Nazwisko Szymańskiego – nie mylić z tym z Legii, Sebastianem – pojawiało się już za kadencji Adama Nawałki. U byłego selekcjonera Biało-Czerwonych był on na szerokiej liście obserwowanych piłkarzy, ale nominacji się nie doczekał. Poprzedni sezon w Wiśle Płock pod wodzą Brzęczka był jego najlepszym w karierze. Ten – mimo gorszych (do meczu z Legią) wyników też jest dobry. Dlatego pomocnik wymieniony kiedyś przez Jagiellonię na Piotra Wlazłę, po pożegnaniu Nawałki z kadrą, wrócił na listę kandydatów. I także przy Łazienkowskiej udowodnił, że w Płocku w poniedziałek pojawi się fax z siedziby PZPN-u.

Szymański umiejętnie łączy pozycję „6” i „8”. Z Legią był ustawiony nawet nieco wyżej, ale takie było założenie: Wisła zagrała bez klasycznej „dziesiątki”, by zabezpieczyć środek pola. Bardziej „ofensywna” ósemka wywiązała się ze swej roli znakomicie. Jego gra to nie tylko odbiór i szybka reakcja, ale i rozegranie, strzał z dystansu oraz duża pewność siebie. Nic dziwnego, że rok temu Szymański dostał od Brzęczka opaskę kapitana.

Charakter do poważnego grania też ma odpowiedni. Poza tym jest w stanie zabezpieczyć nie tylko jedną pozycję na boisku. Może być więc alternatywą dla Grzegorza Krychowiaka, Karola Linetty’ego, Mateusza Klicha czy kogokolwiek innego, kogo Brzęczek powoła.
 
Adam Nawałka z mocno niedocenianego niegdyś Krzysztofa Mączyńskiego stworzył niezbędnego m.in., na EURO 2016 zawodnika. Na początku jego pracy niemal wszyscy kręcili nosem, uważając, że ciągnie za sobą do kadry swojego pupila z Górnika.

A potem cmokali z podziwu jak wiele pożytku ma z niego reprezentacja. Czy tak będzie w przypadku Brzęczka i Szymańskiego? Damiana, przypomnijmy. Bo przecież po mistrzostwach świata reprezentacja miała stać otworem dla Sebastiana…