Makuszewski był powoływany już przez Adama Nawałkę i zaliczył pięć spotkań w reprezentacji. Na mundial do Rosji nie pojechał, znalazł się w szerokiej kadrze, ale jego nazwiska zabrakło na ostatecznej 23-osobowej liście. Pomocnik Lecha nie był jednak w szczytowej formie, bowiem przez pięć miesięcy przechodził żmudną rehabilitację po poważnej kontuzji. W grudniu ubiegłego roku zerwał więzadła krzyżowe w kolanie, na boisko wrócił dopiero pod koniec kwietnia na ostatnie kilka spotkań ligowych.

Nowy sezon zaczął już w pełni sił. I liczył na powrót do reprezentacji, którą po Nawałce objął Brzęczek.

- Byłem wcześniej w reprezentacji, a dziś jestem zdrowy i w formie, to mogłem liczyć na powołanie. Powiem inaczej, czułbym się rozczarowany, gdybym tego powołania nie otrzymał, tak jak to miało miejsce w przypadku kilku innych zawodników, którzy ostatnio byli regularnie powoływani. Nie ukrywam, że wcześniej miałem okazję spotykać się po meczach ligowych z współpracownikami trenera - Hubertem Małowiejskim i Tomaszem Mazurkiewiczem. Mówili, że moja formą jest niezła, w tych naszych rozmowach czułem między wierszami, że jest szansa wrócić do reprezentacji - mówił piłkarz.

Skrzydłowy "Kolejorza" nie ukrywa, że od momentu przejścia do Lecha i pierwszego powołania do reprezentacji jego kariera nabrała rozpędu.

- Tak sobie na spokojnie myślę, że mój poziom jest trochę wyższy, prezentuję trochę lepszą formę i lepiej potrafię się zachowywać na boisku. Być może dojrzałem jako piłkarz. W tym sezonie miałem kilka dobrych meczów, zaliczyłem kilka asyst. Jestem w sumie dopiero dziewięć miesięcy po urazie, a to pokazuje, że warto ciężko pracować. W normalnych warunkach dziś bym dopiero kończył rekonwalescencję - tłumaczył.

Polacy 7 września zainaugurują rozgrywki Ligi Narodów wyjazdowym spotkaniem z Włochami, a cztery dni później we Wrocławiu zagrają towarzysko z Irlandią. Makuszewski wierzy, że będzie miał okazję zaprezentować się w tych pojedynkach.

- Chciałbym pokazać się z jak najlepszej strony, zagrać na dobrym poziomie. Tak, żeby drużyna czuła, że może na mnie liczyć. Mamy fajnych przeciwników, a to dodatkowy smaczek, żeby sprawdzić się na tle tak dobrych zespołów. Jestem pełen entuzjazmu - podkreślił.

Makuszewski przyznał, że nie rozmawiał jeszcze z selekcjonerem na temat swojej roli czy pozycji, na której miałby grać w reprezentacji.

- Rozmawialiśmy bardzo krótko w dniu ogłoszenia powołań. Kwestie szczegółów zostawiliśmy sobie na zgrupowanie. W luźnej, krótkiej rozmowie trener Brzęczek zażartował, że potrzebuje prawego obrońcy. Ja odpowiedziałem, że mogę grać nawet na lewej obronie - przyznał żartobliwie.

Od nowego sezonu w Lechu Makuszewski nie gra typowego skrzydłowego. W systemie wprowadzonym przez szkoleniowca Ivana Djurdjevicia pełni on rolę tzw. zawodnika wahadłowego, mającego więcej obowiązków w defensywie.

- W jednym meczu wygląda to dobrze, w kolejnym popełniam błędy, czy to w ustawieniu, czy w defensywie. Ale to chyba normalna sprawa, gramy tym systemem zaledwie półtora miesiąca i potrzeba czasu, żeby przyzwyczaić się do nowej pozycji. Czasami "ciągnie" mnie do przodu, chciałbym grać bardziej ofensywnie. Wiadomo, że z jednym przeciwnikiem możesz tak zagrać, z innym musisz bardziej skupić się na obronie - wyjaśnił.

Jak dodał, w nowej roli też nie jest w stanie pokazać pełni swoich możliwości w ataku.

- Piłkarze grający na pozycji wahadłowego nawet w takich drużynach jak Chelsea czy Juventus nie robią aż tylu akcji i nie grają tak ofensywnie, jak klasyczni skrzydłowi. Jednak większość spotkania spędzają gdzieś na środku boiska, te zadania są bardziej podzielone. Nie ma takich piłkarzy, którzy grają na pełnych obrotach i w ofensywie, i w defensywie. Możemy obejrzeć mecze najlepszych zespołów i ci najlepsi też potrzebują chwilę oddechu, żeby później w ofensywie dać coś ekstra - zaznaczył.

Lechita stara się bronić nowego ustawienia gry, choć jego drużyna po czterech wygranych w lidze z rzędu zanotowała dwie porażki i straciła siedem goli.

- Nie ma co panikować. Gdybyśmy na początku wszystkich równo ogrywali trzema, czterema bramkami, wszyscy by zaczęli głośno się zastanawiać, dlaczego wcześniej Lech nie grał trójką obrońców, bo przecież to jest taki supersystem i szybko można się go nauczyć. Boisko wszystko weryfikuje, każdy mecz jest lekcją, każdy przeciwnik gra inaczej, atakuje inaczej. Wygraliśmy pierwsze cztery mecze, ale też nikt nie myślał wówczas, że teraz "pójdzie" z górki. My cały czas się uczymy tego systemu - podsumował Makuszewski.