Lorek: Dudek jak Biaggi

Żużel
Lorek: Dudek jak Biaggi
fot. PAP

Indywidualny wicemistrz świata na żużlu – Patryk Dudek, mógł do woli podziwiać szatę naciekową groty Postojna i nie musiał pędzić na ligowy mecz do Polski. Polak ścigał się w słoweńskim Krsko niczym wytrawny spec od analizy i awansował na piąte miejsce w klasyfikacji Grand Prix.

Słowenia to kraj o wysokiej kulturze, naród kochający wiersze France Preserena, architekturę Joże Plećnika i sport. Słoweńcy zachwycają zdolnościami lingwistycznymi, cenią ciszę przyrody, ale raz do roku nieopodal granicy z Chorwacją lubią pluskać się w morzu metanolu. Stadion Matije Gubca to zwierciadło, w którym widać klasyczną duszę Słoweńców. Bez wyszukanych ozdóbek, blisko natury, źródeł termalnych i zamku Mokrice, na którym przed laty pielęgnował golfową pasję Hans Nielsen. Niestety, człowiek, który z reguły odbierał duńskiego profesora z lotniska Zraćna Luka w Zagrzebiu – były jugosłowiański żużlowiec w służbie Sparty Wrocław, Kreso Omerzel już nie żyje. Poczciwy jegomość przegrał walkę z rakiem. Ścigał się na żużlu w stolicy Dolnego Śląska, kiedy w Polsce szalał komunizm, a gdy granice się otworzyły i ludzkość w tej części Europy zaczęła oddychać wolnością, Kreso zaszył się nad rzeczką w Krsko i wiódł spokojny żywot. Z entuzjazmem w oczach przychodził na treningi przed GP Słowenii, przywoził gości na turniej o Puchar Triglavu (najwyższego szczytu Słowenii) i cieszył się, że już nie musi włóczyć się po Europie z motocyklem na przyczepie. Gdyby Kreso obejrzał sobotnią rundę GP z trybun, poczułby się zniesmaczony, gdyż na torze działo się niewiele. I pewnikiem, nawet gdyby mógł ścigać się Matej Zagar zwany Mister Hollywood, to i tak widowisko nie urosłoby do miana wykwintnego spektaklu…

 

Doyle odrabia straty

 

Matej Zagar, siedemnastokrotny indywidualny mistrz Słowenii, z bólem serca powziął decyzję, że nie wystartuje w Krsko. Dla Mateja urodzonego w mieście nawiedzanym przez trzęsienia ziemi – Ljubljanie, był to arcytrudny moment, bo wciąż rywalizuje o miejsce w gronie ośmiu najlepszych żużlowców na świecie. Zagar tak mężnie walczył 2 września na torze w Częstochowie, że nie zamierzał podarować choćby skrawka wolnej przestrzeni Szymonowi Woźniakowi. Zahaczył o tylne koło motocykla Polaka i solidnie się poobijał. Choć Matej to wojownik z krwi i kości, przegrał z bólem i nie wystartował w Krsko. Zagar wygrał 5 turniejów GP (Tampere, Warszawa, Gorzów Wielkopolski, Teterow, Sztokholm), ale przenigdy nie triumfował na ojczystej ziemi. Będzie musiał poczekać na zwycięstwo w Krsko przynajmniej jeden rok… O ile oczywiście Matej zagości w przyszłorocznym cyklu GP, bo absencja w Krsko sporo go kosztowała. Wciąż urzędujący mistrz świata – Australijczyk Jason Doyle zdobył w GP Słowenii aż 17 punktów i przefrunął nad Zagarem w klasyfikacji mistrzostw świata niczym nad hopą na torze Loket. Doyle zdystansował Zagara o 9 punktów, co w perspektywie dwóch rund GP kończących sezon wydaje się solidną zaliczką w bitwie o paszport do przyszłorocznych występów w elitarnym gronie.


Jason przyznał jeszcze przed GP Słowenii, że zawinił czynnik ludzki. Po zdobyciu upragnionego tytułu mistrzowskiego, Doyley nabył furmankę sprzętu. Rozumował logicznie, bo większy budżet skłaniał profesjonalistę do obfitych zakupów. Z czasem warsztat Australijczyka zaczął pęcznieć od silników. Szkopuł w tym, że żużel jest tak osobliwym sportem, że czasami warto myśleć w stylu retro. Trochę jak w bajce „Tomek i Przyjaciele”, gdzie zawiadowca stacji kolejowej zakupił głośniki najnowszej generacji w nadziei, że pasażerowie polubią nieskazitelny dźwięk. Nowe głośniki wydawały z siebie bełkot, więc zawiadowca, zły na siebie, że zawierzył nowym rozwiązaniom, sięgnął po stare głośniki wyrzucone na śmietnik. I starocie grały jak marzenie…


Doyley pogubił się w oceanie nowiuteńkich jednostek napędowych. Zareagował właściwie i… przegrał, bo speedway nie kocha urzędniczych rozwiązań. Tu w cenie jest obłąkańcze szaleństwo. Chris Harris przed laty sięgnął po silnik należący do kolegi z drugiej ligi angielskiej. Jednostka napędowa liczyła sobie 11 lat, a dzięki niej „Bomber” stanął na podium w Gorican w 2010 roku.


Ot i zrozum waszmość specyfikę tego uroczego sportu pod szyldem speedway. Doyley wiedział, że jeżeli nie błyśnie w Krsko, wówczas stała dzika karta na sezon 2019 stanie pod znakiem zapytania, więc pomimo kamieni przemieszanych z piaskiem, znalazł ustawienia dla swoich motocykli. Dave Haynes, Johno Birks i Mark Seabright pracowali jak mróweczki w Krsko i Doyley zdobył najwięcej punktów spośród wszystkich uczestników GP, bo aż 17. Znakomity występ przesunął Jasona na ósme miejsce w klasyfikacji przejściowej. Australijczyk wciąż czeka na pierwsze turniejowe zwycięstwo w tym sezonie. Mechanicy Jasona tak kochają speedway, że w drodze powrotnej ze Słowenii do bazy mieszczącej się pod Toruniem, zatrzymali się w Rybniku, aby obejrzeć półfinał Nice I ligi i wysondować rynek… Marian Maślanka chętnie zobaczyłby Jasona w barwach rekinów… A w Krsko, gdzie Doyley otarł się o wygraną, na drodze do zwycięstwa stanął mu miłośnik talentu Maxa Biaggi, dwukrotnego mistrza świata w superbikes…

 

Spokój Duzersa

 

Patryk Dudek lubi uciec z dala od zgiełku cywilizacji. Zaszyć się na australijskiej plaży albo usiąść wygodnie w małej czeskiej restauracji, w której podadzą znakomity smażeny syr, hranolky (frytki) i tatarską omaćkę… Jak on jeszcze znajduje czas, aby pomóc rodzicom młodych adeptów na gdańskim mini torze…? W natłoku zajęć Duzers potrafi wycisnąć sok czytając książkę i oglądając pradawne wyścigi Vale Rossiego z Maxem Biaggim. Patryk skrupulatnie zbierał punkty jak pszczółka nektar. W Gorzowie Wielkopolskim otarł się o zwycięstwo. Nazajutrz ocalił Gród Bachusa zsyłając tarnowskie jaskółki do piekieł. Po GP Słowenii, rywale Dudka musieli w te pędy albo gnać do oddalonego o 60 kilometrów Zagrzebia, zarywać noc i o brzasku wsiadać do samolotu, aby zdążyć na półfinały play-off w PGE ekstralidze albo wracać „na kołach”, czyli wybierając tradycyjną żużlową tułaczkę. Syn Honoraty i Sławomira nie musiał nigdzie się spieszyć, gdyż jego zielonogórskie Zgrzeblarki wystartują w barażowym meczu o utrzymanie się w ekstralidze dopiero 30 września. Multum czasu, spokój w głowie i odrobina namysłu, aby znaleźć receptę na tor idealny dla kłusaków.


Duzers przełamał się jesienią ubiegłego roku, gdy rozdziewiczył bank z GP na toruńskiej MotoArenie. Wydaje się, że Patryk trafił ze sprzętem w końcówce sezonu i może jeszcze sporo ugrać, bo od brązowego medalu dzieli go zaledwie 5 oczek. 84 punkty w dorobku Patryka, a przed nim Maciej Janowski i Fredrik Lindgren wiszący na tejże samej skalnej półce na poziomie 89 oczek… Magic miał pecha, bo w drugim wyścigu Aztorin GP Słowenii, będąc na prowadzeniu, musiał przełknąć gorycz pękającego łańcucha. Craig Cook też ucierpiał na duszy, gdyż w siódmym wyścigu nic nie wskazywało na to, że Brytyjczyk nie dowiezie 3 punktów. Cookie swobodnie wiózł za plecami plejadę gwiazd światowego formatu: Doyle’a, Zmarzlika i Pedersena, gdy nagle dopadł go pech a la Magic Janowski… Wielka szkoda, bo owe 3 punkty dałyby Craigowi awans do półfinałów.


Craig pokazał jednak lwi pazur w dwudziestym wyścigu i udowodnił, że wśród Brytyjczyków nie ma mowy o ustawianiu biegów. Woffinden potrzebował owego punktu jak kania dżdżu, ale Cookie zatrzasnął bramy do skarbca tuż przed nosem Taia. Woffy zawadził jeszcze hakiem o bandę, co prawda nie tak groźnie jak w 2003 roku Lukas Dryml, ale Craig nie odpuścił i pokonał rodaka w ostatnim wyścigu fazy zasadniczej. Gdyby nie tak kapitalna, sportowa postawa Cooka, Woffinden miałby 10 oczek zapasu nad Bartoszem Zmarzlikiem.


Duzers zaciera ręce, bo nie zamierza przyglądać się walce o prymat na świecie, a w tej części sezonu wydaje się być najlepiej przygotowanym mentalnie i sprzętowo zawodnikiem. Patryk niczego nie musi, a posiada ogromny komfort psychiczny w obliczu dwóch ostatnich rund Speedway GP. A zatem drżyjcie rywale, 26-latek, który na motorze czuje się równie swobodnie jak wówczas, gdy wymachuje na scenie mikrofonem udając Roberta Planta, nadciąga niczym „Black dog” – kultowy numer formacji Led Zeppelin…

 

Nacjonaliści górą

 

Woffy skorzystał na słabnącym wzroku sędziego Craiga Ackroyda w Malilli i zapisał na swoim koncie 3 punkty, choć przekroczył dwoma kołami krawężnik. Tai, który w Pradze zasugerował, że Fredrik Lindgren nie został wykluczony w finale GP Czech, bo zawody sędziował jego rodak Krister Gardell, tym razem milczał. W Krsko zapadła głucha cisza, gdy polski sędzia Artur Kuśmierz wyrównał rachunki za Malillę. W szesnastym wyścigu częstochowianin wykluczył Taia za brak gotowości startowej, choć tak naprawdę nie tylko Woffy droczył się z taśmą… Pikanterii wykluczeniu, na które zdecydował się skądinąd bardzo dobry sędzia dodaje fakt, że rywalami Woffindena w tym wyścigu byli: Greg Hancock (wciąż walczy o medal), Maciej Janowski (będący blisko pierwszego w karierze medalu GP) i największy konkurent Taia do mistrzowskiej korony: Bartosz Zmarzlik. Neurochirurgiczna precyzja polskiego sędziego może zachwycać, ale choćby nie wiem jak dobrą reputację posiadał Artur, nie uniknie podejrzeń o sprzyjanie Bartoszowi w walce o złoty medal.


Współczesny speedway w wymiarze Grand Prix uwikłał się w nacjonalistyczne wojenki. Polacy od lat sieją spiskowe teorie: w epoce komunizmu nasi żużlowcy nie mieli szans, bo czechosłowacka Jawa szykowała lepsze egzemplarze sprzętu Ivanowi Maugerowi zamiast zatroszczyć się o Antoniego Worynę… Paradoksalnie, wówczas Polacy sięgali po medale (Jerzy Szczakiel, Zenon Plech, Edward Jancarz, Andrzej Wyglenda, Antoni Woryna). A dziś, kiedy brytyjscy żużlowcy a la Steve Worrall, zazdroszczą, że Polacy dysponują najlżejszymi ramami i super szybkimi silnikami, bo mają pieniądze, a Wyspiarze mniej dukatów w sakiewce, podział medali nie ulega drastycznej zmianie. Mają pieniądze nasi chłopcy, mają dostęp do tunerów i technologii, a mistrzami świata są Amerykanie, Australijczycy, Brytyjczycy, Duńczycy, Szwedzi. W czym tkwi tajemnicza niemoc…? Tego nie pojmują najwięksi spece. Wizyta u wróża niewiele wniesie do tematu, ale zamiast szukać logicznego wytłumaczenia, Speedway GP staje się idealnym poletkiem bitewnym, aby zasiać ferment. Freddie Lindgren otrzymuje „pomoc” od Gardella, Tai Woffinden jest wspierany przez Ackroyda, a Bartosz Zmarzlik, choć jest bardzo utalentowany, nie może obejść się bez pomocy polskiego sędziego… Chorobliwe dziwactwa i zwariowane teorie, które odbierają koneserom przyjemność ze smakowania żużla. Jak to dobrze, że w gronie sędziów GP nie ma Słowaka, bo już padłyby oskarżenia, że Martin Vaculik wygrał w Gorzowie Wielkopolskim dzięki wstawiennictwu sędziego, który na co dzień prowadzi turystów na Gerlachovsky stit, więc skoro rzadko sędziuje, a częściej spogląda na kozice, to musi być kiepskim arbitrem.


Wypijmy kubek melisy… Nicka Heidfelda nie wspierali żołnierze Wehrmachtu ani szefowie Abwehry, gdy ścigał się w BMW Sauber z Robertem Kubicą. Sam Ermolenko nie dzwonił do biura Pentagonu i nie zawiązywał spisku przeciwko Tomaszowi Gollobowi przy Waterden Road na Hackney w 1995 roku. Monster Energy nie ma na celu unicestwić polskiego żużla. Nie czyńmy z siebie sierot, które wyczekują ciepłego matczynego spojrzenia, tylko zamykajmy oczy i puszczajmy sprzęgło jak mawia Patryk Dudek. Wówczas istnieje nadzieja, że obudzimy się bladym świtem i ze smakiem skonsumujemy przepyszne słoweńskie żlikrofi zamiast doszukiwać się bezeceństw u możnych tego świata… 

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze