Rozstawiona z "trójką" Stephens przed wtorkowym spotkaniem ostrzegała, że będzie to trudny pojedynek i miała rację. Toczyło się ono w upale, który wyraźnie dawał się we znaki reprezentantce gospodarzy. Kilkakrotnie kucała, gdy łapały ją skurcze.

 

W drugim secie Amerykanka przegrywała już 1:4, ale w tej trudnej sytuacji zabrała się za odrabianie strat. Zmniejszyła prowadzenie rywalki do 4:3, a w ósmym gemie prowadziła 40:15. Występująca z "19" Łotyszka jednak wykorzystała w nim drugą szansę na przełamanie, a w kolejnym trzeciego meczbola.

 

Zawodniczki te zmierzyły się łącznie cztery razy. Bilans jest remisowy.

 

25-letnia Stephens rok temu w ćwierćfinale US Open wygrała z Sevastovą 6:3, 3:6, 7:6 (7-4), a kilka dni później sięgnęła po tytuł. To jej jedyny wielkoszlemowy triumf. W tegorocznym French Open dotarła do finału.

 

Amerykanka była najwyżej notowaną singlistką pozostałą w stawce. Teraz jest nią rozstawiona z "ósemką" Karolina Pliskova. Czeszka w nocy czasu polskiego zmierzy się z Amerykanką Sereną Williams (17.).

 

Jedna z tych dwóch tenisistek będzie półfinałową rywalką Łotyszki. Sevastova nigdy wcześniej nie dotarła do tego etapu Wielkiego Szlema. Najlepiej szło jej właśnie w US Open - w dwóch poprzednich edycjach zatrzymała się na czołowej "ósemce".

 

28-letnia tenisistka jest też pierwszą Łotyszką, która awansowała do półfinału nowojorskiej imprezy. Dobrą formę potwierdziła już w poprzednim spotkaniu na obiektach Flushing Meadows, gdy odprawiła Ukrainkę Jelinę Switolinę (7.) 6:3, 1:6, 6:0.