Do polskiej ekstraklasy trafia wielu piłkarzy z Bałkanów. Ale pan wybrał odwrotny kierunek. Dlaczego latem zdecydował się pan na transfer do Dinama Zagrzeb?

Damian Kądzior: Po sezonie spędzonym w Górniku Zabrze pojawiło się kilka ofert. Wybrałem Dinamo, bo uznałem, że to krok do przodu w mojej karierze. Dzięki temu transferowi mam szansę na grę w europejskich pucharach. Dinamo jest na wyższym poziomie organizacyjnym niż polskie kluby. Prezentuje też wyższy poziom sportowy. Ten klub promuje zawodników i sprzedaje ich za imponujące kwoty. Nie ma też co ukrywać, że Dinamo złożyło mi bardzo atrakcyjną propozycję pod względem finansowym.

Jaki wpływ na decyzję miała osoba trenera Nenada Bjelicy, który niedawno prowadził Lecha Poznań?

Wcześniej nie pracowaliśmy razem, ale trener Bjelica znał mnie z polskiej ekstraklasy i widział dla mnie miejsce w swoim zespole. Dlatego zdecydowałem się na ten transfer. Poza tym Chorwaci są bardzo przyjaznymi ludźmi. Od początku czułem się jak w Polsce i nie miałem żadnego problemu z aklimatyzacją.

Czym charakteryzuje się liga chorwacka?

Dinamo ma godnych rywali, bo do końca poprzedniego sezonu walczyło o tytuł z HNK Rijeka. Rok wcześniej właśnie zespół z Rijeki zdobył mistrzostwo kraju, co dla Dinama było tragedią. Ten klub co roku musi zdobywać tytuł i regularnie grać w europejskich pucharach. W lidze chorwackiej gra się bardzo technicznie. Jest w niej bardzo dużo kreatywnych piłkarzy. Mniej jest typowo fizycznej walki jak w polskiej ekstraklasie. Oprócz HNK Rijeka silne są Osijek i Hajduk Split, z którymi już w tym sezonie graliśmy. Te zespoły regularnie występują w fazie grupowej Ligi Europejskiej.

Liga chorwacka jest silniejsza od polskiej?

Ciężko mi to ocenić, bo w polskiej ekstraklasie grałem tylko rok. Wcześniej miałem „poligon doświadczalny” w pierwszej lidze, w której też gra się bardzo fizycznie. Wydaje mi się, że najlepsze chorwackie zespoły są lepsze od czołowych polskich. Świadczy o tym fakt, że Dinamo zagra w fazie grupowej Ligi Europejskiej, a żaden polski zespół nie wystąpi w tych rozgrywkach w tym sezonie. W czerwcu mój poprzedni klub Górnik Zabrze zagrał towarzysko z Hajdukiem Split i przegrał 0:4.

Począwszy od występów w czwartej lidze (w rezerwach Jagiellonii Białystok) wspina się pan po szczeblach kariery piłkarskiej...

Tak toczy się moja przygoda z piłką, że cały czas robię małe kroki do przodu i z każdym rokiem gram w wyższej lidze. Spełniam swoje marzenia grając w zagranicznej lidze. Ważne też jest, że nie było dużego przeskoku jeśli chodzi o poziom rozgrywek, bo gram w zespole i odgrywam w nim coraz ważniejszą rolę. W trzech z pięciu meczów ligowych, w których zagrałem, zostałem wybrany najlepszym zawodnikiem. Nie miałem problemów z aklimatyzacją i szybko uczę się języka chorwackiego. Jednocześnie zdaję sobie sprawę ile pracy przede mną, aby zbudować swoją pozycję z Dinamie, bo jest duża rywalizacja.

Zaczął się pan niecierpliwić, że wciąż nie zadebiutował w reprezentacji Polski, mimo że jest pan powołany do drużyny narodowej po raz czwarty?

Jestem cierpliwy i uważam, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas. Jeśli dostanę szansę, to spełnię swoje kolejne marzenie. Byłem powoływany przez trenera Adama Nawałkę i nowy selekcjoner Jerzy Brzęczek też coś we mnie widzi. Na pewno pamięta mnie z ligowych boisk i wie jaki mam potencjał. Po debiucie w reprezentacji wyznaczę sobie kolejny cel.

Wciąż wraca się do nieudanych dla reprezentacji Polski mistrzostw świata w Rosji. Jak zniósł pan informację, kiedy dowiedział się, że nie poleci na mundial?

Spokojnie do tego podszedłem. Byłem w szerokiej kadrze, ale zdawałem sobie sprawę, że selekcjoner będzie chciał postawić na bardziej doświadczonych i sprawdzonych zawodników. Oczywiście moim marzeniem był wyjazd na mundial. Z drugiej strony być może dobrze, że tak się stało, bo nie jestem pewien, czy wówczas mógłbym trenować na sto procent. Po sezonie okazało się, że przez około trzy tygodnie grałem ze złamaną kością strzałkową. To był wynik zmęczenia. Ten uraz przedłużył moje wejście do Dinama, bo kiedy przyjechałem do Zagrzebia okazało się, że noga nie jest zupełnie zdrowa. Musiałem odpocząć i z zespołem zacząłem trenować dopiero od drugiej kolejki ligowej.

Pod jakim względem rozwinął się pan od czasu pierwszego powołania?

Moja kariera świadczy o tym, że przede wszystkim się nie zatrzymałem. Jeśli bym się nie rozwijał, to bym się cofał. Po pierwszym powołaniu nie spocząłem na laurach i nie pomyślałem, że jestem „panem piłkarzem” i wszystko mi się należy. Ciężko pracowałem, aby spełniać kolejne cele i marzenia. Nie lubię siebie oceniać, ale na pewno od każdego trenera mogę się wiele nauczyć.

Jakie różnice zauważył pan pomiędzy obecnym selekcjonerem, a poprzednim?

Minęło zbyt mało czasu, aby o tym mówić. Rzuca się w oczy, że trener Brzęczek wymaga od nas, abyśmy rozgrywali piłkę już od bramkarza. Mam nadzieję, że wieczorny mecz z Irlandią pokaże, że robimy postęp w tym kierunku, bo z każdym kolejnym treningiem wygląda to lepiej.

Trener Brzęczek mówił, że w spotkaniu z Irlandią we Wrocławiu chce zobaczyć jak reprezentacja będzie się prezentowała w ataku pozycyjnym, co zawsze było słabością polskich drużyn.

Kiedy grałem w Wigrach Suwałki, trenerem był Dominik Nowak, który tego właśnie wymagał od nas. Pod jego wodzą teraz gra w ten sposób Miedź Legnica. W takiej grze czułem się najlepiej, bo w Wigrach rozegrałem swój najlepszy sezon w życiu. Kiedy odszedłem do Górnika Zabrza przyswoiłem sobie grę z kontrataków, bo trener Marcin Brosz duży nacisk kładł na defensywę. Teraz w Dinamie Zagrzeb w meczach ligowych musimy burzyć mur obronny rywali w ataku pozycyjnym i nie jest mi to obce. Dobrze sobie radzę w obu systemach gry. Wierzę, że zburzymy mur irlandzki.

Preferuje pan techniczny styl, ale jak radzi sobie pan w starciach fizycznych jakich nie zabraknie w meczu z Irlandią?

Na pewno czeka nas ciężki mecz. Nieprzyjemnie gra się z takimi zespołami, bo najpierw trzeba walczyć fizycznie, a dopiero potem można pokazać swoje umiejętności. Kiedy mijaliśmy się z irlandzkimi piłkarzami, to widać było, że to potężni faceci. Wszyscy silni i wielcy. Pod kątem fizycznym będzie to dużo cięższy mecz niż z Włochami.