22-letni Miedwiediew wcześniej zwyciężył w styczniu w Sydney. W Winston-Salem w żadnym z sześciu pojedynków nie stracił seta. - Już pod koniec pierwszego meczu ze względu na klimat czułem się krańcowo zmęczony. To niewiarygodne, że w tych warunkach udało mi się przetrwać sześć spotkań i jeszcze sięgnąć po tytuł. Wydawało mi się wciąż, że nie gram tak dobrze, by triumfować w turnieju - przyznał Rosjanin, który dzięki temu zwycięstwu - według organizatorów - przesunie się w światowym rankingu na najwyższe w karierze 36. miejsce, a w ostatnim notowaniu był 57.

 

Johnson miał szansę zostać pierwszym tenisistą, który wygrałby w tym sezonie imprezy na trzech różnych nawierzchniach. 28-letni Amerykanin w kwietniu triumfował na kortach ziemnych w Houston, a w lipcu na trawiastych w Newport. Łącznie ma w dorobku cztery tytuły. - Grałem dobrze, to był chyba mój najlepszy mecz w tej imprezie, ale trafiłem na rywala, który praktycznie się nie mylił - skomentował Johnson, rozstawiony z numerem ósmym.

 

W deblu w Winston-Salem startował Łukasz Kubot. Lubinianin i Brazylijczyk Marcelo Melo byli najwyżej rozstawionym duetem w stawce. Z rywalizacją pożegnali się jednak już w pierwszej rundzie.

 

Wynik finału:

 

Daniił Miedwiediew (Rosja) - Steve Johnson (USA, 8) 6:4, 6:4