Z jednej strony legenda polskich ciężarów, człowiek do którego lata całe należał rekord świata w podrzucie (232,5 kg) w kat. 94 kg. 36 letni mężczyzna po przejściach, mający za sobą ciężką operację kręgosłupa i wiele operacji kontuzjowanego kolana. Od półtora roku trenującego MMA. I nokautującego rywali jednego za drugim. Sześć walk, sześć zwycięstw w pierwszej rundzie, taki jest bilans Szymona Kołeckiego, chyba pierwszego tak znanego mistrza sztangi, który bije się w klatce.

 

Znacznie młodszy, 23-letni Michał Bobrowski też jest niepokonany. Siedem walk, siedem zwycięstw. Szczupły, wysoki (190 cm). Sporo wyższy od Kołeckiego, ale jak mówią eksperci świetnie radzący sobie w parterze. MMA to jego sport, lata po świecie, trenuje z najlepszymi, między innymi z Jonem Jonesem. Pytany o walkę z Kołeckim mówi, że nie przeraża go jego siła. On ma inne argumenty. Potrafi walczyć w stójce, umie zadawać ciosy proste, skutecznie kopać. Ale jak trzeba, to potrafi sprowadzić rywala do parteru i tam wykończyć. Po prostu wychodzę i biję – odpowiada pytany o taktykę na dzisiejszą walkę. 

 

Kołecki, gdy z nim ostatni raz rozmawiałem, przed nagraniem Punchera, twierdzi, że ma świadomość swoich braków, ale z każdą kolejną walką jest lepszy. Taktykę ustali trener Mirosław Okniński, a on ją po prostu zrealizuje. – Wychodzę i wygrywam ! – to jego kontra na wypowiedź Bobrowskiego, którego uważa za kompletnego zawodnika MMA. Ale do pokonania.

 

Niewielu jest tej klasy zawodowców, jak Szymon Kołecki. Znam go prawie dwadzieścia lat. Pamiętam jak przed igrzyskami w Sydney (2000) podrzucił podczas mistrzostw Polski w Ciechanowie 235 kg. Wyniku tego nie uznano za nowy rekord świata ze względów proceduralnych. Kołecki miał wtedy zaplanowane podejście na 240 kg, ale z niego zrezygnował, był zbyt zmęczony. Miał wtedy zaledwie 18 lat.

 

Na igrzyskach walczył o złoto, ale przegrał z kontuzją i znakomitym rywalem. Srebrny medal go nie satysfakcjonował. Zdjął go na podium z szyi i schował do kieszeni.

 

Taki był zawsze, piekielnie ambitny i stawiający sobie najwyższe cele. Kiedy osiem lat później leciał do Chin na kolejne igrzyska był już po operacji kręgosłupa, ale przyplątała się inna kontuzja, kolana. Nie mógł trenować tak, jak chciał, nikt, nawet ówczesny trener kadry Zygmunt Smalcerz nie wiedział na co go stać. A on sięgnął po srebro, które po latach, po dyskwalifikacji Kazacha Ilji Ilina, zamieniono na złoto.
Kołecki po igrzyskach w Londynie został prezesem Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. Zrezygnował z tej funkcji jeszcze przed rozpoczęciem kolejnych, w Rio de Janeiro. I postawił na MMA.

 

Przeprowadziłem z nim dziesiątki wywiadów, wielokrotnie mówił, że marzą mu się walki w klatce. Myślałem, że to żart. Prezes olimpijskiej dyscypliny, legenda ciężarów, ojciec czwórki dzieci podejmie takie ryzyko? A on podjął. I wygrywa walkę za walką. Czy wygra w Międzyzdrojach? Wierzy, że tak, ale rywal myśli podobnie, też nie wyobraża sobie porażki.

 

Transmisja gali w sobotę od godziny 20.30 w Polsacie Sport Fight, od 21.55 w Super Polsacie, a od 23.05 w Polsacie.