Adam Sławiński: Mocno pan odetchnął po meczu z Finlandią?


Czesław Michniewicz:
Jesteśmy przede wszystkim bardzo zawiedzeni tym, co się stało w Lubinie. Doskonale wiedzieliśmy przed meczem, że spotkanie z Wyspami Owczymi będzie bardzo ważne dla układu tabeli. Nigdy nie myśleliśmy, że to samo się wygra. Nie zlekceważyliśmy przeciwnika. Byliśmy bardzo skupieni, ale czasami tak jest, że oddaje się 30 strzałów, masz 14 rzutów rożnych, a nie strzelasz bramki z gry, tylko z karnego. Naszym problemem była nieskuteczność i dlatego tego meczu nie wygraliśmy. To żadne tłumaczenie, ale jeśli nie możesz strzelić, to tworzy się taka nerwowa atmosfera. To była główna przyczyna tego remisu. Zwyciężaliśmy w takich spotkaniach, w których nie brylowaliśmy, byliśmy słabsi w statystykach, a zdobywaliśmy trzy punkty.


Jednym z takich meczów był ten ostatni z Finlandią...


Początek był dla nas udany, bo mieliśmy więcej sytuacji. Później ten mecz się wyrównał. Finowie doszli do głosu, czego się spodziewaliśmy. Mieliśmy znów dużo, bo aż 10 rzutów rożnych, ale tym razem udało się nam dwa zamienić na bramki. Jednak znowu strzelamy po stałych fragmentach, a nie z gry. Kolejny raz zabrakło skuteczności, bo mieliśmy swoje sytuacje. To się powtarza i nad tym musimy się skupić przed kolejnymi spotkaniami.


Z czego wynikało to, że Finowie wyglądali lepiej w środku pola? Podobnie było w pierwszym meczu.


Tego się spodziewaliśmy. Mają dwóch bardzo dobrych piłkarzy Sebastiana Dahlströma i Kaana Kairinena. Grają ze sobą już bardzo długo, dobrze współpracują, mają boiskową inteligencję. To potwierdzili. U nas jest trochę większa rotacja na tych pozycjach. Dwóch kluczowych zawodników ze środka pola wypadło nam z powodu kontuzji - Patryk Dziczek i Szymon Żurkowski. To dla nas bardzo duże osłabienie i ich brak był widoczny. Jakub Łabojko debiutował i poradził sobie bardzo dobrze. Nieźle wyglądał też Jakub Piotrowski. Do tego Filip Jagiełło. W takim ustawieniu w środku zagraliśmy pierwszy raz, a Finowie na osiem meczów grali w tym samym zestawieniu.


Zgodzi się pan, że to nie były najlepsze mecze Dawida Kownackiego?


To widać, że Dawid jeszcze nie rozpoczął sezonu. Na trzy mecze Sampdorii jeden odwołano, w drugim zagrał 15 minut, a w trzecim wcale. Brakuje mu ogrania. Wcześniej przyjeżdżał, kiedy grał częściej, zdobywał bramki, nawet na San Siro. Teraz jest na innym etapie. Jestem przekonany, że kiedy przyjedzie na mecze z Danią i Gruzją będzie w lepszej dyspozycji. Rozmawiałem z nim na ten temat. On bardzo chce, bardzo się stara, ale czasami nie wszystko się udaje.

 

Piłkarze mocno to wszystko przeżyli?

 

Ich to wszystko dotyka. To nie jest tak, że im nie zależy. Wręcz przeciwnie. To są jeszcze młodzi chłopcy. W klubie pełnią trochę inne role. Są dodatkiem do doświadczonych piłkarzy. Ta presja spada najczęściej na innych. To co im się uda jest zapisywane na plus, ale jak coś im nie wyjdzie, to się mówi, że są młodzi i mają czas, żeby się nauczyć. Łatwiej się gra w klubie niż w reprezentacji. Muszą nauczyć się dźwigania presji. Oczywiście są też tacy zawodnicy jak Kownacki, czy Kapustka, którzy byli już na wielkich seniorskich imprezach, ale reszta nie ma takiego doświadczenia. Moi piłkarze mieli dwa trudne momenty po meczach z Wyspami Owczymi i się spisali. Nie zgodzę się, że zabrakło ambicji. Mamy raporty i motoryka wyglądała dobrze, zaangażowanie było na właściwym poziomie. Brakowało ostatniego podania i skuteczności, ale oczywiście mając piłkarzy z taką jakością powinniśmy te strzały zamienić na gole.

 

Poza nieskutecznością co było naszym największym problemem?


Jest wielu piłkarzy, którzy nie grają w klubach, albo grają bardzo nieregularnie. To jest dla nas duży kłopot. Nawet na poziomie młodzieżowym, zagrać dwa mecze w krótkim odstępie czasu to jest duży wysiłek. Potrzebna jest dynamika w grze, dlatego w meczu z Finlandią szukaliśmy zmian. Stąd pomysł, żeby Sebastian Szymański i Kamil Jóźwiak od początku zagrali na skrzydłach. Wcześniej Konrad Michalak był naszym kluczowym zawodnikiem, teraz tych minut w klubie ma bardzo mało. Liczę, że to się zmieni. Nie było Dziczka, Żurkowskiego i Gumnego, a to nie jest tak, że można ich łatwo zastąpić, bo nie mamy całej plejady zawodników na tym poziomie. Problemem jest to, że w meczu z Danią będziemy mieli czterech zawodników zagrożonych pauzą z powodu kartek w meczu z Gruzją - Pestka, Dziczek, Żurkowski i Kownacki. To na pewno będzie bardzo agresywne, twarde i zacięte spotkanie, a cztery dni później gramy u siebie ostatni mecz z Gruzinami. Musimy być przygotowani na ewentualne straty zawodników. Najgorsza byłaby strata Pestki, bo brakuje nam typowych lewych obrońców, jakim jest Kamil. Co prawda nie gra ostatnio w Cracovii, ale w tych dwóch meczach zagrał bardzo pozytywnie.


To był najtrudniejszy moment w tych eliminacjach?


Najtrudniejszy był, kiedy Duńczycy przyjechali do Gdyni po naszym remisie z Wyspami Owczymi. Wtedy mieliśmy 4 punkty straty i ich zwycięstwo praktycznie zamknęłoby te eliminacje. To, że się podnieśliśmy pokazuje, że ta drużyna ma potencjał. Oczywiście brakuje jej stabilizacji. To piłka młodzieżowa. Jak popatrzy się na inne grupy, to tam też dochodzi do niespodzianek. Niemcy potrafią przegrać 0:4 z Norwegią. Nasze nieszczęście polega na tym, że dwukrotnie nie wygraliśmy z Wyspami Owczymi i to będzie miało bardzo istotne znaczenie w kontekście końcowej tabeli, ale także tej zespołów z drugich miejsc. Wiadomo, że w niej wyniki z ostatnimi drużynami się nie liczą, a Wyspy są w tej chwili na przedostatniej pozycji. W innych grupach ostatnie drużyny są raczej dostarczycielami punktów. My jednak nie liczymy na jakieś cuda w spotkaniach innych drużyn. Na początku eliminacji marzyliśmy o tym, żeby była taka sytuacja, że z Danią zagramy decydujący mecz o pierwsze miejsce. Później oczywiście trzeba wygrać z Gruzją.

 

W tych eliminacjach zwykle zaczynamy w ustawieniu bez skrzydłowych, a to oni wypracowali nam wiele goli. Dlaczego nie jest pan przekonany do gry z nimi od początku?


Bramki wypracowywaliśmy wtedy, kiedy mecz się otwierał. Skrzydłowi zwykle wchodzili w momentach, kiedy odległości między formacjami były większe, przeciwnik opadał z sił. Wtedy szybcy zawodnicy robią przewagę. Problem jest taki, że w pierwszych minutach przeciwnicy grając z nami są skupieni na defensywie i ciężko się nam poprzebijać. To też taki nasz pomysł na wygrywanie meczów. Zaczynamy w innym ustawieniu, później przechodzimy na drugie. Rywale oczywiście się tego spodziewają, bo graliśmy tak w większości spotkań, ale nie jest na to tak łatwo zareagować. Wielokrotnie nie wystawialiśmy skrzydłowych od początku, bo do tego potrzebna jest dynamika na 90 minut. Trzeba więc mieć zmienników dla tych piłkarzy, którzy pokażą taką samą klasę, albo i większą. Teraz mieliśmy tylko Jóźwiaka, który ma za sobą kontuzję i praktycznie niegrającego Michalaka. Szymański z konieczności grał na boku, Kapustka to też nie jest skrzydłowy. Stąd szukamy różnych wariantów, różnych ustawień.

 

W załączonym materiale wideo skrót meczu reprezentacji Polski U-21 z Finlandią.