Polsce, grze w europejskich pucharach i najtrudniejszym momencie w swoim życiu.

W 3. rundzie eliminacji Ligi Europy Jagiellonia Białystok mierzy się z KAA Gent. Po niezłym meczu wicemistrz Polski przegrał na własnym stadionie 0:1. Decydująca bramka padła w 85. minucie.

 

Roman Kołtoń: Wydaje mi się, że spotkanie z KAA Gent to był mecz na remis, może nawet zwycięstwo Jagielloni. Skończyło się jednak porażką 0:1.

Ireneusz Mamrot: W drugiej połowie zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie. Mieliśmy lepsze sytuacje, na przykład okazję Romana Bezjaka, kiedy piłkę z bramki wybił jeden z obrońców. 0:0 byłoby wynikiem bardziej sprawiedliwym, ale przede wszystkim dużo lepszym w perspektywie rewanżu. Zapłaciliśmy wysoką cenę za złe rozegranie stałego fragmentu gry. Zabrakło nam chłodnej głowy. Zespół chciał wygrać, ale czasami trzeba szanować to, co już się ma.

Przesypia Pan noc po meczu czy od razu analizuje spotkanie?

Po meczu spanie jest praktycznie niemożliwe. Przed meczem odwrotnie - śpię spokojnie, ale po spotkaniu emocje "siedzą" w człowieku, analizuje się, odtwarza go w głowie. Biorąc pod uwagę całe 90 minut, pod względem taktycznym zagraliśmy dobre zawody, ale nie ustrzegliśmy się błędu. Podczas gry w europejskich pucharach najbardziej zależy mi na rozwoju. Taki mecz to jest duża nauka dla całego zespołu. Cieszę się, że mamy trudnych przeciwników, od których można czerpać.

Przyjście po Michale Probierzu nie było łatwe, prawda? To jest charyzmatyczny trener.

Pod każdym względem było ciężko, to był najtrudniejszy moment w moim życiu. Spotkałem się z niezadowoleniem społeczeństwa, bo przyszedł "jakiś Mamrot", ludzie musieli sprawdzać w google, gdzie pracowałem. Świetnie zachowali się najbardziej fanatyczni kibice. Zaprosili mnie na spotkanie i powiedzieli, że jedyna rzecz, której nie zaakceptują, to sytuacja, w której zespół nie będzie walczył. Poza tym dali mi duży kredyt zaufania, rozumieli, że jestem w trudnej styuacji. Po roku mogę też już powiedzieć, że prezes na początku też "badał" mnie, oceniał. To jest bardzo wymagający człowiek, nie zdarza mu się chwalić.

Najważniejszą rzeczą był sam zespół. Pierwsze pół roku było dużo trudniejsze niż teraz, musiałem przekonać zawodników do swojej pracy. Punktem zwrotnym był okres przygotowawczy, kiedy przekonali się do moich metod, zaczęliśmy coraz lepiej grać, zaliczyliśmy dobry początek w lidze, a podsumowaniem wszystkiego był wygrany mecz z Legią w Warszawie. Stuprocentowe zaufanie zespołu zyskałem dopiero zimą. Myslę, że ten początek w Białymstoku dużo mnie nauczył.

 

"Przypływ" polskich piłkarzy, do takiej drużyny jak Jagiellonia, jest w jakimś stopniu ograniczony. Skauting jest więc skierowany także na zagranicę. Mowiło się, że w zeszłym sezonie proporcje były zaburzone w stronę obcokrajowców. Jak trener odbierał te głosy?

 

W tym roku dałem prezesowi Kuleszy listę, na której znaleźli się sami Polacy i jeden obcokrajowiec, ale z polskiej ligi. Udało się pozyskać Mateusza Machaja i Łukasza Klemenza, bo obaj mieli w kontrakcie sumę odstępnego i nie były to duże kwoty. W przypadkach piłkarzy, którzy mieli ważne kontrakty, osiągaliśmy porozumienie z zawodnikami, ale nie było szans dogadać się z klubami. To jest w Polsce bardzo trudne. Kluby nie chcą sprzedawać w kraju, bo zagraniczne zespoły płacą dużo więcej. Szkoda, bo taki piłkarz zna już ligę, poszedłby do mocniejszej drużyny i miałby fajną ścieżkę rozwoju. W taki sposób my też podnieślibyśmy poziom swojego zespołu, bo mówię o zawodnikach wyróżniających się w lidze.


O czym przed tym sezonem mówił prezes Kulesza? O mistrzostwie Polski?

Przed rokiem celem była górna "ósemka". W tym sezonie nawet o tym nie rozmawialiśmy. Prezes jest ambitny, ja też i nie będę mówił o awansie do "ósemki". Chcemy pograć o mistrzostwo.

Jak trener patrzy na ten chaos w Legii?

To, co mnie martwi, to fakt, że oni mają ten chaos od trzech lat, a cały czas wygrywają ligę (śmiech). Ludzie mówią, że w zeszłym roku zaważył mecz z Legią, który zremisowaliśmy 0:0. W poprzednim sezonie w trzech meczach z "Wojskowymi" zdobyliśmy 7 punktów. Kluczowym spotkaniem nie był ten mecz, a porażka z Wisłą Kraków. Gdybyśmy wygrali, Legia w Białymstoku musiałaby zagrać zupełnie inaczej. Po raz pierwszy widziałem ich grających na remis. Oni, pod względem punktowym, mieli znakomity koniec i sięgnęli po mistrzostwo.

A co trener myśli o polityce transferowej Lecha? Wydali, jak na polskie warunki, duże pieniądze. Czy to jest pokazanie, że z tą jakością chcą wygrać mistrzostwo?

Z jednej strony mogę narzekać, ale z drugiej - bardzo mi się to podoba. Lepiej wziąć dwóch takich, niż pięciu po 300 tysięcy euro. Już widać, że ci zawodnicy dużo im dają, podnoszą poziom zespołu. Gdyby było więcej klubów, które mogą sobie pozwolić na takie transfery, podniosłoby to poziom całej ligi. Lepiej zrobić jeden, dwa transfery jakościowe, niż pięć słabych.

Więcej filmów z cyklu "Prawda Futbolu" na oficjalnym kanale youtubowym Romana Kołtonia! (TUTAJ)

W załączonym materiale rozmowa Romana Kołtonia z Ireneuszem Mamrotem.

Roman Kołtoń, TK, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze