Lepszych mistrzostw świata siatkarzy od tych zorganizowanych w 2014 roku w naszym kraju nigdy nie było i wszystko wskazuje na to, że nigdy nie będzie. Chyba, że znowu to my będziemy organizować turniej.

 

Mundial 2014 to była perełka. Całość rozpoczęła ceremonia losowania w Sali Kongresowej. To był styczeń. I mimo, iż nie znaliśmy wówczas jeszcze wszystkich uczestników turnieju finałowego, to zasady jego rozgrywania już wtedy były wszystkim znane.

 

Wreszcie nadszedł dzień 30 sierpnia 2014 roku, który przeszedł do historii światowej siatkówki. Mecz otwarcia turnieju Polska - Serbia rozegrany został na Stadionie Narodowym w obecności ponad 62 tysięcy kibiców. Poprzedziła go efektowna i przeprowadzona z rozmachem godzinna ceremonia otwarcia. Później, każdego dnia, aż do finału w Katowicach, cały mechanizm organizacyjno-realizacyjny pracował jak szwajcarski zegarek. O realizacji telewizyjnej każdego meczu nawet nie wspominam, bo na całym świecie ekipa Polsatu stawiana jest za wzór. Jedyną wpadką, za którą wtedy się wstydziliśmy, a dziś patrząc na inaugurację tegorocznego mundialu już tylko się uśmiechamy, był brak trzech pokoi dla Brazylijczyków, którzy przyjechali do Łodzi na trzecią fazę turnieju z Katowic. Tutaj, żeby było weselej, sprawa rozbiła się raptem o... 30 minut. Po prostu ekipa sprzątająca pokoje zwyczajnie o pół godziny nie wyrobiła się w czasie. Zdarza się, prawda?

 

Tegoroczny mundial rozpoczął się niestety od kilku poważnych wtop.

 

Sprawa ze zmianą regulaminu kilka dni przed startem turnieju jest wszystkim znana, nie ma już nawet co do niej wracać, bo to nic nie zmieni, choć w komentarzach kibiców na portalach społecznościowych nie brakuje opinii, żeby jednak zaczekać do końca, bo... nigdy nic nie wiadomo.

 

Zorganizowanie dwóch meczów otwarcia jest jeszcze do przyjęcia, bo mistrzostwa współorganizują dwie federacje, i to jeszcze da się jakoś obronić, ale po co na siłę dorabiać jakąś sztuczną ideologię, że chodzi o to, aby obydwa kraje, które organizują turniej potraktować tak samo. Finał rozegra się przecież w jednym meczu. No ale dobrze. Były dwa mecze otwarcia, tylko dlaczego godzinę ich rozpoczęcia wyznaczono o tej samej porze? W niedzielę, w dzień wolny od pracy.

 

Ktoś, kto układał terminarz turnieju też nie popisał się zbyt dużą wyobraźnią. Po inauguracji imprezy uczestnikom turnieju zafundowano dwa dni przerwy. W środę zaś rozegranych zostanie aż... dziesięć meczów.

 

Nie wiadomo jak odnieść się do sytuacji z meczu Bułgaria - Finlandia, kiedy sędziowie zapomnieli odgwizdać przerwy technicznej i zrobili to dopiero przy wyniku... 8:8.

 

Swoją pierwszą przygodę mają za sobą też nasi reprezentanci, którzy po treningu w siłowni musieli wracać do hotelu taksówkami, bo organizator zapomniał o podstawieniu autobusu. Bez komentarza.

 

Niestety, nie popisali się też realizatorzy transmisji telewizyjnej meczu z Foro Italico. Mając na uwadze świadomość, że jest to praca na żywym organizmie i że pracują przy niej tylko ludzie, to jednak zaprezentowanie składów podczas odgrywania hymnów wyszło naprawdę słabo.

 

Trochę się tego wszystkiego uzbierało jak na trzy dni turnieju. Trochę za dużo. Dla nas siatkarski mundial 2018 rozpoczyna się w środę. Włosi wielokrotnie podkreślali, że u nich na mistrzostwach będzie tak samo jak w Polsce cztery lata temu. Dziś wiemy już, że organizacyjnie na pewno tak nie będzie. Ale jest jeszcze aspekt sportowy, który może się powtórzyć. I tu pewnie nikt nie ma nic przeciwko, aby tak było.