Kowalski: Zarobki w Ekstraklasie to robienie kibiców w konia

Piłka nożna

Jeden z moich ulubionych trenerów Michał Probierz skontrował mnie, gdy postawiłem tezę, że w polskiej piłce nie brakuje pieniędzy tylko jest ona rozdrapywana przez prezesów, menedżerów, dyrektorów sportowych, trenerów, którzy ciągną za sobą zagraniczny szrot czy nic nie wnoszących zawodników zatrudnianych w Ekstraklasie...

"Od ilu lat mówię, aby pokazać bazy klubów Ekstraklasy. Nie wspomnę o młodzieży, bo tutaj już jedno boisko dla sześciu grup w akademiach. Trenerzy pracują z młodzieżą za 500 złotych, a pan mówi, że jest w polskiej piłce duża kasa" - upomniał mnie trener Probierz.

 
Co do zbyt niskich zarobków trenerów młodzieży, traktowania ich jak piątego koła u wozu w klubach i generalnie zbyt małego nacisku na edukację właśnie trenerów młodzieży, pełna zgoda. To jest największy problem polskiej piłki i już chyba nikt, kto próbuje rzeczowo analizować problem nie ma co do tego wątpliwości. Tyle, że to się bierze wyłącznie z biedy. Kasa jest, tyle że wydawana w niewłaściwy sposób, o czym piszę we wstępie. 
 
Rozumiem, że przy zarobkach w dobrych europejskich ligach pieniądze przeznaczane na naszych ligowców są mniejsze, ale i tak nieadekwatnie duże w stosunku do prezentowanej klasy. Pytam się, po co wydawać na nich aż tyle? Żeby zdobyć mistrzostwo czy wicemistrzostwo swojego podwórka? Utrzymać się w lidze, która powoli zaczyna być zjawiskiem samym w sobie?
 
Przecież powoli staje się ona czymś, co jeśli chodzi o otoczkę jest przyzwoitym "produktem", który nie odbiega od podobnych europejskich, ale w środku, czyli na boisku, mamy jakiś futbol alternatywny. Też się biega za piłką, ale wolniej, nie tak jak trzeba, większość rzeczy robi się zupełnie inaczej niż w innych europejskich ligach. I dlatego przestajemy mieć już szanse nie tylko z Hiszpanami, Niemcami czy Belgami, ale także Kazachami, Mołdawianami, Słowakami czy Luksemburczykami.
 
W najważniejszych polskich klubach, które właśnie, jak zwykle ostatnio, skompromitowały się w europejskich pucharach to są kwoty rzędu kilkuset tysięcy euro za sezon. Ktoś do tego wziął prowizję za podpis, ktoś za coś tam jeszcze. Trzeba tych grajków utrzymywać, wynająć luksusowy apartament, itd. Generalnie udawać, że są to pełnowartościowe gwiazdy piłki nożnej. A przecież to jest nic więcej niż robienie w konia nas wszystkich. Rozumiem, że właściciele klubów, zwłaszcza tych najbogatszych, czyli Legii i Lecha mieli nadzieję, że w oparciu o taki zastęp uda się osiągnąć przynajmniej awans do fazy grupowej Ligi Europy i jakoś podreperować budżety. Ale po dwóch latach robienia z siebie pośmiewiska już się chyba przekonali, że się nie da. Ta droga to ślepa uliczka, wchodząc w nią głębiej będzie jeszcze gorzej.
 
Kompromitacja Legii to pewnie w jakimś stopniu także wypadkowa kompletnego rozgardiaszu organizacyjnego w klubie i być może w normalnej sytuacji, z trudem bo z trudem, ale Spartaka Trnava czy Dudelange jakoś udałoby się ograć. Bardziej spokojny, stabilny i lepiej ułożony Lech nie był jednak w stanie nawet przez chwilę dorównać piątej drużynie belgijskiej poprzedniego sezonu. To była przepaść. Żartujemy, że najładniej odpadła Jagiellonia, bo dobrze wyglądała. W dwumeczu z Gent było jednak aż 1:4. Choć fakt, że w Białymstoku przynajmniej nie przepłaca się aż tak bardzo. A jeszcze mniej w Górniku, który odpadł wcześniej. 
 
Michał Probierz argumentuje, że nieopieranie się na graczach wyplutych przez systemy w mocniejszych ligach nie jest możliwe, bo za Polaków stawki są zaporowe, a oni sami wolą wyjechać za jeszcze większe pieniądze nawet na ławkę rezerwowych do silniejszej ligi.
Zgadza się. Prawdą jest też to, że i Polacy są przepłacani, zmanierowani i ciężko ich zatrudnić. 
 
Mnie jednak nie chodzi o ściąganie zawodników z innych klubów, a kreowanie swoich. Później zarabianie na ewentualnych transferach. Żeby to było możliwe, trzeba tę kasę, która jest wyrzucana w błoto na politykę personalną w obecnym kształcie przeznaczyć właśnie na choćby podwojenie pensji dla trenerów młodzieżowych. Naprawdę nie mogą działacze Cracovii czy innych klubów obciąć dziesięć procent zarobków swoich asów i przeznaczyć na szkolenie? A może Legia zamiast kolejnych milionowych kontraktów dla zagranicznych grajków z nadwagą przerzuciłaby je na słynną Akademię i budowę boisk pod Grodziskiem?
 
Jedyne co teraz mogą zrobić właściciele klubów to usiąść i w jakiś sposób dogadać się w sprawie ograniczenia zarobków zatrudnianych graczy. Bo to co dzieje się obecnie, jest niczym innym tylko wyprowadzaniem środków finansowych z polskiej piłki.
 
Przy tego rodzaju argumentacji od razu oczywiście odezwą się poprawne politycznie głosy, że to populizm, że się nie da, że swobodny rynek, że Unia Europejska, że to, że tamto. No i najważniejszy argument, że przecież liczy się rywalizacja tu i teraz. ESA 37, walka o mistrzostwo, medale, europejskie puchary (!), że nie można robić kroku w tył, bo kibice by tego nie wybaczyli...
 
Prawda jest jednak taka, że o te wszystkie cele można powalczyć za połowę stawek, albo i mniej. Po drugie i najistotniejsze: ile są obecnie warte kolejne trofea zdobywane w Polsce, to obnażył luksemburski zespół Dudelange.
 
W załączonych materiałach wideo skróty meczów rewanżowych Jagiellonii i Lecha w III rundzie el. Ligi Europy.
Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze