Liverpool, Chelsea i... Watford z kompletem punktów

Piłka nożna
Liverpool, Chelsea i... Watford z kompletem punktów
Fot. PAP

Postawa piłkarzy Watfordu jest największą niespodzianką początku rozgrywek angielskiej ekstraklasy. W 4. kolejce pokonali na własnym stadionie Tottenham Hotspur 2:1 i są - obok Liverpoolu i Chelsea Londyn - jedną z trzech drużyn z kompletem punktów.

Watford już przed rokiem bardzo dobrze rozpoczął sezon i po czterech kolejkach był czwarty, ale później przyszła długa seria meczów bez zwycięstwa, zmiana trenera i ostatecznie 14. miejsce na finiszu.

Drużyna prowadzona przez hiszpańskiego szkoleniowca Javiego Gracię w bieżących rozgrywkach spisuje się jeszcze lepiej. Po wygranych z ligowymi średniakami, teraz przyszło zwycięstwo nad dużo wyżej notowanymi "Kogutami", które po trzech seriach spotkań także miały w dorobku komplet punktów.

Goście objęli prowadzenie w 53. minucie. "Ukoronowaniem" serii błędów defensorów i bramkarza Watfordu było samobójcze trafienie Francuza Abdoulaye Doucoure'a. Później w roli głównej wystąpił Grek Jose Holebas, którego dwa dośrodkowania ze stałych fragmentów gry przyniosły miejscowym dwa gole po strzałach głową Troya Deeneya i Craiga Cathcarta.

- Po słabej pierwszej połowie, w drugiej zaprezentowaliśmy się dużo lepiej. Gol stracony z Tottenhamem wiele zespołów by załamał, ale nie nas. Pokazaliśmy charakter i cieszymy się z udanego startu. Teraz mamy dwa tygodnie, by przygotować się na Manchester United - skomentował Deeney, kapitan Watfordu.

"Szerszenie" dołączyły tym samym do Liverpolu i Chelsea, które odniosły czwarte wygrane w sezonie. Ta trójka z dorobkiem 12 pkt otwiera tabelę.

Liderem są "The Reds", którzy mają najlepszy bilans bramek (9-1). I choć stracili pierwszego gola w sezonie, to pokonali na wyjeździe Leicester City 2:1.

Do przerwy nic nie wskazywało na kłopoty lidera. Już w 10. minucie czwartego gola w sezonie uzyskał Senegalczyk Sadio Mane, a tuż przed końcem pierwszej połowy na 2:0 podwyższył Brazylijczyk Roberto Firmino.

Nerwowo na ławce rezerwowych i wśród kibiców "The Reds" zrobiło się od 63. minuty, kiedy fatalny błąd popełnił Alisson. Najdroższy bramkarz świata, niepokonany w Premier League przez 332 minuty, przy linii końcowej wdał się w pojedynek z Kelechim Iheanacho, Nigeryjczyk odebrał mu piłkę, zagrał na środek pola karnego i Algierczyk Rachid Ghezzal kopnął do siatki.

- Od jednego podejrzanego bramkarza do drugiego. Liverpool, dobra robota! - skomentował prześmiewczo jeden z internautów, nawiązując do wpadek Lorisa Kariusa (został wypożyczony do Besiktasu Stambuł) w finale ostatniej edycji Champions League.

Ze spokojem przyjął wpadkę bramkarza Juergen Klopp. - Powiedziałem mu, że skoro wygraliśmy to nie ma problemu. A tak poważnie, to powinien wybić piłkę od razu, a nie ją przyjmować - powiedział niemiecki trener.

Poprzedniego gola w rozgrywkach klubowych Brazylijczyk, za którego Liverpool latem zapłacił 62,5 mln euro, puścił jeszcze w barwach Romy w półfinale Ligi Mistrzów, kiedy rywalem włoskiego zespołu był... obecny pracodawca.

Chelsea w Londynie pokonała AFC Bournemouth 2:0. Miejscowi, choć mieli przewagę, długo nie potrafili znaleźć sposobu na bośniackiego bramkarza rywali Asmira Begovica, który przed rokiem opuścił... Stamford Bridge, gdzie był głównie rezerwowym. Dopiero w 72. minucie precyzyjnym strzałem z linii pola karnego pokonał go Hiszpan Pedro, a w 85. minucie wynik spotkania ustalił Belg Eden Hazard.

- Wierzyliśmy, że w końcu strzelimy bramkę. Kiedy gra się tak, jak my, trzeba być cierpliwym. W pierwszej połowie byliśmy zbyt wolni, ale potem dużo szybciej operowaliśmy piłką. Czuję pewność siebie, mamy nowego trenera i wielu dobrych piłkarzy. Cieszę się grą - zaznaczył Hazard.

Na czwarte miejsce, dzięki zwycięstwu nad Newcastle United 2:1, awansowali broniący tytułu piłkarze Manchesteru City. Wygrana jednak nie przyszła im łatwo. Objęli prowadzenie po efektownym strzale Raheema Sterlinga w ósmej minucie. Jednak kwadrans przed przerwą wyrównał DeAndre Yedlin. O sukcesie gospodarzy zdecydowała bramka Kyle'a Walkera w 52. minucie.

Niespodzianką był brak w meczowej kadrze Niemca Leroya Sane. Według angielskich mediów, podpadł on mocno trenerowi Josepowi Guardioli, który na konferencji prasowej nie chciał rozwijać tematu.

- Leroy był ważnym ogniwem zespołu w poprzednim sezonie i... mam nadzieję, że w tym też tak jeszcze będzie - wspomniał tylko Hiszpan.

Bliski zdobycia pierwszego punktu w tym sezonie był West Ham United. Przez niemal cały mecz u siebie z Wolverhampton Wanderers był bezbramkowy remis. Jednak w trzeciej minucie doliczonego czasu gry pochodzący z Mali Adama Traore strzałem przy bliższym słupku pokonał bramkarza reprezentacji Polski Łukasza Fabiańskiego. Po czwartej porażce w sezonie West Ham wciąż zamyka tabelę.

- To nie jest zły początek sezonu. To jest bardzo zły początek sezonu. Przegraliśmy u siebie mecz, którego nie mieliśmy prawa przegrać. To musi martwić - ocenił chilijski szkoleniowiec "Młotów" Manuel Pellegrini.

Z drugich zwycięstw w sezonie cieszyły się natomiast uznane firmy, jak Arsenal Londyn (na wyjeździe z Cardiff 3:2) i Manchester United (2:0 z Burnley na jego boisku). Oba gole dla "Czerwonych Diabłów" zdobył Belg Romelu Lukaku, a przy lepszej skuteczności mógł skompletować hat-trick. Poza tym Francuz Paul Pogba zmarnował rzut karny, a Marcus Rashford 10 minut po wejściu na boisko został ukarany czerwoną kartką.

- Wreszcie zagraliśmy dobry mecz, zarówno jako zespół, jak i każdy z moich graczy indywidualnie. Fundamentem była jednak postawa obrońców - powiedział tuż po końcowym gwizdku trener gości Jose Mourinho.

JW, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze