"Cieszyński Książę" przeżywał najlepszy okres w karierze. Po serii wzlotów i upadków, kiedy znajdował się nawet o krok od zwolnienia z największej organizacji MMA na świecie (4 porażki w 5 kolejnych walkach), udało mu się wrócić na zwycięską ścieżkę. Najpierw efektownie poddał Devina Clarka w Gdańsku, później pewnie wypunktował Jareda Cannoniera, biorąc pojedynek na krótko przed galą, a w marcu tego roku odniósł najważniejsze zwycięstwo: zrewanżował się Jimiemu Manuwie, dzięki czemu znajdowałna czwartym miejscu w rankingu wagi półciężkiej!

Wielu fanów liczyło nawet na mistrzowską szansę Błachowicza, ale organizacja zestawiła go z powracającym do UFC Nikitą Krylovem. Ukrainiec podczas pierwszej przygody radził sobie całkiem nieźle, ale po porażce z Mishą Cirkunovem chciał odbudować się w innych organizacjach. Po czterech kolejnych wygranych wrócił, by po raz drugi podjąć próbę zwojowania dywizji do 93 kilogramów.

I to Krylov zaczął lepiej, bo szybko obalił Polaka. Z góry zrobił mu trochę krzywdy, kilka ciosów łokciami doszło do celu, ale po kilkudziesięciu sekundach Błachowicz ładnym przetoczeniem odzyskał pozycję. Wylądował w dobrym położeniu i potrafił skontrolować rywala do ostatniego gongu. W drugim starciu było jeszcze lepiej, bo tym razem to on pierwszy zdecydował się na obalenie.

To mu się udało i po raz kolejny wylądował w pozycji bocznej, a po chwili przeszedł północ-południe. Po kilku ciosach dobrze przełożył rękę do duszenia, a po kilku sekundach Krylov z wyraźnym bólem na twarzy odklepał! Czwarta wygrana z rzędu Polaka stała się faktem!

Błachowicz od razu po walce zaznaczył, że jest gotowy na starcie o mistrzowski pas.