Przez osiem minut był martwy. Teraz walczy o Ligę Europy

Piłka nożna
Przez osiem minut był martwy. Teraz walczy o Ligę Europy
fot. PAP

Historia Sale Solbakkena idealnie nadaje się na materiał filmowy lub książkę. W 2001 roku otarł się o śmierć, chociaż nie - z medycznego punktu widzenia należałoby stwierdzić, że… przeżył śmierć kliniczną. Lekarze już stwierdzili zgon, ale nastąpił cud, dzięki któremu Norweg ma się dobrze i obecnie walczy o awans ze swoim zespołem do fazy grupowej Ligi Europy.

Solbakken urodził się 27 lutego 1968 roku. Występował głównie w klubach duńskich oraz norweskich. Zanotował krótki epizod w angielskiej Premier League w barwach FC Wimbledon, dla którego rozegrał zaledwie sześć spotkań, a powodem tego był konflikt z ówczesnym trenerem, Joe Kinnearem. Zdążył zdobyć jedną bramkę w starciu z West Hamem, a także dwukrotnie był wybierany zawodnikiem meczu. To jednak nie pomogło mu w przedłużeniu swojej kariery na Wyspach Brytyjskich.

 

W marcu 1998 roku przeniósł się do duńskiego Aalborg, z którym zdobył mistrzostwo kraju, a sam został wybrany najlepszy piłkarzem rozgrywek w 2000 roku. Niedługo później podpisał kontrakt z najlepszym klubem w Skandynawii – FC Kopenhagą. Z reprezentacją Norwegii wystąpił na mistrzostwach świata w 1998 roku oraz na mistrzostwach Europy w 2000 roku. Był cenionym pomocnikiem, który słynął z przywództwa na boisku oraz dobrej techniki.

 

 

13 marca 2001 roku – to data, którą Solbakken zapamięta do końca życia. W trakcie treningu doznał ataku serca. Z pomocą przyszedł lekarz klubowy, Frank Odgaard, który zaczął wykonywać masaż serca, po tym jak zorientował się, że przestało bić. Jego stan był krytyczny. Do momentu przyjazdu ambulansu ogłoszono śmierć kliniczną. Ówczesny 33-latek był martwy przez osiem minut. W karetce pogotowia przez kolejne siedem minut trwała reanimacja. Wówczas zdarzyło się coś niesamowitego, bowiem serce Norwega zaczęło ponownie funkcjonować. Nic innego jak „cud” – określili po kilku latach, bynajmniej mało fachowym sformuowaniem, lekarze.

 

Jasne było, że Solbakken musi przedwcześnie zakończyć karierę. Wstawiono mu rozrusznik serca, natomiast atak serca, który doświadczył był następstwem niewykrytej wcześniej wady.

 

Solbakken nie mógł tak po prostu rozstać się z piłką nożną i zajął się karierą menadżera. W 2002 roku objął drugoligowy zespół HamKam, z którym szybko awansował do ekstraklasy norweskiej. Został okrzyknięty „Stale Salvatore”, czyli „stalowy zbawiciel”. Sezon później zajął z tym samym zespołem piąte miejsce w lidze i został wybrany najlepszym trenerem w Norwegii. Zauważyli to włodarze FC Kopenhagi.

 

W stolicy Danii Solbakken dwukrotnie z rzędu zdobył mistrzostwo kraju, a także awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Jego podopieczni zakończyli zmagania na ostatnim miejscu, ale potrafili pokonać późniejszego półfinalistę – Manchester United 1:0. W 2009 roku miał okazję zmierzyć się z innym zespołem z tego miasta, a więc z Manchesterem City w Lidze Europy. Powiedział wówczas głośne zdanie na temat swoich rywali. – Oni niszczą futbol poprzez wydawanie tak niemożliwych pieniędzy oraz oferując niebotyczne sumy piłkarzom – rzekł, jakby wyprzedzając otaczającą nas dziś rzeczywistość. Piłkarze z Kopenhagi przegrali w dwumeczu z The Citizens 3:4.

 

W tym samym roku wywalczył podwójną koronę z duńską ekipą. W listopadzie ogłosił, że nie przedłuży kontraktu z klubem, który obowiązuje go do czerwca 2011 roku. Bardzo chciał zostać selekcjonerem reprezentacji Norwegii. Podpisał nawet w tej sprawie list intencyjny, ale nie udało się sfinalizować umowy.

 

Solbakken zaliczył dwa krótkie epizody w FC Koln oraz Wolverhamptom. Z tymi pierwszymi nie udało mu się utrzymać w Bundeslidze, a sam odszedł w atmosferze skandalu. Dochodziły bowiem głosy, że piłkarze fatalnie zachowują się poza boiskiem i są bohaterami wielu skandali. Norweg skwitował to słowami – Nawet Jezus i Jose Mourinho cierpieliby razem w tym klubie w tamtym okresie.

 

Na Wyspach Brytyjskich liczył, że jego kariera menadżerska potrwa dłużej niż ta piłkarska. Teoretycznie tak było, ale sam zainteresowany nie tak wyobrażał sobie swoje drugie podejście do pracy w tym kraju. Początki ze spadkowiczem z Premier League były całkiem udane, bowiem zespół przez pewien czas znajdował się na trzecim miejscu w tabeli. Spadek formy był jednak katastrofalny, ponieważ jego zawodnicy wylądowali na osiemnastej lokacie, a Solbakken został zwolniony.

 

Historia niejako zatoczyła koło i Solbakken w 2013 roku wrócił tam, gdzie czuł się najlepiej, czyli do Kopenhagi, z którą jest związany do dziś. Obecnie walczy ze swoim zespołem o awans do fazy grupowej Ligi Europy, a ich rywalem jest włoska Atalanta. Szansa na końcowy sukces jest spora, wszak jeżeli ktoś przechytrzył śmierć i przeżył coś więcej niż cud, ten jest w stanie dokonać wszystkiego i niestraszna mu żadna przeszkoda. 

Krystian Natoński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze