Niedawno na rosyjskiej ziemi zakończyły się piłkarskie mistrzostwa świata, które padły łupem Francji. Śmiało można powiedzieć, że pod względem organizacyjnym Rosjanie spisali się bez zarzutów i odebrali bardzo pochlebne recenzje nie tylko od FIFA, ale również od kibiców, którzy zdecydowali się na żywo oglądać zmagania swoich drużyn.

 

Potencjał sportowy, ale przede wszystkim finansowo-infrastrukturalny pozwala Rosji na organizację kolejnej wielkiej imprezy po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi i Mistrzostwach Świata w piłce nożnej. Chodzi oczywiście o siatkarski mundial, który w tym roku odbędzie się na parkietach we Włoszech i Bułgarii. Reprezentacja zza wschodniej granicy jest faworytem do złotego medalu, toteż ewentualnie za cztery lata mogłaby bronić tytułu na własnej ziemi. To z pewnością marzenie tamtejszych polityków z ministrem sportu na czele, który spotkał się z prezydentem FIVB, Ary Gracą, aby porozmawiać o możliwości organizacji tego turnieju.

 

- Rosja dysponuje całą potrzebną infrastrukturą sportową, aby móc zorganizować tego typu turniej. Musimy uzgodnić kilka kwestii organizacyjnych oraz dokonać wyboru miast-gospodarzy. Posiadamy wielką rzeszą kibiców siatkówki i jesteśmy gotowi z radością przeprowadzić u siebie tę imprezę – powiedział minister sportu Paweł Kołobkow.

 

Rosja stoi zatem przed szansą organizacji siatkarskich mistrzostw świata pierwszy raz w swojej historii. W 1952 oraz 1962 roku gospodarzem zmagań w rywalizacji panów był ZSRR. W obu przypadkach po złoto sięgali miejscowi.