Niewielu spodziewało się kolejnego przewrotu w karierze "Górala", a jednak tak się stało. Niewysoki, 43-letni Amerykanin z Vero Beach na Florydzie miał być tym, który rozpali nowy ogień w żyłach Adamka. Gus Curren wierzył, że tak się stanie, a czas pokazał, że wiara poparta konsekwentną, ciężką pracą potrafi góry przenosić.
 
Współpraca z tętniącym energią szkoleniowcem szybko zaczęłą przynosić wymierne efekty, a "Góral" pod wodzą nowego szkoleniowca dostał wiatru w żagle. I choć zwycięska walka z Solomonem Haumono nie wszystkich zachwyciła, to wielu zapomina o kontuzji żeber, z którą do walki przystąpił polski pięściarz.
 
Niespełna pół roku później Adamek zameldował się w ringu po raz kolejny i w starciu z niewygodnym Fredem Kassim o błędach mowy nie było. Kameruńczyk zgodnie z oczekiwaniami był bardzo trudną przeprawą, ale "Góral" potrafił się skutecznie przeciwstawić mobilności i niezwykłemu cwaniactwu swojego rywala. Kibice w Częstochowie przypomnieli sobie stare, dobre oblicze polskiego mistrza, a werdykt był tylko formalnością.
 
Przyszła pora na wyzwanie zupełnie innego kalibru w osobie Joeya Abella, pogromcę Krzysztofa Zimnocha znajdującego się na fali trzech zwycięstw. Doskonałe warunki fizyczne i nokautujący cios to miały być atuty, które zatrzymają Adamka. Bokser z Minnesotty miał być groźny jak odbezpieczony granat, ale szybki Adamek nigdy nie zawodził. Nie zawiodła również taktyka przygotowana przez Gusa Currena - chłodna głowa, wydolność, ciosy na korpus, nadal szybkie nogi i duża intensywność wyprowadzania ciosów. Już 41-letni "Góral" w Częstochowie stoczył najlepszy pojedynek ostatnich lat i przypomniał kibicom swój najlepszy boks w królewskiej kategorii.
 
Adamek całkowicie oddał się w ręce Currena i w pełni zaufał trenerowi, a ten cały czas dostrzega pewne mankamenty i wierzy, że Polaka stać na kolejny krok. To właśnie Amerykanin zaakceptował kolejnego rywala i w jego opinii "Góral" ma argumenty, aby pokonać Jarrella Millera. Jak mówi już znane w światku pięściarskim przysłowie "szybki Adamek wygra z każdym", ale czy te słowa znajdą odzwierciedlenie również 6 października w Chicago i być może okażą się przepustką do ostatniej szansy na zdobycie pasa mistrzowskiego w kategorii ciężkiej?