Dla Hurkacza występ na kortach Cincinnati był pierwszym w karierze turniejem rangi World Tour Masters 1000. W przeszłości Polak dwukrotnie wywalczył sobie miejsce w turniejach wielkoszlemowych. W maju 2018 roku wrocławianin przebrnął przez eliminacje do French Open, a następnie wygrał w pierwszej rundzie z Amerykaninem Tennysem Sandrenem (6:2, 6:2, 3:6, 6:3), by ulec w drugiej - choć nie bez walki - czwartej wówczas rakiecie świata, Marinowi Ciliciowi (2:6, 2:6, 7:6, 5:7).

W lipcu Hurkacz, mimo przegrania ostatniego meczu eliminacji, jako "szczęśliwy przegrany" utorował sobie drogę do drabinki głównej Wimbledonu, gdzie uległ Australijczykowi Bernardowi Tomiciowi (4:6, 2:6). Turniej w Cincinnati miał być więc kolejnym krokiem w nabierającej tempa karierze Polaka.

Mecz na torze nr "8" rozpoczął się od mocnych serwisów obu zawodników. Zarówno mierzący 196 centymetrów Hurkacz jak i o osiem centymetrów niższy Fucsovics wykorzystywali swoje warunki fizyczne, by rozwiązywać sprawę za pomocą podania. W rezultacie walka toczyła się gem za gem. Dopiero przy stanie 5:4 dla Polaka i serwisie Węgra, Hurkaczowi udało się zakończyć pierwszy set efektownym "passing shotem" tuż obok samej linii.

Dość nieoczekiwanie Hurkacz dał się przełamać już w pierwszym gemie drugiego seta. Fucsovics sprawiał wrażenie, jakby nakręcał się z każdą kolejną chwilą, a niemal każde podejście wrocławianina do siatki kończyło się stratą punktu. Węgier, mimo presji ze strony Polaka, konsekwentnie realizował swój cel i ostatecznie zamknął seta stanem 6:3. Nie pomógł nawet kapitalny, niesygnalizowany "stop volley" Hurkacza, który zmusił przeciwnika do desperackiego rajdu w stronę siatki, zakończonego fiaskiem.

Trzecia partia rozpoczęła się w podobny sposób do pierwszej. Węgier rozpoczął od wygrania serwisu, jednak po chwili tym samym zrewanżował się Hurkacz. W trzecim gemie Fucsovics nie stracił nawet punktu, jednak Polak zachował zimną krew i w kolejnym wyrównał stan seta, choć na tablicy widniało już 30:0 dla rywala. W 5. gemie Polak przy podaniu przeciwnika doprowadził do gry na przewagi i wygrał wojnę nerwów przełamując Fucsovicsa. W sobie tylko znany sposób odbijał wówczas piłki posyłane w okolice końcowej linii i ostatecznie zmusił rywala do błędu - Węgier chciał zagrać "drop shota" w lewe karo, jednak w pozornie łatwej sytuacji trafił w siatkę.

Polak nie wytrzymał nerwowo i w kolejnym gemie to on został przełamany. Po ostatnim punkcie widać było u niego olbrzymią frustrację, gdy po posłaniu piłki w aut padł na kort i nie mógł uwierzyć w zmarnowanie zaliczki. Chwilę później, po nie udanym zagraniu rzucił rakietą o ziemię i kopnął ją w przypływie gniewu. Ostatecznie udało mu się opanować nerwy i mimo piłki meczowej dla Fucsovicsa kapitalnym volleyem i serwisem doprowadził do tie-breaka.

W nim lepiej zagrał Węgier, który wykorzystał rozchwianie Polaka i zakończył mecz wynikiem 8:6, choć wrocławianin miał już dwa punkty przewagi.

Hubert Hurkacz - Marton Fucsovics 1:2 (6:4, 3:6, 6:7)

 

W załączonym materiale wideo skrót meczu.