Wirtuozi pod siatką. Najlepsi rozgrywający w historii reprezentacji Polski

Siatkówka
Wirtuozi pod siatką. Najlepsi rozgrywający w historii reprezentacji Polski
fot. Cyfrasport
Paweł Zagumny i Fabian Drzyzga poprowadzili Polskę do mistrzostwa świata 2014. / fot. Cyfrasport

Rozgrywający to najważniejszy zawodnik drużyny siatkarskiej. Mózg zespołu, reżyser gry, przez którego dłonie przechodzą niemal wszystkie akcje. Ma ogromny wpływ na postawę kolegów i przebieg wydarzeń na boisku. Kim byli najwybitniejsi rozgrywający w historii reprezentacji Polski?

Nawet drużyna złożona z największych gwiazd nie osiągnie sukcesu, jeśli nie ma w składzie porządnego wystawiającego. Cytując Wojciecha Drzyzgę "świetny zespół bez dobrego rozgrywającego, jest jak Ferrari z pustym bakiem".

 

Jak w każdej dziedzinie życia, również w sztuce rozegrania znajdziemy artystów i rzemieślników. Ci pierwsi budzą podziw kibiców i ekspertów, są obdarzeni "siatkarskim zmysłem", "niezwykłym dotykiem", "palcami z plasteliny"... Wyróżniają się świetnym wyszkoleniem technicznym, kreatywnością i boiskową inteligencją. Jednym sprytnym zagraniem potrafią oszukać nawet diabła.

 

W ostatnich dziesięcioleciach w reprezentacji Polski zagrało kilku takich artystów, ale również wielu siatkarzy dobrze wykonujących swe rzemiosło. Zawodniczy na  tej pozycji często nie mieli łatwych charakterów, wielokrotnie dochodziło do konfliktów z selekcjonerami. Chodziło o wizję gry, ale też o to, kto będzie numerem jeden na rozegraniu.

 

Przypomnijmy nazwiska najwybitniejszych rozgrywających siatkarskiej reprezentacji Polski:

 

Pionierzy

 

Na przestrzeni lat siatkówka ulegała ogromnym przeobrażeniom. Nie oparła się im również pozycja rozgrywającego. W pionierskich czasach tego sportu obowiązywał system 3–3, czyli z trzema wystawiaczami. W momencie, gdy reprezentacja Polski wkroczyła na arenę międzynarodową istniał już – zaczerpnięty z przodującej wówczas w świecie siatkówki radzieckiej – układ 4–2, czyli gra na dwóch zawodników rozgrywających. Pod koniec lat sześćdziesiątych doszło do kolejnej rewolucji. Na igrzyskach olimpijskich w Meksyku Japończycy zaszokowali świat, grając z jednym tylko rozgrywającym w składzie.

 

Przez jakiś czas na światowych parkietach systemy 4–2 i 5–1 funkcjonowały obok siebie, ale od wielu już lat siatkarskie drużyny występują z jednym rozgrywającym na parkiecie.

 

Reprezentacja Polski swój pierwszy w historii mecz rozegrała 28 lutego 1948 roku w Warszawie, a rywalem była Czechosłowacja (2:3). W roli rozgrywających w tamtej grze wystąpili Bohdan Bartosiewicz (AZS Warszawa) oraz Romuald Markowski (YMCA Gdańsk).

 

Co wiemy o pierwszych rozgrywających reprezentacji Polski? Obaj znani są bardziej ze swych dokonań na parkietach koszykarskich. Bartosiewicz zdobył z reprezentacją Polski brązowy medal mistrzostw Europy w koszykówce (Litwa 1939). W reprezentacji siatkarskiej obaj zagrali jeszcze na Igrzyskach Bałkańskich – pierwszej imprezie międzynarodowej, na której wystąpiła reprezentacja Polski; Markowski pojechał również na pierwsze mistrzostwa świata w 1949 roku.

 

W kolejnych latach za rozegranie w reprezentacji Polski brali się m.in. tacy siatkarze jak: Jan Woluch, Aleksander Gediga, Zbigniew Rusek, Jerzy Szymczyk czy Tadeusz Siwek. Rozgrywającym był również późniejszy selekcjoner – Hubert Wagner. Wywalczył z kadrą brązowy medal ME (1967), pojechał na igrzyska do Meksyku (1968), dwukrotnie zagrał w finałach mistrzostw świata, ale w wielu spotkaniach był rezerwowym.

 

Hubert Wagner był jednym z rozgrywających reprezentacji Polski na IO Meksyk 1968.

 

Już wówczas miał jednak ogromny autorytet w grupie – choć nie był pierwszoplanową postacią na boisku, zawodnicy wybrali go kapitanem reprezentacji. Jego sposób bycia, forsowanie własnego stylu gry prowadziły do konfliktów z selekcjonerem Tadeuszem Szlagorem, który zrezygnował z jego usług przed igrzyskami w Monachium. W orbicie zainteresowań trenera byli wówczas inni gracze: Wiesław Gawłowski, Stanisław Gościniak, Stanisław Iwaniak, czy Jan Such.

 

Cyrkowe sztuczki Gościniaka

 

Pierwszym polskim rozgrywającym światowej klasy był Stanisław Gościniak. Dziś jest legendą, ikoną na tej pozycji w naszej siatkówce, warto jednak przypomnieć, że jego reprezentacyjna kariera wcale nie była usłana różami. W drużynie narodowej zadebiutował już w maju 1965 roku, ale przez wiele lat nie był jej wiodącym zawodnikiem. Zabrakło go w kadrze na MŚ 1966, później często był w cieniu innych i pełnił rolę rezerwowego, a po igrzyskach w Meksyku – w sezonie 1969 – w ogóle zniknął z reprezentacji. Mistrz rozegrania "podwójnej krótkiej" słynął z efektownych akcji, "cyrkowych" sztuczek, które bardziej podobały się kibicom, niż szkoleniowcom. Wygarnął mu to w jednym z wywiadów trener Wagner:

 

– Jeśli ma on jakiś minus, to ten, że czasem gra trochę "sztuka dla sztuki". Od wybitnych indywidualności także wymagamy rygoru taktycznego – twierdził w 1974 roku ówczesny selekcjoner reprezentacji.

 

Gościniak bronił jednak swego stylu gry:

 

– Przez długie lata miałem opinię "rozrywkowego wystawiacza". Ludzie myśleli, że pajacuję, gram pod publiczkę, popisuję się efekciarskimi numerami. Nic błędniejszego! Ja po prostu grałem zgodnie z moim usposobieniem i temperamentem. Nie wiem, skąd się to wzięło... Prawdą jest, że szablon mnie męczy. Szablonu w sporcie nie znoszę – mówił przed laty w wywiadzie dla "Sportowca", przyznając się do fascynacji koszykarskimi popisami Harlem Globetrotters oraz kombinacyjną siatkówką japońską. Kolega z boiska Zdzisław Ambroziak mówił o Gościniaku "siatkarski mędrzec w błazeńskich szatach".

 

Tomasz Wójtowicz i najlepszy siatkarz MŚ 1974 – rozgrywający Stanisław Gościniak. / fot. PAP

 

Rola siatkarza Resovii w drużynie narodowej zmieniła się po objęciu sterów reprezentacji przez Wagnera. Nowy selekcjoner postawił na tego rozgrywającego i się nie zawiódł. Na mistrzostwach świata 1974 w Meksyku siatkarski showman poprowadził biało-czerwonych do złota, zgarniając przy okazji nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju!

 

Tu pojawia się jednak kolejny paradoks w karierze słynnego rozgrywającego. Wygrane 3:1 spotkanie z reprezentacją Japonii, które przesądziło o triumfie Polaków na MŚ 1974, było zarazem ostatnim reprezentacyjnym występem 30-letniego wówczas Gościniaka. Wagner planował dla niego rolę rezerwowego na igrzyskach w Monteralu, a w 1975 rozpętał burzę po zarobkowym wyjeździe siatkarza do USA; domagał się wówczas jego dyskwalifikacji i skreślił wybitnego rozgrywającego z listy reprezentantów.

 

Mały wielki rozgrywający

 

Podczas mistrzostw świata w Meksyku Polacy grali przeważnie na dwóch rozgrywających Stanisław Gościniak – Wiesław Gawłowski, a rolę zmiennika pełnił Włodzimierz Sadalski. Na igrzyskach Montreal 1976 Wagner zmienił system gry na 5–1. Rolę jedynego rozgrywającego na boisku pełnił Gawłowski, a rezerwowym graczem był Sadalski.

 

Gawłowski początkowo grał na pozycji atakującego, ale dla potrzeb drużyny narodowej przeszedł na rozegranie. Nie był tak utalentowanym rozgrywającym jak Gościniak, był za to siatkarzem bardziej wszechstronnym. Dobrze prezentował się w bloku, świetnie grał w obronie, a także – z powodu swej siatkarskiej przeszłości – również w ofensywie. Tytan pracy na treningach i dobry duch drużyny. Wielki motywator na boisku, potrafił wprowadzić spokój w trudnych sytuacjach.

 

Z powodu niskiego wzrostu (180 cm) zyskał boiskowy pseudonim "Mały". Mówiono, że gdyby był dziesięć centymetrów wyższy, byłby najlepszym siatkarzem świata. Brakujące centymetry nadrabiał jednak skocznością, którą nabył dzięki lekkoatletycznym treningom w młodości.

 

Dzięki ciężkiej pracy wspiął się na najwyższy poziom. Swą grą choćby w czwartym i piątym secie zwycięskiego finału montrealskich igrzysk przeciwko ZSRR udowodnił, że jest rozgrywającym światowej klasy.

 

Po wywalczeniu złota w Montrealu Gawłowski został kapitanem reprezentacji i w kolejnych latach, do igrzysk Moskwa 1980, wiodącym rozgrywającym.  W reprezentacji zagrał 366 razy, co przez wiele lat było rekordem, a do dziś daje mu trzecie miejsce na liście wszech czasów. Z ekipą Płomienia Milowice triumfował w 1978 roku w siatkarskim Pucharze Mistrzów.

 

Leworęczne talenty

 

Gdy Gawłowski żegnał się z kadrą w 1980 roku, w biało-czerwonych barwach grali już dwaj niezwykle utalentowani, wysocy i leworęczni rozgrywający – Wojciech Drzyzga i Ireneusz Kłos. Dwaj dobrzy koledzy z kadry, ale też rywale z krajowych parkietów, reżyserzy gry dwóch najlepszych wówczas polskich drużyn – Gwardii Wrocław (Kłos) i Legii Warszawa (Drzyzga).

 

Obaj mieli poprowadzić polską kadrę do sukcesów w kolejnych latach, ale – mimo, że wywalczyli z reprezentacją trzy srebrne medale ME – z różnych przyczyn nie do końca wykorzystali w reprezentacji swój ogromny potencjał. Zabrakło medalu dużej światowej imprezy...

 

Kłos – odkrycie ME 1979 – imponował skutecznym atakiem z drugiej piłki i dobrą grą w bloku. Miał być jedną z gwiazd reprezentacji na igrzyskach 1980, ale do Moskwy nie pojechał z powodu zaburzenia krążenia krwi lewego przedramienia. Nigdy później nie miał okazji zagrać na igrzyskach. Drzyzga znalazł się w reprezentacji na turniej olimpijski, na którym Polacy zajęli czwarte miejsce, przegrywając mecz o brąz z Rumunią.

 

Na MŚ 1982 obaj rozgrywający nieco rozczarowali. Drużyna prowadzona przez trenera Aleksandra Skibę była w gronie kandydatów do medali, skończyło się na 6. miejscu.  Na kolejne igrzyska Polacy nie pojechali, choć wywalczyli awans. Trener Wagner miał drużynę, która mogła wywalczyć w Los Angeles olimpijski medal. Polityczny bojkot sprawił, że biało-czerwoni tę szansę stracili; pozostała rywalizacja w zawodach "Przyjaźń '84" na Kubie, podczas których wywalczyli brąz.

 

Kłos nie należał do ulubieńców Wagnera i podczas jego drugiej kadencji grał niewiele. Drzyzga reprezentacyjną karierę zakończył w wieku zaledwie 27 lat. Nie dogadał się z nowym selekcjonerem Gościniakiem i nie pojechał na mistrzostwa świata 1986, po sezonie w którym był największą gwiazdą polskiej ligi – sięgnął wówczas z Legią po mistrzostwo i Puchar Polski, wygrywając przy okazji rankingi "Przeglądu Sportowego" i "Tempa" na najlepszego siatkarza ekstraklasy. Kłos na tej imprezie zagrał, ale rok później również pożegnał się z reprezentacją.

 

Drugim rozgrywającym na MŚ 1986 był Dariusz Stanicki – filar AZS Częstochowa. O miejsce w kadrze walczyli w tamtych latach również m.in. Andrzej Skorupa z Czarnych Radom, czy Roman Borówko ze Stali Stocznia Szczecin.

 

Reżyserzy w czasach posuchy

 

Po latach sukcesów nadeszły dla polskiej siatkówki gorsze czasy, ale na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych pojawiło się w Polsce kilku utalentowanych rozgrywających.

 

Jednym z nich był bez wątpienia Grzegorz Wagner – syn Huberta Wagnera i Danuty Kordaczuk (brązowej medalistki olimpijskiej z Tokio). Powołanie do reprezentacji otrzymał po raz pierwszy już w wieku dziewiętnastu lat, w 1985 roku, gdy selekcjonerem był jego ojciec. Pech i niełatwy charakter nie pozwoliły mu jednak zrobić wielkiej kariery w biało-czerwonych barwach. W latach dziewięćdziesiątych nie znajdował uznania w oczach trenerów kadry. Pod koniec kariery miał jednak wielką szansę poprowadzić Polaków do medalu mistrzostw świata. W 2002 roku, w wieku 36 lat, powrócił po długiej przerwie do drużyny narodowej. Po kontuzji Pawła Zagumnego, został pierwszym rozgrywającym na MŚ w Argentynie (drugim był Piotr Lipiński). Polacy rozpoczęli turniej rewelacyjnie, ograli m.in. obrońców tytułu – reprezentację Włoch 3:2, ale w drugiej rundzie pechowa porażka z Rosją i zaskakująca z Portugalią przekreśliły szansę na awans do strefy medalowej.

 

W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych na rozegraniu w reprezentacji Polski grali najczęściej Mariusz Szyszko, Andrzej Stelmach i Sławomir Gerymski. Gdy Polacy w 1996 roku, po szesnastu latach rzerwy wrócili na olimpijskie parkiety, trener Wiktor Krebok zabrał do Atlanty trzech rozgrywających. Pierwszym był z reguły Stelmach, drugim Szyszko, a trzecim 19-letni debiutant...

 

Epoka "Gumy"

 

...Paweł Zagumny. Już wówczas uznawany za wielki talent na tej pozycji. Dziś uważa się go nie tylko za jednego z najlepszych rozgrywających w historii polskiej siatkówki, gracza z niezwykłym zmysłem do konstruowania akcji, ale też za wybitną postać tej dyscypliny. Silna osobowość. Małomówny, ale dużo do powiedzenia miał na parkiecie, prezentując kapitalną grę w najważniejszych meczach. Przez lata był opoką reprezentacji, jako jedyny polski siatkarz wystąpił na czterech igrzyskach olimpijskich, jednak tylko raz (Pekin 2008) był pierwszym rozgrywającym.  

 


Piotr Gruszka i Paweł Zagumny na igrzyskach w Atlancie. / fot. PAP.

 

Początki jego przygody z kadrą wcale nie były łatwe, eksperci wypominali mu wahania formy i słabsze elementy w jego siatkarskim repertuarze (zagrywka!). A przede wszystkim prześladował go ogromny pech. Kontuzje i urazy wykluczały go z gry na najważniejszych imprezach: Final Six Ligi Światowej 2001 w Katowicach, MŚ 2002 (pojechał z drużyną do Argentyny, ale kontuzja pleców ostatecznie wykluczyła go z gry na turnieju), ME 2005 (przed turniejem zderzył się podczas meczu z Sebastianem Świderskim i złamał rękę). Na igrzyskach 2004 miał być pierwszym rozgrywającym, ale niewyleczony uraz sprawił, że musiał pogodzić się z rolą rezerwowego i ustąpić miejsca Andrzejowi Stelmachowi...

 

Wszystko zmieniło się od mistrzostw świata 2006, podczas których "Guma" poprowadził reprezentację Polski do srebrnego medalu, zgarniając przy okazji nagrodę dla najlepszego rozgrywającego turnieju. Takich statuetek ma zresztą całą kolekcję: najlepszy rozgrywający Final Six LŚ 2007, najlepszy rozgrywający IO 2008 w Pekinie, wreszcie najlepszy rozgrywający ME 2009, na których Polacy sięgnęli po złoty medal.

 

Paweł Zagumny z nagrodą dla najlepszego rozgrywającego ME 2009. / fot. Cyfrasport
 

Zagumny miał oczywiście konkurentów do roli dyrygenta drużyny narodowej. Na MŚ 1998 grali pół na pół z Andrzejem Stelmachem. Młodszy z braci Stelmachów był cenionym rozgrywającym, do tego dobrze grał w bloku i potrafił zaskoczyć rywali trudną zagrywką. W reprezentacji Polski występował na przestrzeni kilkunastu lat (306 spotkań), ale z przerwami. Jedną z nich spowodował np. konflikt z selekcjonerem Waldemarem Wspaniałym. Jego przygodę z kadrą zakończył incydent na Memoriale Wagnera w 2005 roku. Wraz z Krzysztofem Ignaczakiem i Łukaszem Kadziewiczem zbyt długo zwiedzali Olsztyn, na co trener Raul Lozano zareagował wyrzuceniem ich z reprezentacji.

 

Od 2000 roku w orbicie zainteresowań kolejnych selekcjonerów znajdował się Łukasz Żygadło, ale na szansę dużego grania musiał poczekać kilka lat. Przed mistrzostwami Europy 2005 wydarzyła się sytuacja wręcz niespotykana: wspomniana kontuzja ręki Zagumnego oraz wyrzucenie z kadry Stelmacha sprawiły, że trener Lozano pozostał bez dwóch czołowych rozgrywających. Żygadło dostał szansę i ją wykorzystał, na turnieju finałowym spisał się bardzo dobrze.

 

Rok później wywalczył srebro MŚ, tym razem w roli zmiennika Zagumnego, jednak w kolejnych sezonach jego reprezentacyjna kariera toczyła się krętymi meandrami. Przegrał rywalizację z Pawłem Woickim o miejsce w składzie na igrzyska w Pekinie. W 2009 roku siatkarz Trentino w ogóle nie znalazł się w kadrze, a w lipcu 2010, po konflikcie z trenerem Daniele Castellanim, zrezygnował z gry w reprezentacji! Rok później nowy selekcjoner Andrea Anastasi przywrócił go do drużyny narodowej, czyniąc pierwszym rozgrywającym. To pod batutą Żygadły sięgnęli Polacy m.in. po medale w 2011 roku oraz złoto Ligi Światowej 2012, ale też przeżyli nieudaną przygodę na igrzyskach w Londynie. Ostatni raz w kadrze zagrał podczas Ligi Światowej 2014. Później kilkukrotnie jeszcze głośno mówiono o jego powrocie, choćby w momencie przejęcia kadry przez Ferdinando De Giorgiego.


Rozgrywa Łukasz Żygadło. / fot. Cyfrasport

 

Innym kandydatem do kierowania grą reprezentacji był Paweł Woicki. Błyskotliwy rozgrywający, który niski wzrost (182 cm) nadrabiał sprytem, zwykle jednak przegrywał rywalizację z dwumetrowymi wystawiaczami. W reprezentacji zadebiutował w 2005 roku awaryjnie dowołany na finały ME przez Lozano, który kilka miesięcy wcześniej karnie odesłał go do kadry B. Pojechał też m.in. na igrzyska do Pekinu i "złote" ME do Turcji (2009), ale w obu przypadkach w roli rezerwowego. Szkoda, że nie miał okazji poważnie zaistnieć w kadrze, bo w lidze Woicki uznawany jest wręcz za profesora, a jego klasę docenił również Vital Heynen, włączając go w obecnym sezonie do sztabu trenerskiego reprezentacji.

 

Dwóch do złota

 

Wydawało się, że nieudane igrzyska w 2012 roku zakończą przygodę Zagumnego z reprezentacją. W drużynie Anastasiego był często tylko numerem dwa... Tymczasem nowy selekcjoner Stephane Antiga namówił go w 2014 roku do powrotu. Na rozgrywanych w Polsce mistrzostwach świata doświadczony rozgrywający miał być ważnym ogniwem reprezentacji.

 

Pierwszym rozgrywającym biało-czerwonych był w tamtym sezonie 24-letni Fabian Drzyzga, ale podczas siatkarskiego mundialu obaj panowie świetnie się uzupełniali i ta współpraca – połączenie młodości z doświadczeniem – znacząco przyczyniła się do wywalczenia przez Polaków złotego medalu. Zagumny dał kapitalną zmianę w drugim secie finałowego meczu z Brazylią (3:1) w katowickim Spodku. Uspokoił grę i przerzucił jej ciężar na Mateusza Mikę, który stał się bohaterem i najlepiej punktującym zawodnikiem tego starcia.

 

– Rozgrywający jest jak wino, im starszy, tym lepszy – powiedział słynny "Guma" w jednym z wywiadów. Podczas siatkarskiego mundialu w Polsce blisko 37-letni wirtuoz rozegrania potwierdził prawdziwość tego stwierdzenia.

 

Po turnieju pożegnał się z kadrą. Jego licznik zatrzymał się na 427 występach w koszulce z białym orłem (więcej ma tylko Piotr Gruszka). Wydawało się, że ma godnego następcę. Fabian Drzyzga, syn Wojciecha, po raz pierwszy w szerokiej kadrze znalazł się już w 2009 roku, za czasów Castellaniego, ale kolejny selekcjoner Anastasi niezbyt często na niego stawiał. Znakomity występ na MŚ 2014 sprawił, że widziano w nim rozgrywającego numer 1 reprezentacji na kolejne lata. W trzech poprzednich sezonach nie spełnił jednak oczekiwań kibiców. Nie uniknął krytyki z ich strony, choćby za konflikt z trenerem Antigą. Czy w najbliższym czasie odzyska zaufanie sympatyków reprezentacji? To wciąż zawodnik z ogromnym potencjałem na tej pozycji...

 

Fabian Drzyzga w drodze po złoto MŚ 2014. / fot. Cyfrasport

 

Już czwarty sezon z rzędu rywalem Drzyzgi w walce o pozycję pierwszego rozgrywającego kadry jest Grzegorz Łomacz. W rozegraniu Drzyzgi jest nutka szaleństwa, preferuje on szybszą, bardziej kombinacyjną grę, natomiast Łomacz jest spokojny, bardziej opanowany. Wydaje się, że ten duet wspaniale się uzupełnia. Cóż z tego, skoro od lat czekamy na medalowe sukcesy...

 

Po pierwsze: doświadczenie!

 

Po klęsce na rozgrywanych w Polsce mistrzostwach Europy 2017 powszechnie głoszono idee rewolucyjnych zmian w polskiej kadrze, potrzebę postawienia na zawodników młodych, również na rozegraniu. Nowy selekcjoner Vital Heynen szybko jednak rozwiał wątpliwości.

 

– Nie zastąpicie Zagumnego, który był wspaniałym siatkarzem i miał piękną karierę, zakończoną wielkim triumfem. Ale macie dobrych rozgrywających, którzy są w wieku 28–31 lat – jak Drzyzga i Łomacz. Idealny wiek dla rozgrywającego to 35–37 lat. Wówczas ma kontrolę nad wszystkim. Nie porównujcie ich więc z Zagumnym. A za nimi są też młodsi: Komenda z Katowic, Kozub ze złotego pokolenia. To są moje cztery nazwiska w głowie. Ale rozgrywający potrzebują czasu. Jeśli wcześniej mówiłem, że w kadrze powinni być siatkarze powyżej 30 roku życia, to przede wszystkim powinni to być rozgrywający. Muszę mieć doświadczonych rozgrywających, bo oni dadzą spokój i pewność drużynie – stwierdził tuż po selekcjonerskiej nominacji w rozmowie z Polsatem Sport.

 

W tej sytuacji Drzyzga i Łomacz w obecnym sezonie reprezentacyjnym nadal stanowią duet rozgrywających, a mecze Ligi Narodów i Memoriału Wagnera nie rozstrzygnęły, który z nich będzie numerem jeden na zbliżających się mistrzostwach świata 2018.

 

Do bram reprezentacji dobijają się Marcin Janusz (rocznik 1994), Michał Kędzierski (1994), Marcin Komenda (1996), czy Łukasz Kozub (1997 – rozgrywający złotej drużyny juniorów). Może w przyszłości uda się któremuś z nich zapisać piękną reprezentacyjną kartę, nawiązać do największych z wielkich i poprowadzić drużynę narodową do medalowych sukcesów na wielkich imprezach?

Robert Murawski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze