W Gdańsku biało-czerwoni wygrali z Chorwacją 79:74 w spotkaniu 2. kolejki drugiego etapu kwalifikacji MŚ 2019.

- Mistrzostwa świata - do widzenia, pa, pa. Przegraliśmy z Polską, mimo że mieliśmy w składzie czterech koszykarzy z ligi NBA. Katastrofa! To jedyne słowo, którym można opisać grę naszego zespołu w Gdańsku - uważają dziennikarze z Chorwacji.

W pomeczowych relacjach przedstawiciele mediów wzywają do dymisji szefów federacji - Vrankovica i współpracującego z nim Radję. "Stojko i Dino, nadszedł czas na to, aby wziąć odpowiedzialność..." - piszą komentatorzy i podkreślają, że to oni wybrali na trenera reprezentacji Ivicę Skelina, a w kwietniu Drażena Anzulovica, a także zdecydowali o braku graczy amerykańskiego pochodzenia w kadrze narodowej.

W polskim zespole najskuteczniejsi byli Adam Waczyński 21 pkt, Adam Hrycaniuk 14, A.J. Slaughter i Mateusz Ponitka po 12, zaś wśród rywali Bojan Bogdanovic 22, Dario Saric 17 i Ante Zizic 13.

- W pozostałych czterech spotkaniach będziemy musieli sobie radzić bez koszykarzy z NBA, a żeby rywalizować o trzecie miejsce w grupie potrzebujemy aż trzech zwycięstw. Na 99,9 proc. jesteśmy poza finałami mistrzostw świata. To koniec, gaśnie światło - przekonują eksperci z Chorwacji.

W grupie J awans zapewniła sobie Litwa (16 pkt). W tabeli wyprzedza Włochy (14), Polskę (12), Węgry (12), Chorwację (11) oraz Holandię (11).

- Popełniliśmy wiele błędów taktycznych w grze. Być może dostaniemy jeszcze dziką kartę na turniej, ale to przecież nie jest zaproszenie na wesele. W zespole zabrakło chemii - podsumował Saric.