Bokserskich wojen meksykańsko–portorykańskich w przeszłości było setki i wiele z nich przeszło do historii. Ta konfrontacja też była twarda, krwawa i niewiele brakowało, by Pedraza skończył ją przed czasem. Ale i tak zasłużył na zwycięstwo i pas mistrzowski WBO, który odebrał mieszkającemu w Phoenix Meksykaninowi.
 
Wcześcnej Portorykańczyk był mistrzem niższej kategorii, superpiórkowej, ale stracił tytuł przegrywając w styczniu ubiegłego roku przez nokaut z Gervontą Davisem. Później zrobił sobie 14 miesięczną przerwę, podpisał kontrakt z Top Rank, wrócił na ring w wyższej wadze i… znów jest mistrzem. Co więcej, ta wygrana otwiera mu drzwi do wielkiej walki z Wasylem Łomaczenką, mistrzem WBA i najlepszym pięściarzem bez podziału na kategorie. Siłą rzeczy honorarium też będzie dla Pedrazy rekordowe. Za walkę z Beltranem dostał 150 tysięcy USD (jego rywal 200 tysięcy), ale myślę, że za Łomaczenkę dostanie znacznie więcej. W puli będą przecież dwa pasy, jeden należący do Ukraińca, drugi do Portorykańczyka.
 
37-letni Ray Beltran nie narzekał na sędziów, pretensje miał wyłącznie do siebie. Walka była równa, o zwycięstwie decydowały ostatnie, mistrzowskie rundy. W 11. starciu  Pedraza rzucił mistrza na deski lewym podbródkowym, a w ostatnim zaatakował zdecydowanie przed końcowym gongiem, zasypał długą serią i naprawdę niewiele brakowało, by sędzia przerwał pojedynek.
 
29-letni Jose Pedraza walczył mądrze, zmiana pozycji na odwrotną okazała się kluczem do sukcesu. Tym samym bowiem swoim prawym prostym wyeliminował lewy sierpowy Beltrana, jego firmowe uderzenie. A ten lewy z dołu, którym rzucił Meksykanina na deski, był jak pocałunek śmierci.
 
Ray Beltran walczył w Arizonie, gdzie mieszka od lat. Bił się z Pedrazą w Glendale, a jego dom znajduje się w Phoenix. Na widowni była rodzina, przyjaciele. Czekano na kolejne zwycięstwo Meksykanina, który chyba nie musi bać się już deportacji wiszącej mu nad głową od dawna. Z Meksyku najpierw uciekł ojciec, były bokser, później ściągnął rodzinę. Beltran dziesięć lat był sparingpartnerem Manny’ego Pacquiao, który wystawił mu dobre referencje dla urzędu imigracyjnego. Ale gdyby nie tytuł mistrzowski, który Beltran zdobył  w lutynm tego roku wygrywając z Namibijczykiem Paulusem Mosesem, różnie mogło być. 
 
37-letni Meksykanin nigdy nie zarabiał w ringu dużych pieniędzy. Zapewne dostałby rekordową gażę za walkę z Łomaczenką, ale stracił szanse przegrywając z Pedrazą. Stąd ten smutek na twarzy, gdy udzielał wywiadu na ringu w Glendale.
 
Portorykańczyk jest w zupełnie innej sytuacji. Długo podnosił się po klęsce z Davisem, ale dziś to już przeszłość. Znów jest mistrzem i wierzy, że pokona Łomaczenkę. Pamiętajmy, że w odróżnieniu od Beltrana, był bardzo dobrym amatorem, wicemistrzem świata (2009 – Mediolan), zdobywał brązowe medale Igrzysk Panamerykańskich i stał na podium Pucharu Świata. Ale w starciu z geniuszem, a za takiego chyba można uważać Ukraińca, to mogą być niewystarczające argumenty. Tyle że ten geniusz jest po operacji barku i pytanie w jakiej formie wyjdzie do ringu pod koniec roku.
 
Jeśli w takiej jak zawsze, to skończy walkę jak zawsze. I Pedrazie nie pomoże zmiana pozycji na odwrotną, tak jak nie pomogła w starciu z Gervontą Davisem. Łomaczenko, podobnie jak Davis jest mańkutem, w dodatku fałszywym mańkutem, co oznacza, że ma mocniejszą prawą ręką, którą częściej nokautuje. Ale do 1 grudnia jeszcze sporo czasu.