Po Canelo – GGG 2: Umarł król, niech żyje król?

Sporty walki
Po Canelo – GGG 2: Umarł król, niech żyje król?
fot. materialy prasowe Golden Boy Promotions

Czy mogliśmy, tak naprawdę spodziewać się czegoś innego? Po raz kolejny walka dwóch najlepszych pięściarzy wagi średniej zakończyła się kontrowersją. Canelo Alvarez, zdaniem dwójki sędziów (trzeci dał remis) był lepszy w „T-Mobile Arena” w Las Vegas od Giennadija Gołowkina, zabierając Kazachowi pasy mistrza świata WBC i jeden z wielu krążacych po świecie pasów WBA.

Kiedy kibice –  2/3  było po stronie Meksykanina z Guadalajary - świętowali w sali, Gołowkin i jego ekipa demonstracyjnie opuścili ring, nie chcąc odpowiadać na pytania HBO. Trzecia walka w 2019? Być może, ale jak twierdzi De La Hoya - „nie za szybko, teraz według naszych planów”. 
 
Wszystko na jedną kartę
 
Byłem w Las Vegas przez cztery dni i już podczas konferencji prasowej wiadomo było, że Gołowkin, i jego trener Abel Sanchez stawiają wszystko na jedną kartę. Narracja była mocna: wszystko, co potrafił w pierwszej walce pokazać Canelo zawdzięcza szpikowaniem się niedozwolonymi specyfikami, a nie swoim umiejętnościom. A już na pewno nie – to Abel Sanchez – umiejętnościom szkoleniowym rodziny Reynoso. „Jak Canelo chce pokazać, ze jest prawdziwym Mekyskańskim pięsciarzem, powinien stać na środku ringu i walczyć z GGG. To byłoby idealnie, ale nikt z nas w to oczywiście nie wierzy” – mówił Sanchez. „To mocna gra, ale wymagająca od GGG łatwej wygranej z Alvarezem. Teraz Canelo miał tyle samo testów antydopingowych co GGG, wszystkie przeszedł bez problemów, więc już nie będzie żadnego wytłumaczenia, gdyby coś poszło nie tak. Dużo mówiłeś, musisz to teraz udowodnić” -  mówił mi Steve Kim, dziennikarz „Ringu” i chyba jeden z najlepiej poinformowanych ludzi związanych z ekipą Gołowkina.
 
Chodziło nie tylko o pasy, ale i o wielką kasę. Dochody z samych biletów dojdą pewnie do 30 milionów dolarów, a oprócz pięciomilionych gwarancji, wpływy z pay-per-view mają dać obu zawodnikom – i ich promotorom dodatkowe ponad 20 milionów dolarów. Jeśli dodamy do tego fakt, że Gołowkin po tej walce nie ma już zobowiązań kontraktowych z HBO (czyli może podpisać nowy kontrakt z kim chce), a Canelo została do wypełnienia kontraktu z HBO tylko jedna walka, to wiadomo było, że to była gra o wielką stawkę. Zwłaszcza dla zwycięzcy.
 
Nie ten sam GGG
 
Po pierwszej walce z Canelo (którą punktowałem 3 rundami dla Gołowkina) było pytanie, czy to na pewno ten sam Kazach, który zaczął oszałamiająca karierę w 2012 roku. Opinia była, że na pewno nie, że czegoś brakuje, ale nawet 75 procent starego Gołowkina, to w dalszym ciągu najlepszy pięściarz wagi średniej na świecie. Jego doświadczenie, nie tylko z boksu zawodowego, miało mu dać przewagę w rewanżu, pozwoliło wychwycić coś w boksie Meksykanina, co da mu przewagę w rewanżu. Tak się nie stało. Canelo robił wszystko, czego Sanchez – i Gołowkin – sobie życzyli. Nie uciekał, bił cios za cios na środku ringu, nie dał się zepchnać na liny i nawet jak przyjmowal lewe proste Gołowkina, to ciosy GGG nie siały już takiego spustoszenia jak kiedyś. Według statystycznego Compubox, to Canelo zadał więcej mocnych ciosów (143 do 116), przegrywając jednak zdecydowanie pojedynek na lewe proste (59 do 118). Canelo trafiał też z większą skutecznością (32 procent do 27 procent) - i to chyba największa różnica – 46 razy trafiał na korpus, a Gołowkin tylko 6.
 
Czy to było ringowe oszustwo? Na pewno nie. Pomimo, że da łemdwupunktowe zwycięstwo GGG, remis czy minimalna porażka, też nie byłyby  dla mnie szokiem. „Gratulacje dla Canelo, walczył bardzo dobrze, chicał wygrać i sędziowie to nagrodzili. Bardzo dobrzy sędziowie” – mówił na konferencji prasowej po walce Sanchez. Gołowkin był mniej przekonany. „Canelo ni pokazał niczego specjalnego. To, że nie uciekał, nie oznacza, że przegrałem walkę. Jeszcze mnie zobaczycie” – zakończył konferencję Gołowkin. I dobrze, że to powiedział, bo już słyszałem plotki, że rozczarowany wynikiem, skończy z boksem.
 
Co dalej? Obaj muszą się wyleczyć z kontuzji, plany będą później. Trzecia walka? To był boks na znakomitym poziomie, ale czy koniecznie chcemy trylogii?
Przemysław Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze