Marcin Lepa: Czy masz cierpliwość, kiedy spada na ciebie deszcz przekleństw, krzyków trenera?

Paweł Zatorski: Tak, jak widać mam cierpliwość, bo ciągle tutaj jestem. Tak naprawdę każdy z nas musi być na to gotowy, chociaż mamy swój limit wytrzymałości, co w moim przypadku można było zobaczyć na Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. W pewnym momencie miałem dość, gdyż zdawałem sobie sprawę, że mi się nie należy i to mnie wyprowadziło z równowagi, aczkolwiek wyjaśniliśmy sobie wszystko z trenerem. Odbyliśmy indywidualne spotkania z Vitalem, powiedzieliśmy co o tym wszystkim myślimy, aby udało nam się do siebie dotrzeć, dzięki czemu nasza współpraca zaczęła się lepiej układać. Później w Spale udało mi się usłyszeć od trenera kilka komplementów, także poczułem się już dobrze.

Jakbyś porównał kompletnie innych trenerów: Stephana Antigę, Ferdinando De Giorgiego oraz Vitala Heynena?

Doceniam każdego trenera i staram się jak najwięcej wyciągnąć od każdego z nich. Cieszę się, że w tej chwili trafiłem na Vitala, bo dawno nie miałem trenera, który tak dobrze znał się na technicznej stronie siatkówki. Oczywiście, nie ujmuje nic ani Stefanowi, bo dla mnie był i jest wielkim maestro zarówno w przyjęciu, obronie jak i na całej siatce, De Giorgi też ma ogromną wiedzę techniczną, ale to Heynen zwrócił mi uwagę i pokazał mi co chce, abym zmienił i to przyniosło efekty, mimo iż początkowo się na to nie zgadzałem, lecz wiedziałem ze warto poczekać, bo czuję teraz znaczną poprawę.

Drogie taksówki w Bułgarii?

Nie płaciłem. Bieniu dzisiaj płacił (śmiech).

Kto zacznie mecz z Kubą?

Myślę, że my widzimy po treningach jak trener nas ustawia, ale to on podejmuje ostateczną decyzję i ogłasza skład. Nie będę robił tego ani ja, ani Damian. Także czekamy na ogłoszenie, a wiemy, że w jego przypadku wszystko może się dynamicznie zmienić i ta decyzja może być podjęta ostatniego dnia, na inną niż wyglądało to wcześniej.